http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Hiszpania: kryzys po byku

Maciej Stasiński
2010-08-08, ostatnia aktualizacja 2010-08-06 18:58

Fot. STR REUTERS

Katalończycy zapowiadają marsz ku niepodległości. Na Hiszpanię zamachnęli się korridą. Jak kijem na barbarzyńcę

ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy korrida powinna być zakazana?

Tak. To niepotrzebne okrucieństwo
Nie. To ważny element tradycji
Nie interesuje mnie to

Kryzys gospodarczy, który toczy Hiszpanię po prawie 30 latach demokracji i pomyślności, jest tak ciężki i niespodziewany, że ludzie postrzegają go niemal jako niezasłużony.

Lekarstwem na zbiorowe frustracje są zbiorowe uniesienia. Niektóre narodowe pasje - jak piłka nożna - Hiszpanie dzielą z innymi. Znakiem ich kulturowej tożsamości są korrida i flamenco. Wśród widowisk Hiszpanii piłka nożna jest pierwszym. Drugim jest korrida, trzecim koszykówka.

Mistrzostwo świata w piłce nożnej nie mogło Hiszpanom przypaść w dogodniejszym momencie. Ale niedługo nim żyli. Zaraz dokonali samookaleczenia - dwa tygodnie temu Katalonia, najbogatsza część Hiszpanii, zakazała walk byków.

Rozgorzała dyskusja o wiele głośniejsza niż zachwyty nad futbolowym mistrzostwem czy roztrząsanie przyczyn kryzysu.

Walki byków dzielą Hiszpanów. Jedni je potępiają, bo publiczne przeżywanie męki i śmierci zwierzęcia to niegodny współczesnej Europy przeżytek barbarzyństwa. Drudzy bronią - jako symbolu walki życia i śmierci, męstwa, ryzyka i pasji, rytuału podniesionego do rangi sztuki, być może ostatniego takiego obrzędu we współczesnej kulturze.

Choć zawsze jedni na korridę chodzili, inni nie - dotąd nikt nie myślał jej zakazywać. Lokalnego zakazu na Wyspach Kanaryjskich wprowadzonego 19 lat temu nie zauważono, ale wyspy nie mają takiego znaczenia dla hiszpańskiej historii i tradycji, co Hiszpania kontynentalna.

Mówią byki, czytaj Hiszpania

Katalonia to trudniejszy orzech. Jest równie stara, jak Kastylia. Była częścią Korony Aragonii i Hiszpanii, ale zawsze zachowywała narodową i kulturalną odrębność. Oparła się unifikacyjnej presji Burbonów w XVIII w., wypracowała własny, zgoła niehiszpański etos przedsiębiorczości - źródło jej rozkwitu w początkach XX w. Wytrzymała prześladowania dyktatora Francisco Franco. Wreszcie uzyskała rozległą polityczną, gospodarczą i kulturalną autonomię, która w ostatnich 30 latach przyniosła jej prawdziwy renesans.

Katalończyków dzieliły z resztą Hiszpanów historyczne krzywdy i współczesne spory o zakres samorządowych swobód. Ale korrida była tak samo katalońska jak hiszpańska.

Jedna z pierwszych nowoczesnych aren to El Torin powstała w 1834 w. w Barcelonie, która w XX w. stała się ważniejszą widownią korrid niż Madryt. Największym "byczym" przedsiębiorcą Hiszpanii w XX w. był Katalończyk Pedro Balana Espinos. Jego wnuk do dziś jest właścicielem głównej areny Monumental w Barcelonie, z której 1 stycznia 2012 r. ostatecznie znikną byki.

Jeśli nawet katalońskie apogeum korridy przypadło na dyktaturę Franco, która korridy i flamenco używała jako symboli panhiszpańskiego nacjonalizmu, a narodowo-regionalne odrębności tępiła bez pardonu, to odzyskane w 1978 r. wolność i demokracja nie kazały Katalończykom wypierać się korridy czy flamenco. W 1988 r. socjalistyczny burmistrz Barcelony Pascual Maragall ogłaszał: - Ci, którzy zaprzeczają tradycji tauromachii w Katalonii, nie znają historii.

Obok klasycznej korridy Katalonia ma własne bycze igrzyska. To correbou, ludowe gonitwy z bykami. Polegają one na biciu, kłuciu, drażnieniu, nękaniu byków; na ściganiu ich i uciekaniu przed nimi. Byki biegają z przywiązanymi do rogów płonącymi petardami. Tłum ludzi na arenie szarpie je za ogon. W correbou byk jest dręczony, ale nie ginie.

W ciągu ostatnich 20 lat korrida w Katalonii zamierała, choć correbou kwitło. Ale rok temu odniósł tu w obecności 20 tys. widzów kolejny triumf jeden z największych toreros Jose Tomas.

Gdy obrońcy zwierząt z organizacji Prou! (Dość) zebrali 180 tys. podpisów za prawnym zakazem korridy w Katalonii, widowisko nie było na serio zagrożone.

Stało się inaczej. Ale bynajmniej nie dlatego, że Katalończycy uświadomili sobie nagle, że byk cierpi niewinnie i trzeba z tym skończyć.

Naprawdę bowiem Katalończycy pokłócili się z Hiszpanami o nowy statut autonomiczny. Nie zdołali przeforsować go w najbardziej radykalnej, ocierającej się o niepodległość formie i teraz muszą go przystrzyc, by zmieścił się w hiszpańskiej konstytucji. Obrażeni zapowiadają marsz ku niepodległości - choć bez przemocy. Na Hiszpanię zamachnęli się więc korridą jak kijem. Jak ktoś kulturalny na barbarzyńcę.

Bez nacjonalistów, obrońcy praw zwierząt nie mieliby szans. I choć debata w parlamencie toczyła się wokół cierpień zwierząt i zezwierzęcenia ludzi na nie patrzących, był to taniec cieni. Naprawdę chodziło o stosunek Katalonii do Hiszpanii. Corrida zniknie z Katalonii, ale correbou pozostaje nietykalne.

"Mówią byki, czytaj Hiszpania" - pisał madrycki dziennik "ABC".

Torero Placido Domingo

Reakcja Hiszpanów była niechętna. Choć 60 proc. z nich korrida się specjalnie nie podoba (blisko 40 proc. ją lubi), tyle samo jest przeciwnych prawnemu zakazowi. Prawie 60 proc. uznało, że za zakazem w Katalonii nie stała litość nad zwierzętami, lecz polityka. Spośród krytyków korridy ponad połowa (52 proc.) woli, by pozostała legalna, bo najważniejsza jest wolność wyboru.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':