http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najpierw pękają wały, potem ludzie

Ziemowit Nowak, Kielce
2010-08-10, ostatnia aktualizacja 2010-08-10 07:24

Zalany Zgorzelec
Zalany Zgorzelec
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

W Sandomierzu zapełnia się oddział psychiatryczny miejskiego szpitala

Na zalanych terenach wiele domów zostało poważnie zniszczonych, wiele przestało istnieć zupełnie
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Na zalanych terenach wiele domów zostało poważnie zniszczonych, wiele przestało...
ZOBACZ TAKŻE
Powodzianami z Sandomierza i okolic na stałe zajmuje się trzech psychologów i zespół psychiatrów z miejscowego szpitala.

- Na początku chodziliśmy do wszystkich punktów, gdzie byli, od osoby do osoby, i rozmawialiśmy. Zdarzało się, że nie chcieli mówić. Osoby bardziej skryte, zamknięte myślą, że dadzą sobie radę. A nie dadzą. W takich traumatycznych sytuacjach ważne jest, żeby porozmawiać o tym, co się stało - mówi psycholog Magdalena Kossak, która teraz pełni regularne dyżury dla powodzian w Środowiskowym Domu Samopomocy w Sandomierzu przy ul. Katedralnej.

Lekarze i psychologowie nie mogli być wszędzie. My wybraliśmy się do najmniejszych wsi, w gminie Łubnice, zalanej w 70 proc., i w gminie Połaniec, na lewym brzegu Wisły, gdzie woda wdarła się na głębokość 7 km w głąb lądu. Dwukrotnie w odstępie dwóch tygodni.

Pogodzeni

Władysława Bryka z Maśnika w gminie Połaniec, starszego rencistę, spotykamy przy wiejskiej drodze. Z sąsiadami pomaga porządkować kontener i otoczenie u sąsiada, niepełnosprawnego po chorobie Heinego-Medina, ponad 80-letniego mężczyzny. Zabrali go niedawno do szpitala.

Skąd się wziął kontener mieszkalny? Sprzed 13 lat, wtedy też Wisła zalała Maśnik, ale gorzej, po dachy.

Na tych terenach nie jest jednak najważniejsze, jak wysoko zalane są domy, ale jak długo stoi woda na polach. Bo z pól truskawek, tuneli foliowych i sadów, głównie jabłoni, żyje tu większość mieszkańców. Jak roślinność gnije, nie ma pieniędzy na życie, na remonty domów, na zasiewy.

To może załamać, ale Władysław Bryk i jego żona są pogodzeni z losem.

- Sami zostaliśmy na gospodarstwie, gdzie mamy iść? Przeżyjemy, mamy renty - mówi Janina Bryk.

- Dom się wysuszy, posadzki z płytek w kuchni nie zrywamy, może wytrzyma - dodaje Władysław.

Chętnie zaprasza nas do domu. Zanim do niego dotrzemy, mijamy bordową wersalkę stojącą przy drodze, jakby zapraszała, żeby się na niej zdrzemnąć. Tylko że śmierdzi mułem, więc pan Władysław wyniósł ją z daleka od domu. - I tak stara była - mówi. Pokazuje drogę do domu wysypaną świeżym żwirem. - Teraz już można przejechać, bo jak szła woda, to całą zabrała i trzeba było sypać na nowo - mówi.

Nie myśleli, żeby zamieszkać u dzieci, w Połańcu, Sandomierzu. Spędzili tam trzy tygodnie, czekając aż woda zejdzie, do domu wrócili około 20 czerwca.

A może chociaż jakiś żal do kogoś czują, że znowu ich zalało?

- A do kogo żal? Do życia? Przecież to ani władzy, ani rządu wina, że deszcz pada - zauważa Władysław.

Na koniec jego żonie przypomina się dobra wiadomość. - Kury na strychu były. I przeżyły.

Zaradni

W sąsiednich Budziskach (to już gmina Łubnice) spotykamy prawdziwą farmerkę Alinę Jurkowską, właścicielkę firmy Skup Sprzedaż Płodów Rolnych. Od lat skupuje w sezonie m.in. truskawki, dostarcza je własnym tirem do przetwórni. Właśnie jest sezon, a tu przyszła powódź. Dwa razy. Więc Jurkowska kupiła przyczepę kempingową i urządziła w niej biuro. Łatwiej dojechać, jest gdzie się przespać, bo w okolicy domy zalane, jej rodziny też.

- Od 1991 roku truskawkami handluję. Różnie bywało, raz lepiej, raz gorzej - mówi.

- Czy teraz będzie gorzej? - pytamy.

- Damy radę - odpowiada kobieta.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':