http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kolumbia i Wenezuela godzą się

mas
2010-08-12, ostatnia aktualizacja 2010-08-11 17:02

Prezydenci Wenezueli i Kolumbii przywrócą zerwane stosunki dyplomatyczne. Hugo Chavez będzie musiał cofnąć poparcie dla kolumbijskiej armii partyzanckiej FARC

Prezydenci obu krajów spotkali się we wtorek w Santa Marta w północnej Kolumbii, na wybrzeżu Morza Karaibskiego, w domu, w którym w 1830 roku zmarł Simon Bolivar, czczony do dzisiaj bohater walk niepodległościowych obu krajów.

Po czterech godzinach rozmów w cztery oczy prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos, który objął urząd w ubiegłą sobotę, oświadczył: - Są powody do świętowania. Prezydent Chavez zapewnił mnie, że nie będzie pozwalał na obecność na terytorium Kolumbii nielegalnych grup zbrojnych.

Powodem zerwania stosunków trzy tygodnie temu stały się właśnie oskarżenia Kolumbii, że Wenezuela i jej prezydent udzielają schronienia i logistycznego wsparcia terrorystom z FARC. Kiedy Kolumbia przedstawiła dowody, że w Wenezueli ukrywa się ok. 1,5 tys. członków tej organizacji i że korzystają oni z ochrony armii i wywiadu wenezuelskiego, Chavez wycofał ambasadora z Bogoty, wyprosił personel ambasady kolumbijskiej z Caracas i postawił wojsko w stan gotowości.

Wczoraj był promienny i zachowywał się, jakby nic się nie stało. - Mówiłem milion razy, że ani ja, ani rząd Wenezueli nigdy nie popieraliśmy, nie popieramy i nie będziemy popierali partyzantów, terrorystów czy handlarzy narkotyków - mówił. - Zbadaliśmy teren i nie znaleźliśmy żadnego obozu partyzantów.

Prezydent Santos nie polemizował z tymi zapewnieniami, chociaż przeczą im zdjęcia satelitarne i zeznania dowódców FARC, którymi w ubiegły piątek posługiwał się poprzedni prezydent Kolumbii Alvaro Uribe, gdy składał Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu w Hadze oskarżenie Wenezueli o wspierania terroryzmu. Santos zna te oskarżenia z pierwszej ręki, bo przez wiele lat kierował walką z FARC jako minister obrony w rządzie Uribe.

- Zaczynamy wszystko od zera - zawyrokował Santos na zakończenie.

Na razie Kolumbia nie obiecała, że teraz wycofa oskarżenia pod adresem Wenezueli, ale jest jasne, że Hugo Chavez musi zmienić postępowanie. Już w ubiegłą niedzielę publicznie zdystansował się od FARC. Oświadczył, że organizacja ta musi pomyśleć o pokoju, zrezygnować z walki zbrojnej, zwolnić zakładników. Wygląda na to, że Kolumbia daje sąsiadowi czas i szansę na wycofanie się z twarzą ze wspierania terrorystów, zanim cofnie formalne zarzuty przed międzynarodowymi instytucjami.

Awantury w stosunkach Wenezueli i Kolumbii trwały przez ostatnie kilka lat i stosunki te były zawieszane kilkakrotnie. Chavez wstrzymał rok temu nawet import towarów z Kolumbii. Obroty handlowe między obu krajami spadły z ponad 7 do 1 mld dol. Jednym z powodów zgody jest konieczność ich odbudowania. Kolumbia dużo zarabia na eksporcie do Wenezueli, a Wenezuela sprowadza z Kolumbii najpotrzebniejsze towary, w tym żywność.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':