Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Dominik Taras mieszka na Mokotowie. Kiedyś organizował w warszawskich klubach imprezy hip-hopowe. Komponuje muzykę klubową, pasjonuje się grami strategicznymi i gotowaniem. Pracuje jako kucharz w bufecie studenckim na Akademii Sztuk Pięknych.
Nie akceptuje krzyża pod pałacem prezydenckim. Na Facebooku założył profil "Akcja krzyż". Namawia tam ludzi, by dziś o godz. 23 przyszli na Krakowskie Przedmieście i wyrazili protest. Na jego Facebooku już ponad 3,5 tys. osób wyraziło chęć udziału w manifestacji. Taras dostał od ratusza zgodę na manifestację pokojową.
Dominika Olszewska: Niedzielne "Wiadomości" TVP pokazały pana z bronią w ręku. Ponoć umieścił pan takie zdjęcia w internecie? Dominik Taras: Jestem w szoku, bo przedstawili mnie jako terrorystę. A ja pasjonuję się tylko ASG, czyli Air Soft Gun. To nie jest prawdziwa broń, tylko replika karabinka pneumatycznego. Ładuje się je plastikowymi nabojami z kauczukiem.
I co się z nimi robi? - Razem z kolegami bawimy się w
gry strategiczne. Gdy mam więcej czasu, skrzykuję ich. Bierzemy mundury (bo miłośnicy ASG grają w prawdziwych wojskowych mundurach) i jedziemy do lasów w Rembertowie. Tam ustalamy zasady gry i przez kilka godzin ganiamy się po lesie. Strzelamy do siebie kauczukowymi kulkami. To wszystko. Taka nasza męska pasja.
Czy tymi kauczukowymi pociskami można zrobić krzywdę? - Absolutnie nie. Nasze karabinki mają zasięg maksymalnie na 100 metrów. Pocisk może co najwyżej spowodować zadraśnięcie skóry.
Nie każdy mężczyzna fotografuje się z repliką broni w ręku. - To hobby jak każde inne. Jedni interesują się motocyklami,
samochodami, a ja pasjonuję się ASG. Nigdy nie trzymałem w ręku prawdziwej broni. Nie byłem nawet w wojsku. Jestem zwykłym facetem, który z kolegami lubi bawić się w wojnę. Czy to coś złego?
Jednak organizuje pan w poniedziałek w nocy manifestację pod krzyżem przed pałacem prezydenckim. Postawił pan na baczność policję i ratusz. - Robię to tylko dlatego, że nie podoba mi się to, co tam się dzieje. Grupa zwolenników Radia Maryja i
PiS krzyczała do księży "gestapo" i "won". A teraz ci sami ludzie twierdzą, że wypowiadają się w imieniu wszystkich Polaków. Jestem Polakiem i nie akceptuję krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Chcę to głośno powiedzieć.
Jak będzie wyglądać wasz protest? - Chcemy, by to był piknik. Każdy ma przynieść, co chce: koc, krzesła, piłki do gry. O punktualnie o godz. 23 jest początek wielkiej zabawy. A o północy zaczynamy wielką modlitwę. Każdy będzie modlił się do swojego Boga. Sytuacja pod krzyżem jest już tak napięta, że można ją rozładować tylko śmiechem. Chcemy to zrobić.
Antoni Macierewicz złożył na pana doniesienie do prokuratury. - Żyjemy w demokratycznym państwie i każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów. Prawie wszyscy moi znajomi są zdegustowani zajadłymi słowami obrońców krzyża. Chcemy pokazać, że Polska potrafi być inna: dowcipna, swobodna, z polotem.