http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Moskwa spowita dymem

Marcin Wojciechowski, Moskwa
2010-08-05, ostatnia aktualizacja 2010-08-04 18:03

Nie widać domów, auta jeżdżą na światłach przeciwmgielnych, w powietrzu unosi się zapach spalenizny. Wszystko przez potężne pożary wokół stolicy Rosji.

Moskwa
Fot. STR REUTERS
Moskwa
Smog z powodu pożarów torfowisk i lasów pod Moskwą jest największy od początku lat 70. Rano dosłownie nie można było wyjść na ulice. Wyglądały tak, jakby ktoś odpalił w mieście świece dymne. Samochody jeździły powoli, niektórzy w ogóle zostawili auta pod domem. Ledwo widać wysoką wieżę telewizyjną Ostankino, która normalnie można dostrzec z każdego punktu Moskwy. Władze poleciły, by na wieżowcach przez całą dobę były zapalone czerwone halogeny dla samolotów, zazwyczaj włączane tylko w nocy.

W dodatku w powietrzu unosi się zapach spalenizny, od którego bolą gardło i głowa. - Od kilku dni czuję się fatalnie. Nie da się żyć w takich warunkach - mówi Masza, która przyjechała właśnie do miasta z wakacji. Moskwa jest senna i ospała. Ci, którzy mogą, idą na urlopy albo wyjeżdżają na daczę.

Pogotowie ratunkowe notuje zwiększoną liczbę wyjazdów. Ludzie mdleją w metrze i na ulicach. W supermarketach sprzedawane są jednorazowe maseczki na twarz za 10 rubli (1 zł). Wiele osób nie wychodzi bez nich z domu.

- Normy substancji szkodliwych w powietrzu są przekroczone trzy-czterokrotnie, a w niektórych dzielnicach nawet siedmiokrotnie - mówią moskiewscy lekarze. Radzą, by bez potrzeby nie wychodzić z domu, dużo pić, jeść owoce i warzywa, unikać ciężkich potraw, często brać kąpiel. Niektórzy moczą firanki, by w domu było chłodniej i dym nie przenikał do mieszkań.

W ciągu dnia temperatura w Moskwie osiągnęła wczoraj kolejny rekord 35,7 stopni. I tak ma być do końca tygodnia.

Przyczyną smogu są przede wszystkim pożary torfowisk otaczających miasto od południowego wschodu. W czasach komunistycznych osuszono tam bagna, bo spodziewano się, że mogą pod nimi znajdować się ropa i gaz. Torfowiska miały zostać zatopione, ale ciągle brakowało na to pieniędzy. W czasie gorącego lata regularnie płoną, czasem zapalają się od nich także okoliczne lasy i wtedy cała Moskwa spowija się dymem. Ostatni taki kataklizm zdarzył się osiem lat temu, ale smog nie był tak silny jak w tym roku. - Podobnie jak teraz było na początku lat 70. - wspomina dozorca Wołodia.

Po pożarach torfowisk osiem lat temu władze opracowały kolejny plan zatopienia ich, ale nie zrealizowały go z powodu oszczędności. Przywrócenie bagien pod Moskwą kosztowałoby 500 mln rubli (16 mln dol.). Po spotkaniu z premierem Władimirem Putinem gubernator obwodu moskiewskiego Borys Gromow obiecał, że torfowiska zostaną w końcu zatopione, ale nie wiadomo kiedy. "Walka z pożarami brzmi lepiej niż profilaktyka, a to właśnie profilaktyka pozwoliłaby uniknąć ofiar i strat. Obecne pożary to rezultat działalności konkretnych ludzi" - komentuje dziennik "Wiedomosti". A "Komsomolskaja Prawda" dodaje, że co najmniej od dwóch lat Rosja dysponuje unikalnymi bombami lotniczymi ASP-500, które mogą ugasić ogień na przestrzeni kilometra kwadratowego, jednak nikt z władz nie zainteresował się, by patent wprowadzić do produkcji.

Z powodu pożarów urlop nad Morzem Czarnym przerwał prezydent Dmitrij Miedwiediew, który w czasie kataklizmu pozostawał dotąd w cieniu Putina. Miedwiediew rozpoczął pracę na Kremlu od mocnego uderzenia - udzielił nagany dowództwu marynarki wojennej za to, że pozwolili, by spłonęła baza wojskowa pod Kołomienskoje 100 km od Moskwy.

- Polecam ministrowi obrony, by zwolnił szereg oficerów za naruszenia dyscypliny - mówił zdenerwowany Miedwiediew. Zalecił też, by obiekty strategiczne - w tym składy broni, jednostki wojskowe, elektrownie atomowe - objąć szczególną ochroną przed ogniem.

Po czterech dniach walki ratownikom udało się za to oddalić ogień od instytutu jądrowego w Sarowie pod Niżnym Nowogrodem, gdzie skonstruowano radziecką bombę atomową i wodorową. W jego gaszeniu brało udział kilka tysięcy ludzi, cztery samoloty i dwa strażackie pociągi pancerne.

W sumie w rosyjskich pożarach zginęło od zeszłego tygodnia 48 osób, spłonęło blisko 2 tys. domów i gigantyczne obszary lasów. Kilka wiosek i siół w ogóle zniknęło z powierzchni ziemi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':