13 lipca prokurator i funkcjonariusze
ABW wkroczyli do kancelarii prawnej Dubienieckich w Kwidzynie. Zażądali wydania dokumentów, ale prokuratura nie ujawnia jakich.
- Śledczy próbowali przesłuchać obu mężczyzn, jednak ci odmówili składania zeznań, zasłaniając się tajemnicą adwokacką. Dlatego konieczne okazało się złożenie wniosku do sądu - tłumaczy Małgorzata Klaus, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Wczoraj sąd zgodził się na zwolnienie Dubienieckich z tajemnicy. W uzasadnieniu napisał, że "przesłuchanie adwokatów jest niezbędne do wyjaśnienia okoliczności istotnych dla wyniku postępowania karnego". Teraz obaj prawnicy będą musieli zeznawać w charakterze świadków. Prokuratura nie ujawnia terminu przesłuchania.
Skomplikowaną sprawę wyprowadzenia dużej sumy z wrocławskiego
SKOK-u za pomocą sfingowanych umów prokuratorzy badają od ponad roku. Ze śledztwa "Gazety" opisanego w maju wynika, że Marcin Dubieniecki zabiegał o część pieniędzy wyłudzonych ze SKOK-u. Reprezentując spółkę Egzekutor Europejski, zarejestrowaną w domu swojego znajomego w Kwidzynie, nalegał, by komornicy, którzy czasowo dysponowali wtedy pieniędzmi, przelali 750 tys. zł na konto kancelarii jego ojca. Drugie 750 tys. zł miał dostać Robert Draba, były bliski współpracownik prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
W najbliższych wyborach samorządowych Marcin Dubieniecki chce wystartować z pomorskich list Prawa i Sprawiedliwości. Wcześniej syn prominentnego działacza
SLD kojarzony był z tym ugrupowaniem.