http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pobożna włoska mafia

Tomasz Bielecki, Sant'Onofrio
2010-08-05, ostatnia aktualizacja 2010-08-04 16:32

Kalabryjska mafia uważana jest za najgroźniejszą we Włoszech
Kalabryjska mafia uważana jest za najgroźniejszą we Włoszech
Fot. AP/Adriana Sapone

- Święty Jan? To niebezpieczna figura. Lepiej się nie zbliżać! - ostrzega Giuseppe spod Sant'Onofrio w Kalabrii. Nastolatek, więc - jak szybko broni go matka - brak mu rozumu, by milczeć o władzy mafii nad tutejszą Madonną, Apostołem i Chrystusem Zmartwychwstałym

Włoska policja eskortuje w Neapolu szefa Kamorry Cesare Pagano
Fot. STRINGER/ITALY REUTERS
Włoska policja eskortuje w Neapolu szefa Kamorry Cesare Pagano
Aresztowanie Benedetto Capizzi w czasie jednej z historycznych wielkich operacji przeciwko mafii, grudzień 2008
Fot. MARCELLO PATERNOSTRO AFP
Aresztowanie Benedetto Capizzi w czasie jednej z historycznych wielkich...
Salvatore Russo, jeden z najgroźniejszych bossów Camorry
Fot. Franco Castano' AP
Salvatore Russo, jeden z najgroźniejszych bossów Camorry
1 listopada 2009. Neapolitańscy karabinierzy zatrzymują 62-letniego Pasquala Russo, uznawanego za jednego z najgroźniejszych włoskich mafiosów
Fot. Salvatore Laporta AP
1 listopada 2009. Neapolitańscy karabinierzy zatrzymują 62-letniego Pasquala...
Sant'Onofrio to typowe miasteczko południa Włoch. Trzy tysiące mieszkańców, dwa kościoły, przy placyku Umberto I puste trumny wystawione przed zakład pogrzebowy sąsiadują z salonem gier "Paradiso" oraz małym barem bez nazwy i wypisanych godzin otwarcia. Skoro każdy wie, ile i gdzie zarabiasz, czy i z kim zdradzasz żonę oraz czym zasłużył się oraz zgrzeszył twój ojciec, dziad i pradziad, to jak miałby nie pamiętać, o której otwiera drzwi właściciel baru.

Apostoł i 'ndrangheta

Gdzie mieszka priore Michele Virdo? Ten, który na Wielkanoc postawił się mafii? - Adres priore Virdo? Tego akurat nie pamiętam - pamięć siedmiu Kalabryjczyków w bezimiennym barze zawodzi chyba wyłącznie w tej sprawie. Najmłodszy dorzuca, że ani w Sant'Onofrio, ani w pobliskim Vibo Valentia, ani w Catanzaro czy też w Crotone nie ma żadnej mafii. - Nie wiem, po co komu o tym rozprawiać. Ale jeśli musi, to o 'ndranghecie, La Santa, Onorata Societa - tłumaczy. Męstwo, świętość, zaszczyt - Kalabryjczycy to najpobożniejsi mafiosi we Włoszech, którzy dbają o jak najszlachetniejsze nazwy swych kryminalnych klanów.

Nad honorem Sant'Onofrio ostatniej wiosny zawisły jednak ciemne chmury, bo w wielkanocny poranek figura Madonny nie spotkała się tu przed kościołem z Chrystusem Zmartwychwstałym, jak działo się od kilkunastu wieków podczas kalabryjskiej L'Affruntata, czyli procesji Spotkania. To wróży nieszczęścia, katastrofy, a w najlepszym razie nieurodzaje. Gdy ostatnio podobna procesja w Vibo Valentia złamała odwieczny scenariusz, Włochy przystąpiły do wojny w 1940 r. - Nieszczęście przyjdzie przez przełożonego Bractwa Świętego Różańca. To przez priore Virdo - szybko szepcze młody Giuseppe, nim matka siłą wyciągnie go z kościoła.

Czym zawinił Virdo? Nie może być L'Affruntaty bez świętego Jana Apostoła, którego figurę kilku mężczyzn, biegnąc coraz szybciej i coraz głośniej krzycząc: „Zmartwychwstał”, przenosi co najmniej pięć razy między figurami Madonny w żałobnej czerni oraz Chrystusa, które powoli, z przeciwnych stron Sant'Onofrio, zmierzają ku sobie na „spotkanie” pod kościół. To święty Jan zanosi Madonnie wieści o zmartwychwstaniu, a potem przygląda się jej radości, kiedy na widok syna zrzuca czarny płaszcz i odsłania jasne odświętne szaty.

Kto może nieść figurę Apostoła? - Tylko nowi adepci 'ndranghety, którzy przeszli klanowy chrzest od poprzedniej Wielkanocy. I muszą to obwieścić miastu - tłumaczył przed kilku laty skruszony mafioso Rosario Michienzi. Tej właśnie reguły nie uszanował w tym roku priore Virdo.

Virdo, który ze swym Bractwem Świętego Różańca organizował procesję, wystawił do niesienia Apostoła młodych Kalabryjczyków, którzy zgodnie z niedawnym apelem miejscowego biskupa Luigiego Renzy byli "nieuwikłani w kłopoty prawne". Czyli - tego nawet hierarcha nie mówi wprost - nie należą do mafii.

Wieczorem w Wielką Sobotę - na kilka godzin po ogłoszeniu nazwisk - w bramę domu Virdo oddano dwa ostrzegawcze strzały. Ten popędził do proboszcza (Sant'Onofrio nie ma burmistrza, bo antymafijni prokuratorzy rozwiązali władze samorządowe jako zdominowane przez 'ndranghetę), który odwołał wielkanocną procesję.

- Szkodliwy rozgłos, hańba, wstyd! Po co ta zmiana? - komentowali niezadowoleni Kalabryjczycy na placu Umberto I. Bo choć w Sant'Onofrio nikt wcześniej nie mówił o tym głośno, każdy wiedział, że miejscowa L'Affruntata - podobnie jak procesje w wielu innych miastach Kalabrii, Sycylii i Kampanii - to odświętna okazja do pokazania się mafii, jej władzy, troski o lojalnych jej mieszkańców oraz przywiązania do Kościoła, rodziny i wiary.

Madonna bywa tu nazywana także Władającą Panią, bo jej figurę noszą przełożeni klanów, przed którymi podczas procesji trzykrotnie kłaniają się ich nowi podwładni z figurą świętego Jana. Madonna w dzień Zwiastowania jest też czczona przez 'ndranghetę jako "Siostra w Omerta", bo - podobnie jak oni - miała tajemnicę, w jej przypadku cudownego poczęcia. Do dziś Madonna ma nosić przy sercu kryształowy flakonik, w którym chroni honor i męstwo wiernych sobie 'ndranghistów.

Dałby 5 tys. euro

Parafianie z Sant'Onofrio - dla ratowania tradycji i z lęku przed nieszczęściem i boską karą - wymusili na proboszczu „zastępczą” L'Affruntatę, którą urządzono tydzień po Wielkanocy. Ludzie 'ndranghety szli 20 m za Madonną. - Czarny płaszcz odsznurował jej Virdo. Za darmo. Gdyby to był 'ndranghista, dałby w ofierze co najmniej 5 tys. euro. Swoją działkę, po kilkaset euro, płaciliby też wszyscy niosący figury - mówi policjant walczący z mafią w Reggio di Calabria.

Biskup kalabryjskiego Miletu przyznał niedawno, że pieniądze mafii to ogromna pokusa. - Są proboszczowie, którzy dostają wielkie ofiary na procesje i dlatego potem milczą - powiedział. Jednak siła zbrojna i ogromny majątek 'ndranghety, która wedle różnych szacunków ma 6 tys. "żołnierzy" i kontroluje od 2,9 do 3,5 proc. włoskiego PKB (zarabia m.in. na kontroli szlaków przemytu narkotyków przez Morze Śródziemne i Kalabrię do Europy), to tylko ledwie jedna z przyczyn jej więzi z Kościołem.

Na włoskim Południu wielu duchownych nadal widzi bowiem w mafiach - najpotężniejszej 'ndranghecie, sycylijskiej Cosa Nostrze, camorze w Kampanii i Sacra Corona w Apulii - obrońców Kościoła przed lewicą, zepsuciem i wszelkimi wrogami. "Nie będziesz pożądał żony przyjaciela swego. Będziesz szanował żonę swoją. Nie będziesz przesiadywać w tawernach" - głoszą wzorowane na dekalogu zasady mafii z Palermo, a jej aresztowani bossowie nie rozstają się w więzieniach z biblią, modlitewnikami i świętymi obrazkami. Mafiosi pod Neapolem kropią pakunki heroiny świętą wodą z Lourdes, aby nikogo nie zabiła. Mafia ma też bronić ubogich, pomagać wdowom, a na drogę grzechu wkraczać tylko w wyjątkowych przypadkach.

- Tego nie rozumieją ludzie z Północy. To wszystko są nasi wierni, a przecież nie możemy nikogo wykluczać - przekonują przeciwnicy nałożenia przez włoskich biskupów ekskomuniki na mafie, o czym debatuje się od lat 80. Pomimo potępienia gangsterów przez Jana Pawła II w Agrigento z 1993 r. (potem odwetowe bomby wybuchły w dwóch rzymskich kościołach) mafia bywa nadal postrzegana jako lokalna władza, z którą po prostu trzeba się układać. - Owszem, pomogli nam. To nie policja, lecz oni odzyskali dla nas skradzioną w 2007 r. figurkę Dzieciątka Jezus - mówi o camorze neapolitańska zakonnica z konwentu Santa Maria Francesca delle Cinque Piaghe.

Księża walczący z mafią nie dla wszystkich są bohaterami. "Nie znałem go, więc nie mam zdania", "Nie wywołuj wilka z lasu", "To nie moja okolica, niewiele wiem" - mówili sycylijscy proboszczowie pytani przez socjolożkę Alessandrę Dino o ks. Giuseppe Puglisiego zamordowanego przez mafiosów w 1993 r.

- Nie. Nie mogę mówić. Kościół należy do wszystkich. A wszyscy w Sant'Onofrio są moimi parafianami - przekonuje proboszcz Franco Fragale. Parafianie parafianami, ale ich grzechy pozostają grzechami. Będzie ksiądz nadal walczył o uroczystości i procesje wolne od wpływów 'ndranghety? - Nie mogę mówić. To skomplikowane. Kościół należy do wszystkich - powtarza don Franco.

Po co rozgłos?

To gdzie mieszka priore Virdo? - Lepiej rozmawiać z kimś starszym. Priore jest młody, za młody, a to trudny temat - podpowiada pracownik szkoły, który po półgodzinnych prośbach zdradza wreszcie adres 56-letniego Virdo.

Jednak przy Via De Gasperi na widok obcego zatrzaskują się wszystkie okiennice. - Bohater walki z 'ndranghetą? Nie będzie rozmawiać. A właściwie to go tu nie ma i przyjmijmy, że nie będzie! - odkrzykuje zza muru kobieta, chyba żona Virdo. Będzie walczył o antymafijną L'Affruntatę za rok? - Kościół należy do wszystkich - po konsultacjach z męskim głosem kobieta uchyla się od odpowiedzi. - Czy wciąż dostaje pogróżki? - Nie ma go! - Żałuje, że się wychylił? Zapada cisza.

Mężczyźni z Sant'Onofrio jak każdego popołudnia siadają na placu Umberto I na plastikowych krzesłach przynoszonych z ogrodów. - I znalazł się priore Virdo? Chyba nie rozmawiał? - chcą się upewnić moi poranni rozmówcy z pobliskiego baru. Nie spytają go osobiście, bo od Wielkanocy nie przesiaduje z nimi na placu.

- Mój wuj i dwaj kuzyni jeszcze podczas procesji w Wielki Piątek nosili figury. Dlaczego dopiero w Wielkanoc stali się niegodni? - oburza się Nicola. Przedstawia się jako jedyny na placu syn nieżyjącego don Vicenzo (policja uważa go za założyciela klanu 'ndranghety rządzącego w Sant'Onofrio) i brat dwóch mafiosów skazanych na wieloletnie więzienie. - Czy Kościół nie należy do wszystkich? - powtarza za proboszczem i żoną Virdo.

Inni na placu znów szepczą: "Po co ta kłótnia?", "Po co rozgłos?", "Po co nieszczęście?". Z baru słychać dziennik jednej z telewizyjnych stacji, gdzie mówią o niespotykanych burzach w południowych Włoszech. - Może to przez naszą procesję? - zastanawia się 82-letni staruszek. Przykazuje zięciowi, by nie szedł za głosem szalonej młodości i radził się starszych, którzy "cenią świętość tradycji".

Kto poniesie zatem świętego Jana w następną Wielkanoc? - Boję się, że 'ndranghiści po raz drugi już go nie oddadzą - mówi policjant z Reggio di Calabria.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':