Prawomocną decyzję o wydaniu Brodskiego podjął wczoraj Sąd Apelacyjny w Warszawie. Oddalił zażalenia prokuratury oraz trojga adwokatów Izraelczyka. Teoretyczną możliwość złożenia kasacji mają jeszcze prokurator generalny i rzecznik praw obywatelskich. Ale musieliby dowieść, że polskie sądy popełniły prawne błędy. Kasacja nie wstrzymuje zresztą wydania ściganego europejskim nakazem aresztowania (ENA).
Wczoraj okazało się, że sędzia Tomasz Całkiewicz, decydując 7 lipca, że Brodski, ścigany przez niemiecki wymiar sprawiedliwości może być wydany, miał rację. Także w tym, że zastrzegł, iż Izraelczyk nie będzie mógł być sądzony za szpiegostwo przeciwko Republice Federalnej. Bo przestępstwo szpiegostwa z definicji jest przestępstwem politycznym i nie jest związane z użyciem przemocy. A polski kodeks karny właśnie w takim przypadku uprawnia sąd do odmowy wydania ściganego ENA.
Sądy I i II instancji zgodziły się jednak wydać Brodskiego, by sądzony był w Niemczech za udział w fałszerstwie dokumentów. Brodsky pomógł członkowi komanda zabójców przywódcy palestyńskiego Hamasu - przedstawiał się jako Michael Bodenheimer - wyrobić tzw. certyfikat naturalizacji potrzebny do wydania paszportu. Gdy po zabójstwie Mahmuda Al-Mabhuha Interpol opublikował nazwiska uczestników zamachu,
Niemcy odkryli, że Izraelczycy wyłudzili od nich paszport. Prawdziwy Bodenheimer mieszka pod Tel Awiwem.
W kwietniu sąd w Karlsruhe wystawił za Brodskim ENA. 4 czerwca zatrzymała go straż graniczna na Lotnisku im. Chopina w Warszawie. Leciał z Wilna do Tel Awiwu. Tydzień później niemiecki tygodnik "Spiegel" ujawnił, że Brodsky to zakonspirowany w Niemczech agent Mossadu. Napisał, że brał udział w przygotowaniach do zamachu na przywódcę Hamasu w styczniu 2010 r. w Dubaju.
Niemiecka prokuratura zarzuciła mu poświadczenie nieprawdy i pomocnictwo w fałszowaniu dokumentów oraz szpiegostwo przeciwko Republice Federalnej Niemiec.
Procedura ENA jest prosta. Sądy oceniają tylko formalne przesłanki, np. czy przestępstwo, którego dotyczy wniosek, ścigane jest w obu krajach. Wydanie Brodskiego wydawało się przesądzone, choć izraelscy politycy żądali, by Polska przekazała go do jego kraju.
Obrońcy Brodskiego kwestionowali, czy można go wydać, jeśli nie ma pewności, czy Brodsky to prawdziwe nazwisko. Sąd uznał, że można - bo na takie nazwisko wydany został ENA i mężczyzna z paszportem Brodskiego, niebudzącym wątpliwości, został zatrzymany.
Sam Brodsky milczał. A w sądzie zasłaniał się kurtką tak, by choć skrawek jego wizerunku nie przeniknął do mediów.
Wczoraj adwokaci przekonywali, że nie można oddzielić zarzutu pomocy w fałszerstwie dokumentów od zarzutu szpiegostwa. A zdobycie dokumentu tożsamości dla agenta Mosadu należy także traktować jako przestępstwo z pobudek politycznych. A jeśli tak, to prawo nie pozwala na wydanie.
Prokurator Danuta Droesler była za utrzymaniem orzeczenia z lipca (prostując autora zażalenia, który napisał je tak, że sąd musiałby odmówić wydania, choć prokuratura chciała czegoś odwrotnego - na co zwrócił uwagę sędzia).
- Wydanie jest dopuszczalne i zgodne z zasadą prounijnej interpretacji ENA - tak sędzia Paweł Rysiński podsumował prawny wywód, w który zbił argumenty prokuratury i adwokatów. Stwierdził, że choć niemiecka prokuratura przestępstwo szpiegostwa i fałszerstwa dokumentów uznała za jeden czyn, polski sąd może podzielić go na dwa. Odmówić wydania szpiega. Zgodzić się przekazać Niemcom Brodskiego, by sądzony był za pospolite przestępstwo. Grozić mu tam będzie tylko do trzech lat więzienia i grzywna.