Siedem - za przejeżdżanie na czerwonym świetle albo wymuszanie pierwszeństwa na skrzyżowaniu. Dziewięć - za wyprzedzanie na przejściu dla pieszych... To kara liczona w punktach karnych za łamanie przepisów i stwarzanie zagrożenia na drogach. Ile punktów mają wszyscy Polacy - tego nie wie nawet
policja.
Dziś dość łatwo się ich pozbyć. Kiedy wiemy, że zbliżamy się do limitu 24 pkt (oznacza utratę prawa jazdy), wystarczy przejść szkolenie w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego. Kosztuje około 300 zł, uszczupla konto o sześć punktów karnych (maksymalnie dwa razy w ciągu roku). W 2009 r. skorzystało z tej drogi blisko 27 tys. kierowców, do połowy tego roku - ponad 11 tys.
- Jest spora grupa cwaniaków, którzy regularnie pozbywają się punktów i uciekają przed odpowiedzialnością - mówi Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji.
M.in. dlatego
Ministerstwo Infrastruktury w projekcie ustawy o kierujących pojazdami zamierza zlikwidować szkolenia. Dopiero po przekroczeniu limitu 24 pkt - czyli po utracie prawa jazdy - kierowcy będą musieli przejść nowy kurs. A te podobno mają być dłuższe i droższe. - Za wcześnie o tym mówić, pracujemy nad projektem - mówi Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu.
Inne zmiany? Jeśli w ciągu pięciu lat ktoś dwa razy przekroczy limit 24 pkt, to straci prawo jazdy na wszystkie kategorie i będzie musiał nie tylko od nowa przechodzić kurs, ale też zdawać egzamin.
Rzecznik Karpiński uzasadnia: - Obecny system nie wpływa pozytywnie na kierowców popełniających wykroczenia. Potwierdzają to dane wskazujące, że bardzo często osoby, które odzyskały prawo jazdy po zdaniu egzaminu sprawdzającego kwalifikacje, w niedługim czasie ponownie przekraczają dozwoloną liczbę punktów karnych.
- Kursy dla punktowiczów powinny być kosztowne i dotkliwe - przekonuje także Andrzej Szklarski, dyrektor WORD w Warszawie. W zeszłym roku szkolenie tam ukończyło 3840 osób. Z tego aż 25 proc. to - jak mówi dyrektor - "stali bywalcy". Przychodzą, pozbywają się punktów, a potem znów je zbierają na drogach. Podobnie mówią nam w WORD w Poznaniu i w Krakowie.
Sceptyczni są instruktorzy jazdy. Ryszard Domagała, instruktor z Wieliczki: - Trzeba dać kierowcom szansę, żeby się pozbyli punktów. Ale szkolenie nie powinno polegać na tym, że ktoś zapłaci, posiedzi i posłucha. Powinno kończyć się jakimś egzaminem albo testem.
Za tym, żeby szkolenia zostały, jest Ryszard Fonżychowski, szef stowarzyszenia Droga i Bezpieczeństwo: - Lepiej reedukować kogoś, kto uzbierał 10 pkt karnych niż 24. Te kilkanaście punktów różnicy to nic innego jak dodatkowe zagrożenie na drogach - ocenia.
Rzecznik policji Mariusz Sokołowski odpowiada: - Nowe rozwiązanie powinno sprawić, że kierowcy będą bardziej się pilnować i jeździć ostrożniej.
Nad projektem pracują posłowie, na razie nie ma wyznaczonego terminu, kiedy mogłyby zacząć obowiązywać.