Prokuratura uzależniona od rządu ignorowała podejrzenia o istnienie w Polsce więzień
CIA, a śledztwo wszczęła dopiero po ponad dwóch latach od pierwszych doniesień. Nie zanosiło się, że cokolwiek z niego będzie. O możliwości postawienia zarzutów dowiadujemy się dopiero po rozdzieleniu funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości.
Postawienie takich zarzutów to problem nie tylko dla
SLD-owskiego premiera i SLD-owskiego prezydenta. Kolejne rządy od 2005 r. odmawiały współpracy z komisją Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Czyli ukrywały dowody. Odpowiedzialnym za to wysokim urzędnikom też mogą zostać postawione zarzuty.
Według informacji "Gazety" prokuratura może pójść dalej i postawić nie tylko zarzut niedopełnienia obowiązku, ale też zbrodni wojennych. To by oznaczało, że ma dowody na to, iż prezydent, premier lub/i szef
MSWiA za rządów SLD wiedzieli, co dzieje się w polskiej bazie CIA.
Postawienie zarzutów dowodziłoby, że powiódł się eksperyment z niezależną prokuraturą. I nie musi się ona bać, że postawienie zarzutów będzie odczytane - jak swego czasu w stosunku do Zbigniewa Ziobry czy Mariusza Kamińskiego - jako działanie na zamówienie rządu czy rządzącej partii.