Agnieszka Kublik: Prokuratorzy rozważają postawienie zarzutu zbrodni wojennych najwyższym urzędnikom w państwie - prezydentowi i premierowi - za istnienie w Polsce tajnych więzień CIA. Czy to znaczy, że mają dowody na ich istnienie?
Adam Bodnar, sekretarz zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: Możemy się tylko domyślać, jakie dowody może mieć prokuratura, śledztwo jest ściśle tajne. To przestępstwo mogło polegać na oddaniu części terytorium pod jurysdykcję Amerykanów poprzez stworzenie eksterytorialnej bazy i dopuszczenie możliwości, że osoby mogły być tam bezprawnie pozbawiane wolności, a może nawet torturowane.
Urzędnicy mogli temu nie zapobiec, a wręcz godzić się na wyłączenie polskiej jurysdykcji i polskiej kontroli nad tym, co się tam dzieje. Mogłoby to być kwalifikowane jako pomocnictwo w popełnieniu przestępstwa.
Takie działania mogą być uznane za sprzeczne z konstytucją i wiążącymi Polskę umowami międzynarodowymi. Za to możliwe jest pociągnięcie tych urzędników do odpowiedzialności przed Trybunał Stanu.
Publiczna wiedza o współpracy Polski z CIA w sprawie więzień w Polsce osób podejrzewanych o terroryzm jest niemała. Wiadomo, kiedy i ile razy samoloty CIA lądowały w Polsce.
- To, co wiemy, jest konsekwencją działań podejmowanych przez wiele instytucji od lat. Trzeba oddać sprawiedliwość senatorowi Dickowi Marty'emu, który przewodził komisji śledczej w ramach Rady Europy, która w czerwcu 2006 r. jako pierwsza kompleksowo zajęła się tym tematem. Później zajmował się tym Parlament Europejski i powołał specjalną komisję w styczniu 2007 r.
Władze polskie ignorowały prace tych instytucji, nie chciały z nimi współpracować, a politycy - z wyjątkiem europosła Józefa Piniora - konsekwentnie zaprzeczali jakimkolwiek zarzutom.
No i doczekaliśmy się w raporcie Parlamentu Europejskiego oceny, że jest "oczywisty brak chęci współpracy ze strony polskiego rządu".
- Co gorsza, wersja, że to nieprawdziwe zarzuty, obowiązywała u nas nie tylko zaraz po odkryciu w 2005 r. możliwości istnienia w Polsce takich więzień, ale była konsekwentnie podtrzymywana. Na przykład niedawno otrzymaliśmy kopię korespondencji posła PiS Karola Karskiego ze Zgromadzeniem Parlamentarnym Rady Europy z 17 maja 2007 r. Karski stwierdza, że Polska zamknęła postępowanie i że zaprzecza wszystkim spekulacjom na temat istnienia więzień CIA w Polsce.
A wtedy władze posiadały już dokumenty potwierdzające lądowania samolotów w Szymanach i w Warszawie. Niedawno w trybie dostępu do informacji publicznej Helsińska Fundacja Praw Człowieka otrzymała dane dotyczące tras tych samolotów i ich kody, co pozwala ustalić ich status i misję. No i ostatnio dostaliśmy ze straży granicznej potwierdzenie o liczbie pasażerów i załogi na pokładzie tych samolotów.
Wiadomo, że pierwszy samolot CIA przyleciał do Polski 5 grudnia 2002 r., a ostatni 22 września 2003 r. W sumie tych lądowań było siedem w Szymanach i dwa w Warszawie. No i wiemy, że w Szymanach pasażerowie wysiadali i wiemy, że wsiadających z powrotem było mniej.
Pierwszym samolotem w grudniu 2002 r. przyleciało siedmiu pasażerów i załoga, a odleciał z Polski już bez pasażerów, a ostatnim 22 września 2003 r. nie przyleciał nikt, a odleciało pięć osób.
Podejrzewamy, że wtedy zlikwidowano więzienie w Polsce. Kolejne powstały w Rumunii, a potem na Litwie. Na przykład zidentyfikowaliśmy jeden samolot lądujący w Warszawie w 2005 r., który być może "obsługiwał" istniejące wtedy więzienie na Litwie.
Skąd wiemy, co się w Polsce działo z pasażerami tych lotów?
- Są poszlaki, twardych dowodów nie ma. Osoby pracujące na lotnisku w Szymanach potwierdziły, że samoloty te były obsługiwane z użyciem specjalnych procedur (samochody z czarnymi szybami itd.). Są analizy tras i dat przelotów tych samolotów oraz dat zatrzymań osób podejrzewanych o działalność terrorystyczną i ich przerzutów do różnych miejsc, zanim ostatecznie trafiły do Guantanamo.
Jest też raport sprawozdawców ONZ ds. tortur ze stycznia 2010 r., którzy badali tę sprawę i wskazywali, że Polska była jednym z miejsc, gdzie takie więzienia były. Są anonimowe zeznania b. oficerów CIA, że w Polsce takie więzienie istniało.
Jest zeznanie udzielone przedstawicielom Międzynarodowego Czerwonego Krzyża przez Khalida Sheikha Mohammeda, że gdy był więziony, podano mu butelkę wody mineralnej z nalepką, na której adres strony internetowej (nie do końca zdarty) kończył się literkami "pl". Pamiętał też, że był tam śnieg i że było ogrzewanie starego typu, czyli kaloryfery.
Pamiętajmy, że USA nie mają interesu, żeby ujawnić informację o współpracy z polskim wywiadem, bo musiałyby zdradzić tajne zobowiązania wobec swojego sojusznika.
A ta grupa polskich oficerów, która miała być oddelegowana do pomocy Amerykanom?
- Nie mamy dowodów, że tak było. To tylko niepotwierdzone doniesienie prasowe. Raporty międzynarodowe o tym wspominały, ale powoływały się na polską prasę.
To dobrze, że po pięciu latach od ujawnienia pierwszych faktów wiemy już więcej. Na początku były same zaprzeczenia.
- Gdyby nie konsekwentne działania organizacji międzynarodowych i pozarządowych, niewiele byśmy o tej sprawie wiedzieli. Decyzja o wszczęciu postępowania zapadła w 2008 r., trzy lata po ujawnieniu sprawy. I dopiero teraz rozmawiamy o faktach, a politycy nie mogą już twierdzić, że samoloty CIA nie lądowały w Polsce.
Z punktu widzenia zdolności naszej demokracji do wyjaśniania zarzucanych grzechów nie wygląda to najlepiej. Co robiła sejmowa komisja ds. służb specjalnych? Jaką kontrolę nad służbami ma parlament? Jak politycy mogli tak długo zaprzeczać faktom, które najprawdopodobniej miały miejsce i są sprzeczne z naszą konstytucją?
Niepokoi mnie jeszcze kompletny brak współpracy naszych władz z instytucjami międzynarodowymi. Jesteśmy członkami Rady Europy, UE i kompletnie ignorowaliśmy działania podejmowane przez te instytucje.
Czy rozumie pan rację polskich władz, jeśli istotnie w 2002 r. zgodziły się na współpracę z CIA, a w jej ramach na więzienia w Polsce dla terrorystów?
- Nie, nie rozumiem, bo taka decyzja byłaby sprzeczna z konstytucją. Wywiady mogą ze sobą współpracować na różnych polach, ale wywiad jest związany prawem i porządkiem konstytucyjnym. Nie może być tak, że sojusznikowi robimy przysługi, które są sprzeczne z naszym prawem.
Walka z terroryzmem to nie jest wyższa racja stanu?
- Nie jest. Nie może być tak, że kilku polityków poza kontrolą parlamentu podejmuje decyzje, które mogą się okazać rażąco sprzeczne z konstytucją. Na nią przysięgali. Urzędnicy publiczni nie mogą łamać konstytucji. Ona jest właśnie po to, aby urzędnicy nie mogli mówić - jak swego czasu Richard Nixon - że jeżeli on coś robi jako prezydent, to nie może to być bezprawne.
Źródło: Gazeta Wyborcza