Uroczystości zaprzysiężenia Komorowskiego na prezydenta trwały przez cały piątek. Zaczęły się złożeniem przysięgi przed Zgromadzeniem Narodowym. Później była uroczysta msza w archikatedrze św. Jana na Starym Mieście koncelebrowana przez abp. Kazimierza Nycza. Po południu na Zamku Królewskim Komorowski odebrał insygnia Orderu Odrodzenia Polski i Orła Białego. Od zaplanowanego programu odszedł odwiedzając w drodze do Belwederu Pałac Prezydencki. Zwolennicy przywitali go brawami, przeciwnicy okrzykami "Chcemy prawdy o Smoleńsku!". W końcu prezydent Komorowski z małżonką Anną Komorowską dotarł do Belwederu, gdzie honory nowemu prezydentowi oddali żołnierze.
W Sejmie: "Polska potrzebuje współdziałania także między partiami" Uroczystość w Sejmie zaczęła się od uczczenia przez Zgromadzenie Narodowe minutą ciszy pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pozostałych ofiar katastrofy smoleńskiej. Komorowski złożył przysięgę wobec narodu, kończąc ją słowami "Tak mi dopomóż Bóg". Potem wygłosił orędzie, w który wiele mówił o pojednaniu i narodowej zgodzie.
- Uczynię wszystko, by nie zawieść Państwa oczekiwań. Pamiętam, że na mojego kontrkandydata głosowało niemal 8 milionów osób. Będę się starał sprawować urząd tak, by zyskać ich zrozumienie i uznanie - mówił Komorowski. Zapowiedział godne upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej. - Pamięć o tych którzy zginęli pod Smoleńskiem jest naszym i moim obowiązkiem jako prezydenta - podkreślił.
W swoim wystąpieniu próbował zasypać podział, który pogłębił się po 10 kwietnia. - To była nasza wspólna tragedia, wspólna żałoba - mówił.
- Mam świadomość emocji, które towarzyszą, tym wydarzeniom. Mam wolę i determinację, by im sprostać. Dziś nasz naród ma wszelkie powody, by z ufnością patrzeć w przyszłość. Żyjemy w wolnym świecie, w wolnym kraju. Nikt na naszą wolność nie czyha, nikt na nas nie czyha. Żyjemy w kraju wolnym i szanowanym na świecie - mówił.
Komorowski oświadczył, że pierwsze kroki za granicę skieruje do Brukseli, Paryża i Berlina, bo relacje Polski z Niemcami i Francją są jego zdaniem kluczowe. Chce też "pogłębiać współpracę w Unii", nie zapominając o roli Polski w NATO. Dodał, że będzie też sprzyjał rozpoczętemu procesowi zbliżenia i pojednania Polski z Rosją.
Podkreślał, że zgoda jest potrzebna, by sprostać wyzwaniom przyszłości. - W kampanii powtarzałem: zgoda buduje. Do sprostania wyzwaniom jest nam ona potrzebna. Polska potrzebuje współdziałania także między partiami. Deklaruję wolę takiej współpracy - zapewnił.
Dziękował politykom obecnym na dzisiejszej uroczystości. - Trudno ukryć wzruszenie, gdy w takiej chwili staje się w miejscu gdzie bije tętno polskiej demokracji. - Dziękuję wszystkim, którzy ze mną i moją rodziną przeżywają tę chwilę w Sejmie i w polskich domach - mówił. - Zaprzysiężenie prezydenta to święto polskiej państwowości i demokracji, powinien mieć w nim udział każda Polka i każdy Polak.
Te słowa można odebrać jako aluzję do nieobecności szefa
PiS, który na uroczystość nie przybył.
Kaczyńskiego nie było Rzecznik klubu Mariusz Błaszczak wyjaśniał w TVN24, że to "dość oczywiste", zważywszy to, jak zachowywał się prezydent-elekt wobec zmarłego Lecha Kaczyńskiego. - To dla nas zwykły dzień pracy - wyjaśniał. Powód nieobecności Kaczyńskiego na piątkowych uroczystościach uznał za "dość oczywisty". - Po tym, co działo się wobec Lecha Kaczyńskiego - jak nazwał to jeden z komentatorów, po tym "przemyśle pogardy", w którym główną rolę odegrał Komorowski, nie słyszałem z jego strony żadnej refleksji na temat świętej pamięci prezydenta - oświadczył.
Według Błaszczaka, nieobecność prezesa nie jest objawem "żadnej wojny polsko-polskiej", a na pytanie, czy przybycie na zaprzysiężenie nie byłoby odpowiednim gestem, by wspomnianą wojnę zakończyć, odparł, że gest pojednania powinien wypłynąć od silniejszego przeciwnika, czyli od PO.
A co z innymi posłami PiS? O zaprzysiężeniu partia rozmawiała we wtorek wieczorem na posiedzeniu klubu. - Szef klubu Mariusz Błaszczak mówił, że nie wprowadza dyscypliny, każdy może zachować się, jak uważa. Sugerował nawet, żeby nie było żadnej demonstracji, typu ostentacyjne wychodzenie z sali - mówi jeden z posłów.
Ale i tak wielu polityków PiS się nie wybierało. - Nie przyjdę. Jaki prezydent, takie zaprzysiężenie - mówi Marek Suski. Beata Kempa: - Będę w tym czasie pisała zdanie odrębne do raportu z zakończenia prac komisji hazardowej - mówi. Ostatecznie przyszła. Nie przyjdzie również Arkadiusz Mularczyk (mówi: "Ja na niego nie głosowałem").
Będzie za to Elżbieta Jakubiak. Wczoraj przekonana była, że prezes będzie: "o ile w tym czasie nie będzie odbierał mamy ze szpitala."
Wielu polityków PiS obstawiało jednak, że prezes nie przyjdzie. Nie było go na Zamku Królewskim, gdy Komorowski odbierał uchwałę PKW o wyborze na prezydenta. Cytują też jego niedawną wypowiedź o Komorowskim: "Człowiek, który ma dziwne wypowiedzi na sumieniu, jest prezydentem".
Kto był w Sejmie W Sejmie pojawili się b. prezydenci
Aleksander Kwaśniewski i
Lech Wałęsa. Nie było gen. Wojciecha Jaruzelskiego - ma wziąć udział w kolejnych uroczystościach. Byli ekspremierzy:
Tadeusz Mazowiecki, Kazimierz Marcinkiewicz, Marek Belka, Jan Krzysztof Bielecki i byli marszałkowie Sejmu: Wiesław Chrzanowski i Marek Jurek, b. wiceszef PiS. Zaprzysiężenie Komorowskiego w Sejmie oglądali też dyplomaci, przedstawiciele Kościoła, szefowie najważniejszych instytucji państwowych.