http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wiemy już wszystko - winny Komorowski

Adam Leszczyński
2010-08-04, ostatnia aktualizacja 2010-08-04 10:41

Wiemy już wszystko. To prezydent elekt ucharakteryzowany na rozmodloną posłankę Szczypińską z PiS prowokował Naród, żeby krzyczał "żydowscy księża" do swoich pasterzy. Przegląd prasy w środę

Adam Leszczyński
fot. Piotr Bernaś/AG
Adam Leszczyński
"Komorowski eskaluje konflikt" - pisze "Nasz Dziennik" i pyta: "Czy prezydent elekt weźmie odpowiedzialność za dramatyczne wydarzenia, które rozegrały się wczoraj przed Pałacem Prezydenckim?"

Okazuje się, że to nie "obrońcy krzyża" zachowywali się agresywnie. Co prawda krzyczeli "żydowscy księża" (to cytuję za dzisiejszym "Super Expressem"), "Gestapo" i "Precz z komuną" - ale zapewne było to złudzenie słuchowe. A jeśli nie, to zostali sprowokowani przez prezydenta elekta i Platformę Obywatelską!

Teorię tę twórczo rozwija dr red. Tomasz Terlikowski z "Frondy". Występując gościnnie na łamach "Super Expressu" uzupełnia ją o malutką spiskową teorię. Pisze: "PO i prezydent elekt dążyli do awantury, starcia o krzyż, świadomie podsycali emocje, mając nadzieję, że uda się je wykorzystać do bieżącej walki politycznej. ( ) Władzom zależało, żeby coś się pod Pałacem wydarzyło, żeby komuś puściły nerwy i by zachował się niegodnie. Dzięki temu będzie można spokojnie uzasadniać, dlaczego niemożliwe są reformy, dlaczego trzeba tolerować liberałów ( ) Zatroskani partyjni intelektualiści i usłużni publicyści będą przekonywać, że to jedyna droga, by uniknąć rządów Prawa i Sprawiedliwości, którego oblicze ujrzeliśmy pod Pałacem Prezydenckim".

Oczywiście red. Terlikowski nie ma żadnych dowodów. Nie próbuje ich nawet szukać - on po prostu wie. Nawet on jednak - mimochodem - przyznaje, że pod pałacem "komuś puściły nerwy" i "ktoś zachował się niegodnie" oraz że to - niestety - ma coś wspólnego z "obliczem Prawa i Sprawiedliwości". Tyle, że sądzi, że to wszystko była prowokacja PO.

A zatem wiemy już wszystko. To prezydent elekt ucharakteryzowany na posłankę Szczypińską (której rozmodlone zdjęcie pod krzyżem także drukuje "Super Express") prowokował Naród, żeby krzyczał "żydowscy księża" do swoich pasterzy.

W dzisiejszej prasie - która bez wyjątku "bitwę o krzyż" umieszcza na pierwszych stronach - komentarz Terlikowskiego i opis "Naszego Dziennika" (w tej redakcji chyba musiano oglądać zupełnie inne starcie pod zupełnie innym krzyżem w innym kraju) to dwa największe kurioza. Poza tym komentarze są uderzająco i niezwykle zgodne, od prawicy do lewicy - to kompromitacja państwa polskiego i Kościoła. Igor Janke pisze w "Rzeczpospolitej": "Żadna z partii nie powinna czynić z symbolu religijnego narzędzia politycznej walki. Dziś w Polsce swoboda wyznania nie jest zagrożona, nie niszczy się i nie usuwa symboli religijnych".

(Co napisał niżej podpisany w "Gazecie Wyborczej" można przeczytać tu).

***

Gorzkie słowa padają pod adresem rządu nie tylko z powodu zadziwiającej bezradności w sprawie awantur pod Pałacem Prezydenckim, ale też podatków. I nie chodzi nawet o to, że zostały podniesione ("Fakt" wylicza, ile co zdrożeje - np. abonament telewizji kablowej z 42 zł na 42 zł 34 gr.). Mało kogo zadowalają tłumaczenia premiera, czemu, poza doraźnym łataniem budżetu, te podwyżki mają służyć. Rządowi ewidentnie łatwiej jest podnieść podatki niż przeprowadzić znaczące cięcia w wydatkach. Choćby pozbyć się części z rzeszy urzędników, których w latach 2005-2009 przybyło aż 40 tys. (!), jak pisze ekonomista prof. Krzysztof Rybiński w "Fakcie".

Rybiński liczy: "Jeżeli przyjmiemy, że przeciętny koszt netto zatrudnienia urzędnika wynosi 50 tys. złotych (pensja, uzbrojenie miejsca pracy, szkolenia etc.), co prawdopodobnie jest zaniżonym szacunkiem, to w 2010 r. koszt tego zwiększonego zatrudnienia wyniesie 4,5 mld zł, a w 2011 r. będzie jeszcze większy, zbliżony do 5 mld zł. Właśnie taką kwotę planuje pozyskać rząd dzięki podwyżce VAT-u o jeden punkt procentowy".

Dlaczego części tych ludzi nie można zwolnić, skoro oszczędzamy? Może ktoś z rządu by się w tej sprawie wypowiedział? Bo inaczej łatwo pomyśleć, że ambitne plany modernizacyjne min. Boniego to jedno, a polityczne realia rządzenia Rzeczpospolitą to zupełnie co innego. Można dyskutować nad planami zapisanymi w dokumencie "Polska 2030" - ale pod warunkiem, że to nie jest fikcja, tylko prawdziwa propozycja zmian. Ludzie byliby skłonni - być może - zaakceptować wyższe podatki w zamian za realną obietnicę poprawienia sytuacji kraju w przyszłości. Tymczasem - i takich komentarzy dziś nie brakuje - jedyne, co kupujemy za wyższy VAT, to kolejne kilkanaście miesięcy dryfowania. Do następnych wyborów, w których Polacy znowu wybiorą PO, bo jej największy konkurent będzie się zajmował wyłącznie krzyżami i pewną katastrofą lotniczą.

Rybiński komentuje: "PO podnosi podatki, żeby utrzymać się przy władzy, bo ideałów nie ma żadnych, a te które głosiła, zanim przejęła władzę, dawno podeptała".

W "Gazecie Wyborczej" pisze o tym Witold Gadomski: "Ekonomiści i niektórzy publicyści (w tym wyżej podpisany) twierdzą, że 'kupowanie czasu' to przesuwanie problemów o rok, a właściwie hodowanie nowych kłopotów, które rosną jak niekarczowane chwasty. Ale premier z twarzą pokerzysty daje do zrozumienia, że zna magiczną formułę, jak bezboleśnie naprawić finanse publiczne i przyspieszyć wzrost gospodarki, utrzymując ogromną dziurę w budżecie przy rosnących podatkach. Ekonomistów i publicystów gani za 'brak realizmu'. Dla Tuska realizmem jest bierność i odkładanie rozwiązań".

Dla przyszłości Polski to ważniejsza sprawa od zadymy pod krzyżem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':