http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W Rosji armia przegrywa z ogniem

Marcin Wojciechowski, Moskwa
2010-08-07, ostatnia aktualizacja 2010-08-07 11:07

6 sierpnia, Plac Czerwony w Moskwie zasnuty smogiem na skutek ogromnych pożarów, które dotknęły Rosję
6 sierpnia, Plac Czerwony w Moskwie zasnuty smogiem na skutek ogromnych pożarów, które dotknęły Rosję
Fot. Mikhail Metzel AP

Trwające od końca lipca pożary w Rosji pochłonęły już co najmniej 52 ofiary śmiertelne. Płomienie zadają też poważne straty rosyjskiej armii

Wolontariusze pomagają strażakom w gaszeniu pożaru w okolicach wsi Połtawa, 80 km na wschód od Moskwy
Fot. Sergey Ponomarev AP
Wolontariusze pomagają strażakom w gaszeniu pożaru w okolicach wsi Połtawa, 80...
Płomienie, które strawiły główną bazę logistyczną lotnictwa marynarki wojennej pod Kołomną, wywołały polityczną burzę. Prezydent Dmitrij Miedwiediew udzielił we wtorek nagany dowódcom floty i polecił zwolnić wielu oficerów.

- To pokazowa rozprawa - mówi "Gazecie" Konstantin Makiejenko, analityk moskiewskiego Centrum Analiz Strategii i Technologii zajmującego się analizą stanu rosyjskiej armii. - Wojsko robiło naprawdę, co mogło, by uratować bazę, ale z pożarem nie mieli żadnych szans. Trzeba było wcześniej myśleć o zabezpieczeniu przeciwpożarowym tych jednostek, a nie szukać winnych, gdy nadeszły upały niespotykane od 140 lat.



Obszary na południe od Moskwy to olbrzymie torfowiska, które w czasie upałów ulegają samozapłonowi. Najpierw palą się pod ziemią, co utrudnia lokalizację ognisk pożaru, a gdy zawieje wiatr, ogień błyskawicznie przenosi się z poziomu gruntu na wyższe partie drzew.

Według świadków wojsko było całkowicie bez szans w starciu z płomieniami, bo strażacy gasili w pierwszej kolejności miejsca zamieszkane przez ludzi i godzinami nie odpowiadali na wezwania. Batalion przeciwpożarowy w jednostce marynarki wojennej rozformowano w lutym z powodu oszczędności.

- Miałem do dyspozycji zaledwie 40 ludzi. Dowodzę dopiero od maja. Jak mogłem się uporać ze wszystkim w tak krótkim czasie? - żali się portalowi LifeNews Wiktor Biront, zdymisjonowany dowódca głównej bazy logistycznej lotnictwa. Prokuratora wojskowa uważa jednak, że to on dopuścił się zaniedbań, za co prócz zwolnienia z armii grozi mu teraz sprawa karna.

Według niektórych mediów straty w jednostce mogły wynieść 20 mld rubli (700 mln dol.), bo spłonąć mogło nawet do 200 samolotów i helikopterów, baza transportowa, budynki sztabowe, a przede wszystkim największy magazyn części zamiennych. Znajdowały się w nim cztery zapasowe silniki do myśliwców Su-33, które stacjonują na jedynym rosyjskim lotniskowcu "Admirał Kuzniecow".

- Informacja o 200 spalonych samolotach jest raczej przesadzona, ale silniki i części zamienne do różnych typów samolotów rzeczywiście spłonęły - twierdzi Makiejenko. Zapewnia jednak, że nie był to jedyny skład zapasowych silników do Su-33 i maszyny nadal mogą latać.

Eksperci, z którymi rozmawiała "Gazeta", także twierdzą, że straty na pewno nie wynoszą 20 mld rubli - są w rzeczywistości kilkakrotnie, może nawet kilkunastokrotnie mniejsze. - Tam spłonęło sporo złomu i przeterminowanego sprzętu. Niewykluczone, że ktoś próbuje teraz specjalnie zawyżyć zniszczenia, by przykryć jakiś szwindel, np. nielegalną sprzedaż części zamiennych przez wojsko. To, niestety, normalna praktyka w naszej armii - przypuszcza znany analityk wojskowości Rusłan Puchow.

Rosyjski MON w oficjalnych komunikatach minimalizuje straty w bazie lotnictwa floty, zaprzecza też zniszczeniu tajnego ośrodka radarowego pod Moskwą. "Nie było żadnych przestojów w łączności sztabu generalnego z wojskami. Ogień udało się powstrzymać poza granicami jednostki" - oświadczył resort.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą jednak, że prawda leży jak zwykle pośrodku. - Nie sposób wyjaśnić tak gwałtownej reakcji prezydenta tym, że spłonął jakiś złom - tłumaczy Wiktor Baraniec z "Komsomolskiej Prawdy", który jako pierwszy rosyjski dziennikarz napisał o zniszczeniu radaru. - Prawdziwym powodem dymisji tak wielu oficerów było uszkodzenie centrum łączności, które nie ma odpowiedników w okolicy Moskwy.

Niektórzy eksperci sądzą, że przyczyną tak dramatycznego przebiegu wydarzeń mógł być strach wojskowych przed wpuszczeniem strażaków na teren ściśle tajnych obiektów. - Są zamaskowane, nie ma ich na mapach, nikt nie powinien o nich wiedzieć. To mogło utrudnić koordynację akcji ratunkowej między wojskiem a ministerstwem ds. sytuacji nadzwyczajnych, któremu podlegają strażacy - mówi Władimir Jewsiejew, ekspert wojskowy Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Politycznych Rosyjskiej Akademii Nauk.

Po kilku dniach dramatycznej walki wojsku i strażakom udało się za to odepchnąć ogień od instytutu jądrowego w Sarowie, w którym po II wojnie światowej skonstruowano radziecką bombę atomową i wodorową, a do dziś prowadzi się eksperymenty nuklearne oraz produkuje części do rakiet jądrowych. Wczoraj MON poinformował, że dzięki "nadludzkim wysiłkom strażaków i wojska" uratowano jednostkę obrony przeciwrakietowej również znajdującą się w kompleksie leśnym pod Kołomną.

Pożary w Rosji zabiły co najmniej 52 osoby, zniszczyły blisko 2 tys. domostw i spowodowały zniknięcie z powierzchni ziemi kilkunastu wsi. Władze oceniają, że całkowicie spłonęło 2 tys. km kw. lasów - to powierzchnia czterokrotnie większa od tej, jaką zajmuje Warszawa.

** Po raz pierwszy w historii wspólne manewry w odbijaniu samolotów porwanych przez terrorystów rozpoczęły wczoraj jednostki specjalne oraz lotnictwo USA i Rosji. Ma to być kolejny dowód poprawy stosunków między obu krajami. Ćwiczenia rozpoczęły się na Alasce, zakończą się na rosyjskim Dalekim Wschodzie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 43 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':