Komisja odrzuciła też wniosek Beaty Kempy o sprawdzenie bilingów Grzegorza Schetyny i odłożenie głosowania nad raportem kończącym prace komisji. Po godzinie zaczęła prace nad poprawkami zgłoszonymi do raportu końcowego autorstwa przewodniczącego Sekuły.
Ponad sto poprawek Śledczy mają do przegłosowania ponad sto poprawek. - Proponuję by głosować jeden głos za, jeden przeciw - powiedział Mirosław Sekuła, szef komisji śledczej, który chciał wyczytywać wyłącznie numer danej poprawki.
- A jak będziemy ustalać kto za, a kto przeciw? Ten kto szybciej się zgłosi? Czy ten, który wyżej podniesie rękę - ironizował Bartosz Arłukowicz z klubu Lewica. I zaproponował, by każdy śledczy mógł uzasadnić swoją poprawkę.
- Czy każdy będzie musiał uzasadnić - zaniepokoił się poseł
PSL Franciszek Stefaniuk. - Nie - uspokoił Arłukowicz. Posłowie poparli jego propozycję. I zaczęli głosowanie.
Śledczy pogrążyli Chlebowskiego Zakończono dziś trwający od lat spór o autorstwo poprawki do ustawy hazardowej, która zmniejszyła podatek ryczałtowy od automatów o niskich wygranych z 200 do 50 euro. Jako jej autorzy wskazywani byli wcześniej Zbigniew Chlebowski z PO i
Anita Błochowiak z
SLD. Żadne z nich się do niej jednak nie przyznawało.
Dziś komisja śledcza uznała, na wniosek Bartosza Artłukowicza, że jej autorem był tylko Chlebowski. - Należy zaznaczyć, że postulat wprowadzenia stawki w wysokości 50 euro od jednego automatu o niskich wygranych leżał w interesie branży hazardowej - napisał autor poprawki Bartosz Arłukowicz.
Nie pogrążyli Schetyny Przepadała poprawka Bartosza Arłukowicza dotycząca spotkania Grzegorza Schetyny z Ryszardem Sobiesiakiem we wrześniu 2008 r. na lotnisku wrocławskim. Poseł Lewicy zaproponował, by w miejscu, gdzie w raporcie opisane jest to spotkanie dodać: - Komisja nie wykluczyła, iż tematem rozmowy z 29 września 2008 r. była ustawa hazardowa i działalność ministra Jacka Kapicy. Wskazują na to zarejestrowane przez CBA rozmowy telefoniczne Ryszarda Sobiesiaka z tego dnia. Świadkowie zeznający na okoliczność tego spotkania nie pamiętali tych rozmów, bądź nie wiedzieli czego one dotyczyły." Głosami PO i PSL propozycja Arłukowicza przepadła. Mimo że poseł Lewicy zwracał w niej uwagę, że w raporcie przewodniczący podał błędną datę spotkania pisząc, że doszło do niego w 2009 roku, a nie rok wcześniej. By w raporcie nie było pomyłki, Arłukowicz złożył wniosek o reasumpcję głosowania. Też przepadł. - Mam rozwiązanie. Przed ostatecznym głosowaniem całości jest pytanie czy do tej treści są jakieś istotne zmiany. Jeśli się umówimy, że taką metodę zastosujemy, to będziemy mieć czas, by naprawić tę pomyłkę - zaproponował Sekuła.
Komisja nie wierzy, że nie było spotkania na Florydzie Na prośbę posła PO Sławomira Neumanna w raporcie znajdą się słowa: - Komisja śledcza nie daje wiary sprostowaniu świadka Ryszarda Sobiesiaka z 24 marca 2010 r. zmieniającym uprzednio złożone zeznania odnośnie spotkania z panią Niną Drzewiecką w Stanach Zjednoczonych. Chodzi o spotkanie biznesmena z branży hazardowej z politykiem PO na Florydzie już po wybuchu tzw. afery hazardowej.
Mirosław Drzewiecki, zeznając przed komisją na początku tego roku nic o nim nie powiedział. Zeznający po nim Ryszard Sobiesiak powiedział, że obaj widzieli się na Florydzie. I że były minister sportu był na niego obrażony. Na pytanie śledczego o czym rozmawiali, Sobiesiak odpowiedział: - Dalej Sobiesiak opowiadał, że spotkali się w restauracji. O czym rozmawiali? - O aferze coś tam było... to była taka rozmowa, ja nie wiem, on był obrażony na mnie, ja na niego.
W marcu Sobiesiak wycofał się ze swoich słów i podpisując protokół z przesłuchania wykreślił fragment o spotkaniu na Florydzie.
Cmentarz wybrany celowo, by zachować dyskrecję Spotkanie Zbigniewa Chlebowskiego Ryszardem Sobiesiakiem 31 sierpnia 2009 roku na cmentarzu komisja uznała za "niejasne". Zgodnie z poprawką Bartosza Arłukowicza śledczy postanowili zaostrzyć stanowisko komisji w tej sprawie. Łagodną formę opisu spotkania zaproponował przewodniczący komisji: "Po przyjeździe na miejsce spotkania Zbigniewa Chlebowskiego w oczekiwaniu na Ryszarda Sobiesiaka postanowił iść na grób swojej siostry. Jednak w drodze na cmentarz przyjechał Ryszard Sobiesiak, który zgodził się towarzyszyć posłowi. Rozmowa dotyczyła działacza Platformy Obywatelskiej w Czorsztynie." Arłukowicz zaproponował inną wersję. W poprawce napisał, że "sposób kontaktowania się ww. osób oraz miejsce spotkania świadczy o tym, że bardzo zależało im na zachowaniu dyskrecji." I dalej, już ostro: "Dowody będące w posiadaniu komisji nie wykluczają, że tematem rozmowy w Marcinowicach dnia 31 sierpnia 2009 r. było przekazanie informacji o zainteresowaniu służb specjalnych osobą Ryszarda Sobiesiaka, ustalenie wspólnej wersji wydarzeń i planu dalszego działania."
Jak wyglądało spotkanie w Pędzącym Króliku? Śledczy nie uwierzyli, że gdy Magdalena Sobiesiak (starała się o posadę członka zarządu w Totalizatorze Sportowym - red.) i Marcin Rosół (pomagał jej zdobyć to stanowisko - red.) spotkali się w Pędzącym Króliku, to rozmawiali jedynie o pismach Marka Przybyłowicza. Według ich zeznań przed komisją śledczą, to one miały być powodem ostatecznej rezygnacji Magdy Sobiesiak z konkursu na członka zarządu Totalizatora Sportowego. Przybyłowicz pisał w nich o nepotyzmie w spółce. - Trudno dać wiarę, że Marcin Rosół nie powiadomił Magdaleny Sobiesiak o rozmowie, jaką przeprowadził w jej sprawie z ministrem Mirosławem Drzewieckim w dniach 17-19 sierpnia 2009 r. Nie można wykluczyć, iż rozmowa ta była najważniejszym argumentem za wycofaniem Magdaleny Sobiesiak z konkursu do zarządu Totalizatora Sportowego - napisał w poprawce Arłukowicz. A śledczy ja przyjęli.
Kto przeciekł? CBA? Taką wersję zaproponował Mirosław Sekuła. W raporcie napisał: - Komisja ustaliła, że źródłem przecieku informacji o działaniach operacyjnych było w istocie CBA, a nie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Arłukowicz zaprotestował. - Komisja nie zdobyła dowodu, ze źródłem przecieku było CBA - mówił. Jego zdaniem do przecieku doszło w dniach od 12 sierpnia do 10 września 2009 r. Dlatego zaproponował, by w raporcie znalazł się zapis: - W tym czasie informacje o prowadzonych operacjach CBA poza Biurem posiadali Prezes Rady Ministrów Donald Tusk oraz minister Jacek Cichocki. Zgromadzony materiał dowodowy nie pozwala na jednoznaczne wskazanie jednego źródła przecieku informacji. Należy podkreślić jednak, że zawiadomienie do prokuratury o przecieku złożyło CBA. Śledczy głosami PiS, SLD i PSL przyjęli jego propozycję. Jednak już kolejna poprawka, w której Arłukowicz twierdził, że "prawdopodobne miejsca przecieku komisja wskazuje Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, premiera Donalda Tuska, ministra Jacka Cichockiego oraz CBA" nie przeszła.
"Sprawę dopłat blokuję od roku" - w raporcie ani słowa W stenogramach podsłuchów CBA jest rozmowa Zbigniewa Chlebowskiego z Ryszardem Sobiesiakiem. Mówi w niej: - Sprawę dopłat blokuję od roku". Arłukowicz chciał, by w raporcie znalazło się odniesienie do tego sformułowania w kontekście, że komisja nie uwierzyła Chlebowskiemu, że nie rozmawiał o ustawie hazardowej. Taki zapis zaproponował przewodniczący komisji. Jednak poprawka Arłukowicza nie przeszła. Przepadły też poprawki Beaty Kempy, głównie te dotyczące zmiany oceny zeznań polityków związanych z PiS. Kempa chciała, by z raportu zniknęły określenia, że zeznania Jarosława Kaczyńskieg, Zyty Gilowskiej i Przemysława Gosiewskiego są niewiarygodne. W zamian proponowała zapis, że są wiarygodne. Śledczy jej nie poparli.
Posła Stefaniuka przemyślenia wywracają raport Franciszek Stefaniuk z PSL zgłosił trzy poprawki. Żadna nie odnosi się do projektu raportu. Są to: wniosek, by
NIK przeprowadziła kontrole w ministerstwach finansów i sportu i sprawdziła czy w resortach tych przestrzegane były procedury przy tworzeniu ustawy hazardowej. A także by NIK skontrolowała Totalizator Sportowy. Wnosi też, by w zaleceniach znalazło się zdanie: "komisja uważa za zasadne doprecyzowanie w ustawie o sejmowej komisji śledczej trybu podpisywania protokołów z przesłuchań osób wezwanych.
Dodatkowo poseł PSL napisał własne wnioski z prac komisji. Na siedmiu stronach ocenia kilka miesięcy przesłuchań i badania materiału dowodowego. Niektórymi wnioskami wywraca poprawki, które kilka godzin wcześniej przyjęła komisja. Stefaniuk pisze np., że komisja nie znalazła dowodów potwierdzających zarzuty szefa CBA na udział w nielegalnym lobbingu polityków PO. Pisze też, że rozmowy Zbigniewa Chlebowskiego dotyczyły wyłącznie kwestii administracyjnych związanych z działalnością spółek Ryszarda Sobiesiaka. Stwierdza jedynie, że charakter tych rozmów odbiegał od standardów. Ocenia, że minister sportu Mirosław Drzewiecki nie orientował się w charakterze zmian do ustawy hazardowej. A to, że zmieniał zdanie w sprawie dopłat wynikało jedynie z "niewiedzy urzędników i ich zwierzchnika". Te poprawki znajdą się w raporcie, bo poseł PSL znalazł wsparcie wśród śledczych z PO, którzy przegłosowali jego propozycje.
Kiedy Beata Kempa stanie się Gretą Garbo - No to mamy klops panie przewodniczący, mamy raport, w którym są sprzeczności - stwierdził Arłukowicz. I poprosił, by komisja dziś nie głosowała nad raportem. Chciał przełożuyć głosowanie do czasu, gdy wszystkie poprawki zostaną zapisane w dokumencie, a ten rozdany śledczym. Przewodniczący komisji upierał się jednak, by jeszcze w środę przyjąć raport. - Gdzie się pan tak spieszy? Mamy jeszcze ponad 50 dni do zakończenia prac komisji. Co pan wyprawia? Żądam od pana możliwości zapoznania się z całym dokumentem. Jeśli pan to dziś przegłosuje będę interweniował - Arłukowicz nie wytrzymał. Ale Sekuła też już miał dość: - Tyle hipokryzji jeszcze nie słyszałem. Przecież na sali sejmowej też głosuje się najpierw poprawki, a zaraz potem całość ustawy. Pan psuje obyczaj - odciął się. Beata Kempa poparła Arłukowicza: - Jeśli to jest normalny tryb procedowania, to ja jestem Greta Garbo albo Merlin Monroe. Kolanem chce pan to sprawozdanie przepchnąć. Proszę zejść na ziemię i zastanowić się co pan tu robi, proszę przestać wykonywać partyjne rozkazy - mówiła. Kłótnię próbował przeciąć Stefaniuk: - Najgorsze jest to, ze posłowie się nawzajem nie szanują. Ani pani poseł Kempa, ani pan przewodniczący Arłukowicz mnie nie przekonali. Ale niech pan im ustąpi - zaapelował do Sekuły. Ten już bez słowa komentarza ogłosił przerwę do jutra do godz. 12.