- Sierpień to w Grecji szczyt sezonu. Zwykle nie ma gdzie szpilki wcisnąć, ale teraz jest pełno wolnych pokoi - opowiada "Gazecie" Agnieszka Markowska, właścicielka ateńskiego biura turystycznego ZIK ZAK Travel. - Dwuosobowe kwatery, za które płaciło się 70-80 euro za dobę, są teraz po 30-40 euro, a i tak chętnych nie ma.
Na alarm bije jedno ze stowarzyszeń reprezentujących greckie przedsiębiorstwa turystyczne SETE. W zeszłym tygodniu w specjalnym oświadczeniu stwierdziło, iż "obecna sytuacja zmienia się w katastrofę dla kraju, gospodarki i turystyki". Z powodu niepokojów społecznych i strajków, które trapią Grecję od maja, skończył się turystyczny raj.
W maju w zamieszkach ulicznych w Atenach zginęły trzy osoby. Później były wielkie strajki sektora publicznego, personelu lotnisk oraz promów, którymi pływa się na wyspy. W zeszłym tygodniu doszło do druzgocącego dla wizerunku Grecji strajku ponad 30 tys. kierowców cystern. Na tle migawek pokazujących policjantów rzucających w kierowców w Salonikach granatami z gazem łzawiącym blado wypadły nawet pogróżki jednej z lewackich grup terrorystycznych, która oświadczyła, że walcząc z kapitalizmem, zacznie podkładać bomby pod obiekty turystyczne.
Choć rząd socjalisty Jeorjosa Papandreu wyszedł zwycięsko z batalii z kierowcami i w ostatnią niedzielę przerwali oni strajk, w świat popłynęły informacje o tysiącach turystów uwięzionych z powodu braku paliwa na stacjach bądź odwołanych promów.
-
Grecja ma dziś zły wizerunek i będzie musiała długo pracować na jego poprawę - przekonuje nas Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki (
PIT). - Turyści cenią sobie spokój, a Grecja w oczach wielu przestała być krajem spokojnym i przewidywalnym.
Tymczasem
turystyka to teraz jedyne - poza może pomocą MFW i UE - źródło pewnego dopływu gotówki dla pogrążonego w kryzysie kraju. Sektor wypracowujący 18 proc.
PKB bezpośrednio bądź pośrednio zatrudnia 850 tys. ludzi. Co roku na Peloponez i na 2,5 tys. greckich wysp przyjeżdża 14-15 mln gości z całego świata. Turystyka dostarcza państwu 10-11 mld euro rocznie.
- Szkody wyrządzonej przez strajki nie da się naprawić, ale jeśli sytuacja teraz się wyciszy, wszystko może wrócić do normy - uspokaja w rozmowie z Agencją AFP Spyros Guinis, wiceszef federacji greckich przedsiębiorców turystycznych. Hotelarze i właściciele pensjonatów liczą na lepszy sierpień, wrzesień i październik, dzięki którym odrobią straty. - Sezon trwa tam zwykle pięć miesięcy, ale w tym roku będzie dużo krótszy - obawia się Agnieszka Markowska z ateńskiego ZIK ZAK Travel.
Dlatego też ministerstwo turystyki rozpoczęło kampanię na rzecz przywrócenia zaufania do Grecji jako miejsca spokojnego wypoczynku. Niedawno rząd w Atenach obiecał, że zagraniczni turyści, którzy utkną na wakacjach z powodu strajków, dostaną zwrot związanych z tym kosztów. W poniedziałek obniżył jednak prognozę tegorocznych dochodów z turystyki. Zdaniem wiceszefa resortu Jeorjosa Nikitiadisa będą one w najgorszym wypadku o 7-9 proc. niższe niż w kryzysowym roku 2009. W najlepszym zaś razie pozostaną na tym samym poziomie.
Hotelarze narzekają, że choć strajki miały miejsce głównie w Atenach, ucierpiały też spokojne wyspy. - Sytuacja jest absurdalna, czekają nas masowe odwołania rezerwacji - alarmuje Andreas Andreadis, szef Panhelleńskiej Konfederacji Hoteli. - A spadek o 1 proc. ruchu turystycznego oznacza ok. 200 mln euro mniej z turystyki i 1000 utraconych miejsc pracy.
Paradoksalnie odważni turyści mogą na tym skorzystać, bo spadek rezerwacji przekłada się na niższe ceny. Te w czterogwiazdkowych hotelach są dziś niższe o 15-25 proc. niż przed rokiem.
- Sierpień powinien być lepszy dla turystyki. Ale wiele zależy od tego, jak media w Europie będą opisywać to, co dzieje się w Grecji - mówi nam Kostas Pliakos, dziennikarz greckiego serwisu informacyjnego e.typos.com. I tłumaczy, że Grecja w dużej mierze uzależniona jest od turystów z Wielkiej Brytanii i Niemiec, którzy stanową niemal jedną trzecią przyjezdnych. W tym roku jest ich znacznie mniej, głównie z powodu negatywnego obrazu Grecji w tamtejszych tabloidach.
A Polacy? - Ludzie decydują się na wyjazd w ostatniej chwili. Wiarygodne dane na temat tego, ilu rodaków wybrało Grecję i czy było to mniej niż przed rokiem, dostaniemy po sezonie - mówi Jan Korsak z PIT. - Dla nas strajki nie miały żadnego znaczenia. Klienci wprawdzie dzwonili z prośbą o informację, ale nie rezygnowali z wyjazdów - zapewnia Aleksandra Kosmala z
Rainbow Tours.