Nazwijmy rzecz po imieniu - to był triumf anarchii i fanatyzmu. W obliczu krzyża - używanego jako symbol polityczny, bo nie religijny - Rzeczpospolita okazała się bezradna. Szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski powiedział, że "w sprawach krzyża decyduje Kościół". Ale to nieprawda. Krzyż w tym miejscu to także - a może przede wszystkim - sprawa państwa.
Przegrał
Kościół. Księża, którzy mieli poprowadzić uroczystość przeniesienia krzyża, musieli wysłuchać wiernych, którzy skandowali - do kapłanów! - hasło "precz z komuną". Owieczki ostentacyjnie zlekceważyły swoich pasterzy. To porażka biskupów - zwłaszcza warszawskiego abp. Nycza. Gdyby sam przyszedł pod krzyż, być może protestujący ustąpiliby przed jego autorytetem.
Przegraliśmy wszyscy - niewierzący i wierzący. Niewierzący - bo mają wymowny dowód, że nie żyją w państwie świeckim, które obiecuje im konstytucja. Wierzący - bo okazało się, że bardzo łatwo ich symbol znieważyć. Krzyż przed pałacem przestał być przede wszystkim symbolem religijnym - stał się pałką, którą można przyłożyć politycznym przeciwnikom. I znakiem, pod którym dochodzi do przemocy - bo to protestujący "w obronie" krzyża napierali na policję. Co więcej, na dłuższą metę może to tylko zradykalizować obrońców świeckiego państwa, którzy w bitwie o krzyż zobaczą wygraną religijnego fanatyzmu.
Nie wiem, czy wygrał
PiS, którego politycy poparli wczoraj "obrońców krzyża". PiS świadomie podgrzewał emocje i jest w znacznej mierze odpowiedzialny za gorszące sceny na Krakowskim Przedmieściu. Partia, która lubi się przedstawiać jako "propaństwowa" i mówić o silnym państwie, wzięła udział w osłabianiu Rzeczypospolitej. Trudno uznać to za triumf.
Krzyż należy przenieść w należne mu miejsce - do świątyni. Kościół najwyraźniej nie wyciągnął wniosków z awantury o krzyże ustawiane na żwirowisku w Oświęcimiu. Nie potrafił jej rozwiązać tak długo, aż urosła do rangi kompromitującego skandalu. Dlatego teraz Kościół i państwo powinny wziąć odpowiedzialność za należyte przygotowanie tej operacji.
Rzeczpospolita nie może dać się szantażować nikomu.