SLD: brońmy Polski świeckiej

Wojciech Szacki, Iwona Szpala, Piotr Machajski, osa
05.08.2010 , aktualizacja: 05.08.2010 14:04
A A A Drukuj
3 sierpnia. Warszawa. Nieudana próba przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego do kościoła św. Anny

3 sierpnia. Warszawa. Nieudana próba przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego do kościoła św. Anny (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

Na 10 sierpnia Sojusz zwołuje wiec "w obronie konstytucji" i za świeckością państwa - dowiaduje się "Gazeta".

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Kilkumetrowy krzyż pod Pałacem Prezydenckim stoi, jak stał, choć zgodnie z porozumieniem kurii warszawskiej, harcerzy i Kancelarii Prezydenta od wtorku powinien być w pobliskim kościele św Anny. Rachityczna akcja jego przenosin - bez udziału policji, bez hierarchów Kościoła - załamała się pod wpływem tłumu, który się zebrał na Krakowskim Przedmieściu.

Księża i harcerze, którzy mieli asystować przy procesji z krzyżem, byli wyzywani od zdrajców, a strażnicy miejscy - od gestapo. Szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski oświadczył, że nie chce ich narażać, i przenosiny krzyża przerwał.

Teraz sprawę politycznie chce zagospodarować SLD. - Dziś ogłosimy apel w obronie konstytucji i za świeckością państwa. A 10 sierpnia zorganizujemy w Warszawie wiec, na którym będziemy zbierali podpisy pod tym apelem - mówi "Gazecie" rzecznik Sojuszu Tomasz Kalita.

10 sierpnia to nie przypadkowa data - wtedy miną cztery miesiące od katastrofy pod Smoleńskiem.

Czy w apelu będzie wezwanie do usunięcia krzyży ze szkół i z innych instytucji publicznych, w tym Sejmu? Kalita: - Nie, ale na pewno będzie wezwanie do usunięcia krzyża sprzed Pałacu.

Co na to inni politycy?

- SLD nie powinno wchodzić w buty PiS i organizować politycznej demonstracji. Na szczęście są wakacje, Polacy są w rozjazdach i mam nadzieję, że wkrótce sprawa krzyża będzie przykrym wspomnieniem - mówi Rafał Grupiński z Platformy.

- To nie jest wojna o krzyż, tylko wojna krzyżem. Do tej pory celował w niej PiS, teraz włącza się SLD - komentuje podobnie Jarosław Gowin z PO. Wtorkową akcję ocenia niechętnie. - Może można było ją lepiej zabezpieczyć, ale wszyscy jesteśmy mądrzy po szkodzie.

- Nie doszłoby do tych wydarzeń, gdyby wcześniej zapewniono, że będzie tablica pamiątkowa. Ci, którzy podjęli decyzję o przenosinach krzyża albo nie znają Polaków, albo chcieli ich sprowokować. Każda możliwość jest zła - powiedział nam ważny polityk PiS. - A SLD wykorzystuje po prostu sposobność do pokazania swego światopoglądu - dodaje nasz rozmówca. Przypomnijmy - komitet polityczny PiS w poniedziałek ogłosił, że krzyż powinien pod Palacem zostać do czasu upamiętnienia ofiar tragedii smoleńskiej.

Ratusz wściekły

Coraz częściej pojawiają się pytania o złą organizację nieudanej wtorkowej uroczystości. Dlaczego obrońcy krzyża byli odgrodzeni lekkimi, łatwymi do przewrócenia płotkami? Dlaczego uroczystość ochraniała straż miejska, a nie bardziej doświadczona policja? Itd.

Chcieliśmy o tym porozmawiać z szefem prezydenckiej kancelarii Jackiem Michałowskim. Usłyszeliśmy, że "raczej nie będzie dostępny". Czy i z kim się konsultował - nie wiadomo. Biuro prasowe prezydenta odesłało nas do wtorkowego oświadczenia kończącego się tylko bezradnym apelem o pomoc "ludzi dobrej woli" w sprawie krzyża.

W warszawskim ratuszu rządzonym przez wiceszefową PO Hannę Gronkiewicz-Waltz konsternacja. Prezydent stolicy mówi "Gazecie", że ratusz nie będzie się już angażował w przeniesienie krzyża. O jego dalszych losach ma rozstrzygnąć Kancelaria Prezydenta. Gronzkiewicz-Waltz ma dla niej radę: wziąć obrońców na przeczekanie, aż "przyjdą deszcze i chłody".

"Gazeta": Czy miasto nie mogłoby wykonać jakiegoś gestu wobec protestujących?

- Nie wierzę, że jakikolwiek gest mógłby ich zadowolić. Zaraz zaczęliby eskalować żądania, mówić, że nie odpowiada im wygląd ewentualnej tablicy pamiątkowej. Sprawa jest polityczna i potrzebna PiS, który chce stworzyć miejsce kultu - odpowiada prezydent Warszawy.

Od polityka ze stolicy nieoficjalnie usłyszeliśmy, że otoczenie Gronkiewicz-Waltz jest wściekłe. - Kancelaria Prezydenta nie posłuchała ostrzeżeń ratusza, by sprawy nie lekceważyć. Teraz warszawska ekipa PO robi tylko dobrą minę do złej gry - mówi nam stołeczny polityk.

On także zarzuca Kancelarii Prezydenta kiepskie przygotowanie i zabezpieczenie wtorkowych uroczystości. - O tym, że akcja jest przerwana, Michałowski powiedział najpierw dziennikarzom. Komendant straży dowiedział się o tym od nich. Był mocno niezadowolony. Strażnicy potrzebowali 20-30 minut na "odbicie" krzyża. Komenda "stop" padła, gdy już wyłuskiwali pojedyncze osoby - opisuje przebieg wtorkowych wydarzeń.

- Zagubienie. Tak określiłbym postawę organizatorów - mówi oficer jednej ze służb, która brała udział w zabezpieczaniu uroczystości. - Gdy księża z harcerzami podeszli do krzyża, powinni go od razu zabrać. Gdy się zawahali, to już wiedziałem, że tego nie zrobią.

Jak zgniłe jajo

Służby nie chcą być kojarzone z nieudanym przeniesieniem krzyża spod Pałacu. Oficer policji: - Ta sprawa jest jak zgniłe jajo, każdy chce się od niej trzymać jak najdalej.

- Już rozpoczęło się szukanie winnych - mówi "Gazecie" kolejny funkcjonariusz. - Ale u nas nie szukajcie. My jesteśmy instytucją usługową, wykonujemy polecenia albo prośby organizatorów.

Dzwonimy do rzeczników różnych służb i pytamy o ocenę zabezpieczeń. Wszyscy jak ognia unikają wikłania się w tę sprawę.

Podinspektor Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji, odpowiada zdawkowo: - Naszym zadaniem była ochrona Pałacu Prezydenckiego.

Podobnie rzecznik Bura Ochrony Rządu. - Priorytetem był Pałac. Nie zabezpieczaliśmy uroczystości przenoszenia krzyża - mówi mjr Dariusz Aleksandrowicz.

Monika Niżniak ze straży miejskiej podkreśla: - Taki był plan zabezpieczenia i my go zrealizowaliśmy na prośbę organizatorów. Naszym zadaniem było zadbać o bezpieczeństwo.

Czy podczas organizacyjnych narad przed wtorkową uroczystością policja i BOR wypowiadały się na temat planowanych zabezpieczeń? - Nie było mnie na tych spotkaniach, więc nie wiem - mówi mjr Aleksandrowicz z BOR. Identycznie podinspektor Karczyński ze stołecznej policji: - Nie było mnie tam. Proszę pytać u organizatora.

- Moim zdaniem protest w obronie krzyża był nielegalną manifestacją - mówi jedna z osób pracujących przy nieudanych przenosinach. - Ustawa mówi, że zgromadzeniem jest zgrupowanie co najmniej 15 osób zwołane w celu wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska. Nie jest zgromadzeniem uroczystość kościelna, ale ludzie zebrani wokół płotków nie brali udziału w uroczystości przeniesienia krzyża. Przyszli wyrazić swoje zdanie. Myślę, że łatwo nawet wskazać osobę, która im przewodziła. Zgromadzenie nie było zgłoszone do urzędu, więc było nielegalne. Pytanie do policji, czy zechce ocenić tę sytuację i skierować do sądu wniosek o ukaranie - zastanawia się nasz rozmówca.

Z naszych informacji wynika - choć nikt oficjalnie nie chce się wypowiadać - że nie zechce.