Od hasła: "Bóg. Honor. Ojczyzna" do zawołania: "Do kościoła" - miejsca, dokąd powinien zostać przeniesiony krzyż sprzed Pałacu, a także dokąd powinna się przenieść publiczna aktywność Kościoła.
W najnowszych dziejach naszego państwa to przewrót ogromny. Jeszcze nigdy otoczenie krzyża nie stało się miejscem podobnym do Hyde Parku, gdzie każdy może wykrzyczeć, co mu w duszy gra na temat religii, Kościoła oraz politycznego zaangażowania hierarchów, duchownych i prominentnych wyznawców.
To droga od Polski znanej z przywiązania do religii i Kościoła do Polski na wskroś świeckiej. Skrojonej na wzór zlaicyzowanych społeczeństw Europy Zachodniej. Polskie społeczeństwo świeckie ujawniło swoją siłę. Laicyzacja, dotąd powolna i ukryta, ruszy szerszą falą. Szczególnie wśród młodego pokolenia.
Spór o świeckie państwo i jego rozdział od Kościoła powróci z wielką siłą. Na własne życzenie biskupów, którzy nie spostrzegli w porę manowców, na jakie prowadzą powierzoną im wspólnotę
Tadeusz Rydzyk i
Jarosław Kaczyński.
Abp Józef Michalik, przewodniczący Episkopatu, w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" skrytykował PO za styl dialogu ze społeczeństwem w sprawie katastrofy smoleńskiej oraz za zapowiedź prezydenta Bronisława Komorowskiego przeniesienia krzyża. Dostało się też
PiS za "chęć zawłaszczania, czyli upolityczniania, krzyża" oraz ofiar zbrodni katyńskiej. To novum, bo dotąd większość biskupów zadawała się bronić "obrońców" krzyża bez względu na wszystko.
Abp Michalik powiedział, że to nie Episkopat spowodował konflikt i nie Episkopat go rozwiąże. Mogą to zrobić prezydent i zainteresowani liderzy partii opozycyjnych. Biskupi mogą umyć ręce i nie zważać na fakty - porozumienie w sprawie przeniesienia krzyża podpisane przez kurię warszawską oraz zlekceważenie go przez PiS i "obrońców".
Episkopat może chcieć stanąć z boku, ale nie bardzo już może. Milczenie w sprawie tak fundamentalnej jak zakończenie politycznej gry krzyżem oznacza rezygnację z aspiracji do zabierania głosu w sprawach społecznych, które
Kościół chce regulować.