Bardzo mi się podoba to, co zrobiła Kancelaria Prezydenta, niewątpliwie zgodnie z wolą Bronisława Komorowskiego i w porozumieniu z władzami Warszawy.
Słowa wyryte na tablicy są godnym wyrazem hołdu dla ofiar katastrofy smoleńskiej - z wyróżnieniem nazwisk dwóch prezydentów - oraz adekwatnym upamiętnieniem niezwykłego wydarzenia, jakim było żałobne gromadzenie się tysięcy Polaków w tym miejscu po 10 kwietnia.
Działanie władz było zaskakująco szybkie i zdecydowane. I bardzo dobrze! Władza wreszcie pokazała swoją siłę, do czego w tym wypadku miała pełne prawo. Powiedziałbym więcej - honor i autorytet państwa był zobowiązaniem do takiego właśnie zdecydowanego gestu.
Działanie to z całą pewnością było realizacją zamysłu prezydenta, a szybkość jego realizacji była wyjściem naprzeciw pragnieniom, a nawet żądaniom wyrażonym przez ludzi.
Władza zachowała się więc w sposób mądry. Słowa na tablicy nie dają się zinterpretować w sposób partyjny, nie są wymierzone przeciw komukolwiek ani czemukolwiek. Oddają hołd zmarłym tragicznie prezydentom, jednocześnie dowartościowują obywateli, którzy gromadzili się w tym miejscu, oraz harcerzy, którzy spontanicznie podjęli tutaj służbę - przypisując im zaszczytną intencję troski o dobro państwa.
Zarzut arogancji, czyli działania bez porozumienia z przedstawicielami protestujących, uważam za bezzasadny i demagogiczny. Te 17 osób czuwających pod krzyżem nikogo przecież nie reprezentowało.
Kościół wielokrotnie oświadczał, że nie jest w tym sporze stroną, a harcerze zajęli wyraźne stanowisko, podpisując porozumienie. Z kim więc miałyby być prowadzone ewentualne negocjacje? Podjęcie rozmów z przedstawicielami
PiS prowadziłoby niechybnie do niekończących się sporów. PiS oświadczył zresztą, że protestujący nie reprezentują partii.
Nie mogę się zgodzić ze sposobem myślenia, jaki zaprezentował przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik sugerujący, że w tłumach gromadzących się przed Pałacem po 10 kwietnia naród wyraził swoje zdanie. Pojawiające się słowo "naród" w tym wypadku wydaje mi się nie na miejscu. Naród bowiem w demokratycznym państwie wypowiada się w wyborach, ewentualnie w referendach. A wybory prezydenckie właśnie miały miejsce.
Oczywiście odsłonięcie tablicy sprawy nie rozwiązuje, ale fanatycznym obrońcom krzyża wytrąca z rąk ich podstawowy argument. Zarówno tragiczna śmierć prezydenta i jego żony, jak i hołd składany zmarłym przez społeczeństwo znalazły już swoje upamiętnienie. Opinie, że tablica jest czymś niewystarczającym i że powinien stanąć pomnik, jestem gotów uznać, ale taki pomnik na pewno nie może stać przed Pałacem Prezydenckim. A wmurowanie tablicy nie zamyka drogi do postawienia w Warszawie, w jakimś godnym miejscu, pomnika upamiętniającego wszystkie ofiary tragicznej katastrofy smoleńskiej. Jeśli chodzi natomiast o uczczenie samego prezydenta Kaczyńskiego, to trudno wyobrazić sobie większy honor niż pochówek na Wawelu między królami.
Obrońcy krzyża będą prawdopodobnie w dalszym ciągu protestowali, zaspokajając swoje potrzeby emocjonalne. W obecnej sytuacji uważam, że inicjatywę powinien podjąć Kościół, wysyłając do nich mądrych emisariuszy, księży, którzy spokojnie im wytłumaczą, że dalszy protest nie służy ani Kościołowi, ani Polsce. Do tej pory pojawił się wśród protestujących tylko ks. Stanisław Małkowski - nie będę tego komentował.
Rozmowy z protestującymi potrafią podejmować dziennikarze i zwykli ludzie. Dlaczego więc nie mają takiej rozmowy podjąć księża?
Cezary Gawryś - ur. w 1947 r., publicysta, działacz społeczny, w latach 1995-2001 naczelny miesięcznika "Więź"