To reakcja na informację dzisiejszej "Rzeczpospolitej". Czytamy w niej, że w zeszłym tygodniu
Jarosław Kaczyński przeglądał akta śledztwa. I bardzo się wzburzył, bo przeglądając akta śledztwa, zobaczył, że na stole sekcyjnym dołożono fragmenty ciała, które nie należały do prezydenta. Fragmenty ubrania wskazywały, że chodziło o polskiego generała. Podczas spotkania prokuratorów z rodzinami ofiar katastrofy w ostatnią środę szef
PiS domagał się, by prowadzący śledztwo Parulski poinformował, w jakich czynnościach tuż po katastrofie brali udział przedstawiciele Polski. Z akt wynikało bowiem, że polscy patomorfolodzy nie brali udziału w żadnej z sekcji.
Jarosław Kaczyński 10 kwietnia w Smoleńsku brał udział w identyfikacji ciała brata, nie miał wątpliwości. W sekcji, która odbyła się w nocy, nie brał udziału. Był przy niej szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Krzysztof Parulski. - Nie będę się wypowiadał na temat sekcji pana prezydenta, ponieważ uważam, że wszelkie tego typu informacje naruszają dobra osobiste zmarłego, który poniósł śmierć w tak tragicznych okolicznościach - mówi "Rz" Parulski. - Jeśli ktokolwiek wynosi tego typu informacje, jest to działanie poniżej wszelkich standardów i stanowi naruszenie prawa, bo materiały dotyczące sekcji pana prezydenta mają niejawny charakter.