Zarys projektu sprawozdania kończącego prace komisji Sekuła rozdał śledczym trzy tygodnie temu. Wynika z niego, że najbardziej nagannie zachowywał się w całej aferze Marcin Rosół, ówczesny szef gabinetu politycznego ministra sportu. Przewodniczący komisji nie uwierzył też zeznaniom Mirosława Drzewieckiego. A Zbigniew Chhlebowski według niego przekroczył standardy. Z raportu Sekuły wynika też, że afera była za rządów
SLD,
PiS i PO. Ale największą rozpętał
Mariusz Kamiński, który zastawił pułapkę na premiera. Jedyny przeciek jaki był to z CBA do "Rzeczpospolitej". Jeśli chcesz znać więcej szczegółów na temat tego, co znajduje się w raporcie
zajrzyj tutaj.
Teraz śledczy składają poprawki do raportu. Termin minął w poniedziałek o godz. 13. Sześciu śledczych złożyło ich ponad sto. Żadne się nie wyłamał. Bartosz Arłukowicz z klubu Lewica zgłosił ich aż 41, Beata Kempa - 36, a Franciszek Stefaniuk - 21.
- Niewiele jest typowo pisarskich, większość dotyczy innej oceny zeznań świadków i przebiegu całej afery hazardowej - mówi. Arłukowicz przeprowadził na przykład analizę spotkań premiera z politykami PO tuż po spotkaniu Donalda Tuska z Mariuszem Kamińskim, ówczesnym szefem CBA, gdy ten poinformował go o kontaktach polityków z branżą hazardową. Dla Arłukowicza od początku niezrozumiałe było, że Tusk najpierw wezwał bohaterów tzw. afery hazardowej Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego, a nie wiceministra finansów Jacka Kapicę, gospodarza ustawy hazardowej.