http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zakazuje się zakazywać

Dorota Wodecka
2010-08-05, ostatnia aktualizacja 2010-08-05 07:01

Warszawski prawnik zaskarżył muzeum zakazujące fotografowania eksponatów i wygrał

ZOBACZ TAKŻE
Zamek Piastów Śląskich w Brzegu zwany śląskim Wawelem. Renesansowe oryginały i repliki mebli oglądają dwie osoby. Za dwiema osobami idą trzy osoby. Facet z plakietką "Ochrona" i dwie muzealniczki.

42-letni Mikołaj Mikołajczyk czuje się pod ich spojrzeniami jak intruz, złodziej albo wandal podejrzewany o to, że wyjmie z kieszeni scyzoryk i zryje politurę.

Ale zamiast scyzoryka przed kopią renesansowego pieca zrobioną przez uczniów lokalnej szkoły wyjmuje aparat fotograficzny. I kiedy przymierza się do zrobienia zdjęcia kilkuletniemu eksponatowi, słyszy zgodny chór muzealnych cerberów: "Nie wolno!".

Pouczają, że przy kasie wisi informacja i jak ktoś chce w muzeum robić zdjęcia, musi zapłacić 60 zł. To zarządzenie dyrektora.

Mikołaj tłumaczy, że mógłby zareklamować muzeum. Bo jak wrzuci piec na Facebooka, to może ktoś z jego znajomych zjedzie z autostrady A4, by obejrzeć zamek.

Nic z tego. Czuje się jak złodziej przyłapany na kradzieży dóbr kultury. Nie wychodzi z muzeum na znak protestu tylko dlatego, że myśli, że jego "ochronie" byłoby to na rękę. Mieliby spokój z upierdliwymi turystami.

Zakaz fotografowania mebli

Norbert Wojnarowski zwiedził z córkami kilka muzeów na świecie. W British Museum nikt go nie skrzyczał za robienie zdjęć eksponatom z Egiptu czy Mezopotamii. W londyńskiej National Gallery też nie. Do woli można nie tylko patrzeć na "Madonnę ze skał" Leonarda, ale i zbliżyć aparat fotograficzny nawet na kilka centymetrów od płótna. Podobnie w Watykanie.

W Lidzbarku Warmińskim już tak miło nie było. - Nawet nie pamiętam, co chciałem sfotografować. Jakąś bzdurę. Ale obsługa kazała mi kupić dodatkowy bilet. Dlaczego nie można fotografować? Przecież zbiory nie są własnością muzeum, tylko jako dobro narodowe należą i do mnie - mówi Wojnarowski, którego pogoniono z aparatem również z Pałacu Branickich.

Jacek Krywułt, turysta i pasjonat fotografii, zna większość polskich muzeów. - W jednych wskażą ci palcem na detal, który warto sfotografować, w drugim biegną za tobą z drugiego piętra i krzyczą: "Nie wolno robić zdjęć!". W Pińczowie bez problemu, w Ostrołęce atmosfera jak w domu, w Nieborowie portier mówi: "Zrób pan zdjęcie", na Górze św. Anny zapalają światło do zdjęcia. Ale w Łodzi w Pałacu Poznańskich aparat trzeba zostawić w szatni, w Wilanowie każą sobie kupić album, a w Legnicy czy w Chrzanowie, gdzie nie ma nic wyjątkowego, bronią się przed aparatami. W Brzegu gonią za człowiekiem, a na Wawel z aparatem nawet nie wejdziesz - wylicza. - Rozumiem zakaz dla "Damy z łasiczką". Ale, na litość boską, dla amonitów, których w każdym muzeum pełno? Dla mebli?!

Mariusza (nie chce podawać nazwiska, bo wezmą go za bufona, któremu żal kilku złotych, a przecież szefuje firmie z udziałem skarbu państwa) też denerwują ograniczenia. W majowy weekend poszedł z synem do Muzeum Wojska Polskiego, gdzie zdjęcia można robić, oraz do Muzeum Kolejnictwa, gdzie został przywołany do porządku, kiedy tylko przyłożył oko do obiektywu. Nie miał dodatkowego biletu za 12 zł. - Rozumiem, że muzea muszą zarabiać, ale gdyby doliczyli kilka złotych do ceny biletów, to z pewnością widz by tej różnicy nie odczuł, a samopoczucie miałby o niebo lepsze.

Poseł pyta, ministerstwo odpowiada

Jak sprawdziliśmy, w Krakowie "Damę z łasiczką" Leonarda da Vinci turysta może fotografować za darmo.

- To standard, do którego polskie muzea powinny dorastać. Czerpiemy wzorce z najlepszych muzeów świata, gdzie nikt nie robi problemów z robienia zdjęć. Jedną z misji muzeów jest otwartość na turystów, trzeba być im przyjaznym - mówi Katarzyna Bik, rzeczniczka prasowa krakowskiego Muzeum Narodowego.

- A Wawel?

- Tam ze względów konserwatorskich musimy chronić przed fleszami arrasy i bardzo wrażliwe na światło grafiki - mówi Jan Petrus, dyrektor ds. muzealnych zamku.

Jerzy Holc, kierownik pracowni tkanin zabytkowych, uzupełnia: - 500-letnie arrasy są farbowane naturalnymi barwnikami i utrwalane solami. Światło wyzwala reakcje fotochemiczne, które degradują strukturę. I pierwotnie jasna zieleń zamienia się w błękit. Nasz zakaz fotografowania nie jest jakiś wyjątkowy.

- Nasi goście również nie zgłaszają pretensji - dodaje Petrus.

Zgłaszają. Larum podnieśli wikipedyści, którzy nie dostali zgody na sfotografowanie Wawelu. Dyrekcja tłumaczyła, że jako właściciel ma prawo do eksponatów, do wizerunku zabytku i do jego rozpowszechniania. I zaproponowała wikipedystom zdjęcia... ze strony internetowej.

Zirytował się też Dariusz Milka zwiedzający krakowski zamek z żoną. Bo straż muzealna kazała mu zostawić w szatni aparat.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':