Śledztwo o sygnaturze Ap V Ds. 37/09 trwa od 2008 r. Ma klauzulę "ściśle tajne". Ale "Gazeta" dowiedziała się, że prowadzący sprawę prokurator zebrał dowody, które chce przesłać marszałkowi Sejmu. Bo o tym, czy należy kogoś postawić przed Trybunałem Stanu, decyduje Sejm.
Początkowo prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy państwowych. Ale według naszych informacji teraz chce też postawić niezwykle ciężki zarzut udziału w zbrodniach wojennych.
Prowadzący śledztwo prok. Jerzy Mierzewski, który wcześniej szukał m.in. zabójcy szefa policji gen. Marka Papały, odmawia komentarza. Mówi tylko: - Śledztwo w całości jest tajne.
Więzienia
CIA miały działać w Polsce i kilku innych krajach w latach 2002-05. O ich istnieniu napisał "Washington Post" jesienią 2005 r. Po tej publikacji komisja śledcza Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy orzekła, że tajne więzienia były w Rumunii, na Litwie i w Polsce, a przetrzymywano w nich schwytanych w Afganistanie terrorystów. Mocnych dowodów jednak nie znalazła.
Polskie władze - rządził wtedy
PiS - zaprzeczały. Przyznawały tylko, że na mocy porozumienia z
USA Polacy zgodzili się, by na lotnisku w Szymanach lądowały samoloty należące do CIA.
Trybunał Stanu sądzi urzędników w stopniu co najmniej ministra za przestępstwa popełnione podczas urzędowania. Dlatego wniosek do marszałka może dotyczyć tylko trzech osób, które rządziły w latach 2001-2005 - b. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, b. premiera Leszka Millera i b. szefa
MSWiA Krzysztofa Janika.
Polska prokuratura wszczęła śledztwo latem 2008 r. Punktem wyjścia była tajna notatka Agencji Wywiadu potwierdzająca, że istniała u nas baza kontrolowana przez CIA. Podstawą śledztwa było zgoda władz RP na jej powstanie.
Prokuratura przesłuchała dziesiątki świadków - wśród nich byłych premierów i szefów służb specjalnych. W ubiegły piątek Fundacja Helsińska ujawniła dokument Straży Granicznej wyliczający, że spośród 20 pasażerów samolotów CIA, które od grudnia 2002 do września 2003 r. lądowały w Szymanach, szesnastu nie odleciało dalej. Mogli to być więźniowie CIA.
Aleksander Kwaśniewski mówi "Gazecie", że prokuratura go nie przesłuchiwała. Dodaje: - Współpraca z amerykańskim wywiadem była. I stąd te loty CIA do Szyman. Więzień nie było.
- Czy w ramach tej współpracy Polska mogła dać Amerykanom zgodę na więzienie i tortury?
Kwaśniewski: - Amerykanie nigdy nas o taką zgodę nie pytali.
- Mogli to robić bez naszej zgody?
- Nie mam żadnych informacji, by w Polsce Amerykanie torturowali więźniów.
Leszek Miller na wszystkie pytania odpowiada: "Nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia". Wcześniej stanowczo zaprzeczał, że w Polsce było tajne więzienie CIA.
Krzysztof Janik mówi, że "nie miał z tą sprawą nic wspólnego": - Ośrodek polskiego wywiadu w Kiejkutach [tam mieli być przetrzymywani terroryści] nie podlegał mi jako ministrowi spraw wewnętrznych.
- Byłbym zdziwiony wnioskiem do Trybunału - dodaje Janik. - Polski rząd miał prawo podpisać z amerykańskim umowę w sprawie wspólnej walki z terroryzmem. O ile wiem, nasz rząd nie miał pojęcia, co Amerykanie robią z więźniami, a na pewno nie - że poddają ich torturom.
Jeśli CIA torturowała więźniów, to czy Kwaśniewski i Miller mogli o tym nie wiedzieć? Janik: - Nie mogę za nich odpowiadać, ale jak znam mechanizmy władzy, to wątpię, by wiedzieli.
Zbigniew Siemiątkowski, wówczas szef Agencji Wywiadu: - Gdy mnie o to rzeczowo zapytają uprawnione organa i gdy wreszcie zostanę zwolniony z tajemnicy, to odpowiem.
Do ewentualnej rozprawy przed Trybunałem droga jest daleka. Gdy marszałek Sejmu otrzyma od prokuratora dowody, przekaże je komisji odpowiedzialności konstytucyjnej. Dopiero gdy ona zgodzi się z wnioskami prokuratury - zajmie się nim cały Sejm.