Benedykt XVI podczas wrześniowej wizyty wyniesie na ołtarze kard. Johna Henry'ego Newmana, który w XIX w. współtworzył ruch oksfordzki zmierzający do odnowy teologicznej anglikanizmu, a potem doszedł do wniosku, że to papieski Rzym pełniej niż anglikanie kontynuuje tradycję apostołów, więc przeszedł na katolicyzm.
Pójście w jego ślady ma dziś ułatwiać anglikanom instrukcja "Anglicanorum coetibus" ogłoszona przez Benedykta XVI jesienią 2009 r. Pozwala ona na zachowanie po konwersji własnej formy liturgii, seminariów, struktur przypominających diecezje, a duchownym - po powtórnych święceniach - na pracę duszpasterską i życie rodzinne. I choć działacze ekumeniczni krytykują instrukcję jako formę zastępowania ekumenicznego dialogu "przeciąganiem wiernych", to im bliżej pielgrzymki, tym głośniej konserwatywni anglikanie przyznają, że perspektywa uznania zwierzchności
papieża bardzo ich pociąga.
W ostatnich dniach do Kościoła katolickiego przyłączyły się dwie diecezje (w Australii oraz Kanadzie) liczącej łącznie pół miliona wiernych Traditional Anglican Communion, która od 20 lat wskutek swego sprzeciwu wobec wyświęcania kobiet nie zachowuje formalnej łączności z resztą anglikanów. Niewykluczone, że do czasu papieskiej wizyty o przyjęcie do Kościoła poprosi cała ta wspólnota. O ile jednak te wieści nie były dla watykanistów zaskoczeniem, sensację wzbudził opublikowany właśnie list 15 anglikańskich biskupów z Wielkiej Brytanii (łącznie jest ich tam ponad 50), w którym nie wykluczają skorzystania z procedur "Anglicanorum coetibus", by uznać zwierzchność papieża. "Nastały ciężkie czasy dla Kościoła Anglii, a zwłaszcza dla tych, którzy nie mogą z czystym sumieniem zaakceptować decyzji o dopuszczaniu kobiet do święceń biskupich" - tłumaczą w nim. Choć kobiety są już biskupami m.in. w Australii i
USA, w Anglii pierwsze ich święcenia będą prawdopodobnie możliwe w 2014 r.
Ponadto anglikańscy stronnicy przechodzenia na katolicyzm nie potrafią pogodzić się z błogosławieniem par gejowskich w wielu diecezjach oraz księżmi otwarcie deklarującymi homoseksualizm.
Gdy konserwatywni anglikanie zastanawiają się nad wartościami katolickiej tradycji, wielu brytyjskich katolików (łącznie jest ich ok. 6,5 mln) utyskuje z powodu złego smaku i kiczu, które towarzyszą przygotowaniom do pielgrzymki. Nawet obsługujący ją oficjalny internetowy sklep sprzedaje świecące różańce, figurki Chrystusa i budziki w kształcie Madonny, które zamiast dzwonić, śpiewają "Ave Maria". "Maryjo, chroń me dane!" - głosi napis na pendrive'ach z wizerunkiem Maryi i logo pielgrzymki. - Czy to nie kupczenie świętością? - protestują publicyści "Catholic Herald Tribune".
Nastroje pogarszają wieści o masowych zwrotach kart wstępu na papieskie msze, których nie zdołały rozprowadzić m.in. parafie w Szkocji. Zapewne jednym z powodów jest to, że - jak niedawno dowiedzieli się zdumieni wierni - w rzeczywistości są one biletami, za które trzeba płacić po dziesięć funtów. Organizatorzy londyńskiej mszy w Hyde Parku obniżyli ostatnio ich cenę do pięciu funtów (nie będą już za to uprawniać do darmowych przejazdów metrem), ale i tak chętnych jest znacznie mniej niż przewidywano.