Hurtownik chce spopularyzować zakupy w małych sklepach. Jak podkreśla, powołując się na badania zrobione na jego koszt przez TNS OBOP, Polacy cenią małe sklepy przede wszystkim za miłe, uprzejme traktowanie (56 proc. badanych) oraz osobisty, bezpośredni kontakt ze
sprzedawcą (38 proc.). Jest także niewielka grupa tych, którzy przyznają, że cenią małe sklepy za ich "elastyczność" rozumianą często jako np. możliwość kupowania "na zeszyt".
Drobni sklepikarze to główni klienci Makro. Ich liczba maleje jednak z roku na rok. W ciągu pięciu lat padła jedna trzecia małych rodzinnych sklepów. Jest ich obecnie w kraju ponad 50 tys. W tym roku ta liczba ma się zmniejszyć o kolejnych kilka tysięcy. A jeszcze pięć lat temu było ich niemal 74 tys.!
Małe sklepy plajtują głównie przez dyskonty w rodzaju Biedronki, Lidla i Netto. Kiedy na osiedlu staje sieciowy dyskont, małe rodzinne sklepy czują to już następnego dnia. Nagle zakupy przestaje robić co czwarty klient. Później co trzeci, czasem co drugi.
Właściciele - zazwyczaj rodzina, dla której to jedyne źródło utrzymania - mogą zamknąć sklepik albo przyłączyć się do jednej z sieci franczyzowych.