http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sarkozy ma problem

Dominika Pszczółkowska
2010-08-05, ostatnia aktualizacja 2010-08-04 18:15

Francuzi coraz więcej dowiadują się o powiązaniach świata polityki i biznesu, w którym najbogatsi unikają podatków, a pod stołem łożą na kampanie polityków na czele z samym prezydentem Nicolasem Sarkozym.

Nicolas Sarkozy wraz z żoną Carlą Bruni
Fot. LIONEL CIRONNEAU AP
Nicolas Sarkozy wraz z żoną Carlą Bruni
Sprawa, ochrzczona przez media "aferą Bettencourt" od nazwiska Liliane Bettencourt, córki założyciela kosmetycznego giganta, od kilku tygodni wstrząsa Francją. Wszystko zaczęło się od rodzinnych waśni 87-letniej Bettencourt, która ma największą część udziałów w L'Oréal, i jej córki Françoise Bettencourt-Meyers. Córka wytoczyła sprawę współpracownikowi matki, twierdząc, że naciągnął starszą panią na olbrzymie kwoty. Przy okazji chciała ubezwłasnowolnić matkę, która podobno nie panuje już nad swymi sprawami.

Podczas procesu na światło dzienne wyszły dokonane potajemnie i bez zgody nagrania rozmów seniorki Bettencourt z zarządcą jej majątku Patrice'em de Maistre. Mówili o tym, jak unikają podatków. Seniorka ma konta w Szwajcarii, spółki w Liechtensteinie i wyspę na Seszelach kupioną na podstawioną osobę.

Co gorsza, kilkakrotnie padło tam nazwisko ministra pracy w ekipie Sarkozy'ego Erika Woertha. Minister, jeszcze gdy był odpowiedzialny za sprawy budżetowe, załatwiał zwolnienia podatkowe dla pani Bettencourt. Za jego kadencji fiskus zwrócił L'Oréal 30 mln euro. Pani Bettencourt otrzymała też od państwa pałacyk, w którym ma zbudować salę koncertową imienia jej zmarłego męża. Konflikt interesów stał się oczywisty, gdy okazało się, że żona Woertha pracuje dla pani Bettencourt. Zrezygnowała z tej posady dopiero teraz, gdy o sprawie stało się głośno.

To był jednak dopiero początek. Podczas zeznań kolejnych świadków wyszło na jaw, że pani Bettencourt hojnie - i niezgodnie z prawem - finansowała prezydencką partię UMP, kampanie wyborcze Woertha, innych ministrów, a nawet samego Nicolasa Sarkozy'ego przed wyborami prezydenckimi w 2007 r. Według jednego ze świadków Sarkozy dostał 150 tys. euro. Afera to poważny problem dla i tak już wyjątkowo niepopularnego prezydenta.

To jednak nie koniec. Woerth, który na jesieni ma stoczyć kluczowy bój o reformę emerytur, na razie zrzekł się funkcji skarbnika partii UMP. Być może miał nadzieję na odrobinę spokoju w sezonie urlopowym, który właśnie rozpoczął się we Francji.

Nic z tego. Wczoraj lewicowy dziennik "Libération" ujawnił list, w którym Woerth zabiega o zwolnienia podatkowe dla spadkobierców innej fortuny - rzeźbiarza Cesara Baldacciniego. Według gazety o tę przysługę prosił go jeden z hojnych ofiarodawców partii UMP.

Francuzi coraz wyraźniej widzą, że sprawa L'Oréal może nie być odosobnionym przypadkiem, lecz stałym sposobem działania rządzących - załatwiają sobie kasę na kampanie, w zamian rozdając pieniądze podatników. Przy okazji szczegółowo dowiadują się, jak bliskie są związki między rządzącymi a wielkim biznesem. Patrice de Maistre dostał nawet Legię Honorową, francuskie odznaczenie państwowe.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':