Polacy wypijają morze napojów. To przesada, bo 11,3 mld litrów wód i napojów plus 3,3 mld litrów piwa rocznie to nawet nie jest małe jezioro. Jezioro Śniardwy wystarczyłoby nam na pół wieku. Sprawdziłem, czym najlepiej się napić.
W fabryce Coca-Coli w Radzyminie usłyszałem, że cola jest zdrowa.
W Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego piłem wodę z kranu i nauczyłem się czytać etykiety wód mineralnych (bo jedna drugiej nierówna).
W browarze w Warce widziałem małże, które oceniają jakość wody.
Kierownik mleczarni w Błoniu zdradził mi, że w kefirze jest alkohol.
W domu próbowałem rozpuścić w coli ząb mleczny córki - wrzuciłem go do szklanki, kiedy zaczynałem pisać ten tekst.
A w Grubej Kaśce, ujęciu wody na środku Wisły w Warszawie, zobaczyłem na własne oczy, skąd naprawdę się bierze woda.
Z kranu czy z butelki? To nieprawda, że Warszawa pije wodę z Wisły. Pięć metrów pod dnem rzeki umieszczone są dreny - coś między rurą a durszlakiem - które pobierają wodę.
- Kropla wody, zanim dotrze do drenu, przez 20-30 godzin podlega filtracji. To czysty kryształ - zapewnia Beata Pacholec, kierownik Zakładu Wodociągu Praskiego. Najpierw się utlenia, przez co wytrącają się związki żelaza i manganu. Głębiej zachodzą procesy beztlenowe. Mikroorganizmy w tzw. błonie biologicznej zjadają wszystko, co organicznego znajdą w wodzie. Ta woda w 80 proc. spełnia już normy Ministerstwa Zdrowia.
Zanim trafi do dalszej filtracji, kontrolują ją małże. Jest ich w Grubej Kaśce dziesięć, wyławia je firma z bardzo czystego jeziora pod Poznaniem, pracują trzy miesiące, a potem wracają do środowiska. Każdy małż ma przyczepioną do muszli sprężynkę - wiadomo, kiedy je, a kiedy śpi. Gdyby w wodzie pojawiła się toksyczna substancja, małże gwałtownie zamknęłyby muszle, a monitory w dyspozytorni wyświetliłyby czerwony alarm.
Woda jest coraz czystsza. - 15 lat temu poziom chlorków w Wiśle był taki jak dziś na cofce z Bałtyku, bo kopalnie bez opamiętania zrzucały solankę - wyjaśnia Beata Pacholec. - Teraz przemysł padł, a ten, co przetrwał, musi dbać o recykling wody. I poziom chlorków spadł z 400 mg/l do 50.
Woda trafia na dodatkowe filtrowanie i do kontroli rybnej. W akwarium kontrolnym pracuje dziesięć brzanek i kleni. Gdyby pięć rybek naraz padło albo zaczęło się dziwnie zachowywać, wodociąg zostanie wyłączony, a na miejsce przyjedzie natychmiast dwoje ichtiologów zbadać przyczynę. To system wprowadzony u nas po zamachu terrorystycznym na wieże WTC w Nowym Jorku.
Na końcu woda jest chlorowana. - Bo musimy ją zabezpieczyć przed wtórnym skażeniem w sieci - wyjaśnia Beata Pacholec. Bo zakład wodociągów doprowadza wodę do głównego wodomierza, dalej jest już sieć osiedlowa. - Nie widziałam, żeby na moim osiedlu ona była kiedykolwiek konserwowana. Ale żadnego niebezpieczeństwa nie ma. Ja piję wodę z kranu i chciałabym, żeby wszyscy pili.
- Można to pić? - pytam dr. Tadeusza Siwca z warszawskiej SGGW i natychmiast nalewam sobie do picia wodę z kranu. Są upały, a doktor ma w gabinecie kran i umywalkę.
- Oczywiście, mamy wodę z własnej studni.
Większość Polski pije wodę ze studni głębinowych. Kropla wody filtruje się przez iły i gliny aż 25 lat, zanim dotrze do warstwy wodoszczelnej. Taka woda jest droższa w wydobyciu od rzecznej, ale jej uzdatnianie jest tańsze. Uzdatniać wodę opłaca się tylko dla dużych miast.
- Ale wodę z każdego wodociągu można pić - zapewnia dr Siwiec i pokazuje na rozporządzenie ministra zdrowia. - Ostatnio zostało zmienione, dopuszczalna ilość żelaza spadła z 0,5 do 0,2 mg/l, a manganu z 0,1 do 0,05.
- A gdyby było więcej?