Pokazali inną twarz Polski Marek Siwiec, europoseł
SLD pisze na blogu: "Wczoraj za pośrednictwem Facebooka zebrali się w Warszawie przeciwnicy krzyża. Nie krzyża w ogóle, tylko tego szczególnego, który aktywizuje społeczeństwo od 10-go kwietnia. Pokazali twarz innej Polski. Uśmiechniętej, przekornej, dowcipnej, czasami prowokującej. Nie pierwsza to demonstracja zorganizowana bez liderów politycznych, plakatów, partii. Demonstracja była bardziej happeningiem i bardzo dobrze."
Jak tłum chce manifestować, niech manifestuje Janusz Korwin - Mikke
pisze na swoim blogu, że odmówił "Frondzie" podpisania się pod protestem w sprawie wczorajszej manifestacji przed Pałacem Prezydenckim. Tak to tłumaczy: "Jak wolność zgromadzeń - to wolność zgromadzeń. Jak dwie grupy chcą rozstrzygać sprawy nie przy użyciu argumentów, tylko na siłę tłumu - to trzeba dać im szansę". I pyta: "Kto pokrywa koszty opłacenia tłumku policjantów w nadgodzinach?"
Nocą nadchodzą wilki Zaliczający się do obrońców krzyża Jarema, na portalu Fronda.pl w literackiej formie
opisuje na swoim blogu spostrzeżenia z nocy na Krakowskim Przedmieściu (nie tej wczorajszej co prawda - ale dopiero dziś publikuje swoje wrażenia): "Z nadejściem zmroku, z okolicznych piwiarni, na Krakowskie Przedmieście przychodzą wilki, ponabijać się z moherów. Była ich tak na oko setka, trzykrotnie więcej niż osób broniących Krzyża. Najróżniejsi, przecież mamy w kraju pluralizm. Trzy czwarte kontrmanifestantów to pijani dresiarze, przekonujący że pomimo promili we krwi jeszcze trzeźwo myślą. Są również ponabijani ćwiekami metale, farbowane, tlenione na blond dziewczyny wyrywające starszym ludziom parasole i kilku regularnych meneli w wieku 40-50 lat. W zębach demonstracyjnie palone papierosy, w rękach "zimna Tatra", na ustach okrzyki "jeszcze jeden"; "druga strona odpowiada" "wyrwać krzyż" profanowanie hymnu państwowego o modlitwach nie wspominając, eksplozje śmiechu. Cały czas trwa modlitwa. Miasto usypia o czwartej nad ranem. Teraz można spokojnie zjeść kawałek bułki z kiełbasą, wypić przyniesioną przez Pielgrzymów kawę czy herbatę, każdy się dzieli tym co ma. W czasie nareszcie nie zakłóconych rozmów słyszę, że ten po prawej jest studentem prawa, tamten politechniki, inny socjologii, a ten starszy pan był internowanym. Było nas pod krzyżem ok. 30 osób, niektórzy zaraz z Krakowskiego idą rano do pracy, ja mam na szczęście wakacje."
Koniec rządów biskupów Wojciech Orliński na blogu pisze: "Proszę państwa, 9 sierpnia skończył się w Polsce klerykalizm". I ocenia, że okres, "w którym biskupi mieli swoich ludzi na wszystkich ważnych stanowiskach w tym państwie" się skończył: "Głosować zaczyna nowe pokolenie, któremu
Kościół nie kojarzy się już z miejscem schronienia przed prześladowaniami, jak w stanie wojennym". I apeluje: "Drodzy obrońcy, przenosiny krzyża do kościoła naprawdę leżą w waszym dobrze pojętym interesie. Zdaje się, że większość z Was jest spoza Warszawy i nie znacie dobrze tego miasta, dlatego nawet nie wiecie, że rozbiliście obozowisko w samym środku szlaku knajpiano-klubowego (...). Chcielibyście, żeby policja was chroniła przed pijanymi - ale to oni są na tej ulicy u siebie, nie Wy. Sensem remontu tej ulicy - rozpoczętego jeszcze przez Waszego umiłowanego prezydenta - było zrobienie z niej takiego tętniącego życiem zakątka życia knajpianego. (...) Jeśli chcecie nocami czuwać i się modlić, to super. Ale naprawdę lepszym miejscem będzie pobliski piękny barokowy kościół, gdzie tłumy naprutych imprezowiczów nie będą się z Was nabijać."
Cztery miesiące wcześniej stały tu trumny, a dziś... W wysoki ton uderza Gw_1990,
pisząc w swoim blogu na Salonie24.pl: "Manifestacja miała na celu - podobno - sprzeciw wobec wykorzystywania tego symbolu przez polityków i zawłaszczania przestrzeni pod Pałacem Prezydenckim. Jednak przebieg chamskiego happeningu nasuwa wnioski zgoła odmienne - chodziło o poniżenie katolików pod krzyżem, o poniżenie samego krzyża, wreszcie - o poniżenie Lecha Kaczyńskiego. Chuligani sami deklarowali na Facebooku - przeniesiemy krzyż, spuścimy starcom łomot, a potem wykopiemy Kaczkę z Wawelu i odpalimy zimnego "Lecha". Tak najczęściej deklarowali ci, którzy wczoraj się zjawili. Okrzyki "Spieprzaj dziadu", kibolskie "Kto nie skacze jest za krzyżem!", rzucanie pluszowym Kaczorem, transparenty "Mochery (przez "ch") na stos" i okrzyki do kobiet "Pokaż cycki". W miejscu, pod którym stało kilkaset tysięcy ludzi w kwietniu. W miejscu, gdzie 4 miesiące temu leżały trumny Pary Prezydenckiej i zmarłych współpracowników. Do niewyobrażalnego aktu zbydlęcenia i pogwałcenia obyczajów dopuściła władza."
Nie będzie fundamentalistycznej rewolucji W serwisie wpolityce,
Janusz Rolicki zauważa: "Dramatyczne wezwania Ojca Rydzyka do mężczyzn aby przyszli z odsieczą jak się wydaje nie przyniosły efektu i rzecz cała zakończyła się zabawowo, a miało być strasznie.(...) Ochrona krzyża jako obiekt awanturniczych wydarzeń przed Pałacem Namiestnikowskim, potrzebuje stałego paliwa czyli drak i kontrdrak. Rząd najwyraźniej zdecydował się stanąć z boku tak jak Kościół i liczy na długofalowe bez awantur wygaszenie sprawy. (...) Okazało się, że zwolennicy hecowania są w mniejszości i w związku z tym oczekiwania na fundamentalistyczną rewolucję katolicką nad Wisłą raczej się nie spełnią. W chwilach gdy nie ma pod Pałacem burzy i naporu rzecz cała sprowadza się do czuwania kilkunastu osób przy krzyżu, co oczywiście nie może zadawalać tych którzy liczą na odnowę moralną pod wpływem Katastrofy Smoleńskiej i obrony krzyża.
Prawdy nie da się zagłuszyć Maciej Gdula na portalu "Krytyki Politycznej"
pisze: "Pod Pałac Prezydencki ściągnęła masa ludzi. Na Krakowskie Przedmieście nie ściągnęła ich chęć wyśmiewania się z obrońców krzyża, moherów i pisiaków. Przyszli tam, bo zrozumieli, że walka z krzyżem przed Pałacem to walka o wartość jaką ma świeckie państwo. Nie chodzi o dokuczenie Kaczyńskiemu lub powstrzymanie ciemnogrodu stawką jest istnienie instytucji wolnych od symboli jednego wyznania i jego dyktatu w kwestiach światopoglądowych. Głośne "Do kościoła" było apelem, aby przestrzegać wreszcie konstytucji. "Tu jest Polska" krzyczeli wszyscy ci, którzy nie uwierzyli, że jako Polacy są tradycyjni, wierzący i respektują kompromisy. Po 9 sierpnia nikt już nie może wygłaszać bredni o Polakach przywiązanych do kościoła i akceptujących jego szczególne miejsce w polskim życiu publicznym. Polaków łączy godło i biało-czerwona flaga, ale z pewnością nie krzyż. Ta oczywista prawda objawiła się wczoraj w pełni i nie da się tak łatwo zagłuszyć.