http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziś przyjeżdża wujek Zbyszek

Rozmawiała Aleksandra Klich
2010-08-04, ostatnia aktualizacja 2010-08-04 14:35

Każdy z nas może spotkać dziecko, które potrzebuje pomocy. Ksiądz może usłyszeć zwierzenie w konfesjonale, a woźna w przedszkolu. Pamiętam taką historię: prosta, niewykształcona kobieta zapytała przedszkolaka, dlaczego jest taki smutny. Krok po kroku dowiedziała się wszystkiego

Maria Keller-Hamela
Fot. Jacek Łagowski / AG
Maria Keller-Hamela
Rozmowa z Marią Keller-Hamelą, psycholożką z fundacji Dzieci Niczyje

Aleksandra Klich: Oskarżeni o molestowanie dzieci bronią się często, wskazując, że dzieci mają bogatą wyobraźnię. Rzeczywiście dzieci kłamią?

Maria Keller-Hamela: Bywa, że nastolatki zmyślają oskarżenie, by zemścić się na nielubianym dorosłym. To jednak bardzo rzadkie przypadki, zdecydowanie częściej dzieci kłamią, by ukryć fakt, że były wykorzystywane.

Fundacja Dzieci Niczyje głosi hasło: "Dzieci krzywdzone przez zły dotyk chcą stać się niewidzialne". A ja sądziłam, że krzywdzone dziecko natychmiast podnosi rękę i mówi, że dzieje się coś złego.

- To błędna, choć powszechna opinia. Na początku lat 90. Amerykanie przeanalizowali udowodnione przypadki takich przestępstw, czyli takie, gdy sprawca się przyznał i został skazany. Okazało się, że podczas pierwszej rozmowy trzy czwarte dzieci kłamało, że nic się nie dzieje. Po jakimś czasie jedna piąta tych, które się przyznały, odwołała swoje zeznania. Dopiero po wielu miesiącach rozmów 94 proc. dzieci przyznało, że działa im się krzywda. Ale i tak 6 proc. upierało się, że do niczego nie doszło.

Dzieci boją się poskarżyć? Przecież uczymy je, żeby były nieufne, nie pozwoliły się skrzywdzić, unikały obcych...

- Właśnie - obcych. Gdy dziecko mówi nam, że skrzywdził je ktoś nieznajomy, spotkany w parku, dajemy wiarę opowieści dziecka, natychmiast się mobilizujemy i biegniemy do prokuratora.

Inaczej reagujemy, gdy dziecko mówi, że skrzywdził je wujek, nauczyciel, ksiądz: "Jak możesz tak mówić? Pamiętasz, jaki wujek był dla ciebie dobry, a ten ksiądz zorganizował fantastyczną wycieczkę, a nauczyciel pomógł ci w matematyce". Nie możemy zrozumieć, jak osoba, którą znamy tak dobrze, której ufamy, wierzymy, może zrobić coś złego. To tak jakby ktoś nam mówił, że czarne jest białe.

Dlatego nie wierzymy dzieciom?

- My, dorośli, najpierw reagujemy zaprzeczeniem: "To na pewno nie zdarzyło się mojemu dziecku". Potem obwiniamy się: "Po co wysłałam ją na ten obóz, lekcje muzyki, do kościoła?". Potem dopada nas depresja i złość. Niestety, najczęściej na dziecko.

Widziałam, jak matka uderzyła córkę, gdy ta ujawniła sprawcę: "Gdybyś nie powiedziała, nic by się nie zdarzyło!". Skąd taka reakcja? Ta kobieta utraciła poczucie bezpieczeństwa, musiała zmierzyć się z nową sytuacją - osamotnieniem, odrzuceniem, zwłaszcza w małych społecznościach.

Łatwiej nam nie wierzyć dzieciom. Wtedy nie musimy z niczym się konfrontować, mierzyć się ze sprawcą i z otoczeniem.

Rodzice mają tyle powodów, by nie wierzyć. Kobieta się zastanawia: "Co zrobię, gdy mąż pójdzie do więzienia, jak sobie poradzę?". Myślą, że sąsiedzi będą niezadowoleni, gdy nauczyciel straci pracę, albo parafianie, gdy ksiądz będzie musiał odejść.

Jak dziecko godzi miłość i nienawiść

Dziecko też ma przecież kłopot z przyznaniem, że skrzywdził je ktoś bliski, znajomy?

- Poczucie zdrady jest bardzo ważne. To normalne, że dzieci pewnego dnia szukają autorytetów poza rodziną. I znajdują je w ludziach, którzy okażą im zainteresowanie. Dziecko, wyjeżdżając na wakacje z ulubionym trenerem albo przychodząc na spotkanie z księdzem, zawierza mu, ufa. Skrzywdzone czuje się zdradzone.

Rodzice mówią przed wyjazdem z nauczycielem, trenerem czy katechetą: "Pamiętaj, cokolwiek by się działo, zawsze możesz pójść do pana albo księdza". A potem dziecko jest zdezorientowane i bezradne: "Nie mam do kogo pójść!".

Już po wszystkim tłumaczą: "Mamo, nie powiedziałaś mi, że to może być wychowawca, trener, ksiądz".

Mają poczucie winy?

- Tym większe, im silniejsza więź emocjonalna ze sprawcą. Dziecko pamięta świetną wycieczkę z nauczycielem, szczere rozmowy z księdzem, dobre wyniki sportowe, które osiągnęło dzięki trenerowi. Za to wszystko kocha sprawcę. Nienawidzi za doznaną krzywdę. Jak pogodzić miłość i nienawiść? Bierze winę na siebie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':