W opublikowanym wczoraj orędziu 46-letni Umarow przyznaje, że czuje się "wyczerpany dowodzeniem wojną z Rosją", a jeden z jego towarzyszy dodaje, że emir podupadł też na zdrowiu.
Nadbałtycka agencja informacyjna Rosbałt twierdziła w lipcu, że nie mogąc pojmać lub zabić przywódców tlącego się jedenasty rok kaukaskiego powstania, Rosjanie postanowili ich potruć. Według Rosbałtu od jesieni zeszłego roku, podrzucając dzięki swoim szpiclom zatrute jedzenie do kryjówek mudżahedinów w górach, Rosjanom udało się zgładzić kilkunastu komendantów. Jesienią zeszłego roku mieli też ponoć otruć samego Umarowa.
Po podrzuceniu trucizny Rosjanie otoczyli jego oddział w rejonie czeczeńskiego Aczchoj-Martanu i przez kilka dni ostrzeliwali z rakiet lasy, w których miał się ukrywać. W Moskwie ogłoszono nawet, że Umarow zginął. Ale kiedy po kilkudniowej obławie rosyjscy żołnierze wkroczyli do lasu, znaleźli kilkanaście trupów, ale nie było wśród nich ciała emira. Umarow przeżył, ale podupadł na zdrowiu tak bardzo, że nie jest w stanie dowodzić więcej powstaniem.
"Postanowiliśmy jednogłośnie, że emirem powinien być ktoś ode mnie młodszy i energiczniejszy" - tłumaczył wczoraj Umarow, przedstawiając siedzącego obok Wadałowa.
Niewiele wiadomo o nowym kaukaskim emirze. W lipcu Umarow awansował nieznanego Wadałowa na jednego ze swoich zastępców. Wczoraj wezwał podległych mu emirów z Dagestanu, Inguszetii i Kabardy, by uznali jego wolę o przekazaniu władzy Wadałowowi.
Wadałow cieszy się opinią najwybitniejszego z pozostałych przy życiu czeczeńskich komendantów i jednego z najbardziej doświadczonych. Uczestniczył w obu z ostatnich wojen z Rosją, tej z lat 1994-96 i tej toczącej się od roku 1999. W podzielonym na nacjonalistów i muzułmańskich radykałów czeczeńskim powstaniu zaliczał się do religijnych ortodoksów.
Najpierw był jednym z podwładnych jordańskiego komendanta Chattaba, emisariusza Al-Kaidy na Kaukazie, otrutego przez Rosjan w 2002 r. W 2007 r., gdy Umarow ogłosił, że wojna na Kaukazie toczyć się odtąd będzie nie tylko o jego niepodległość, ale przede wszystkim o ogłoszenie go muzułmańskim kalifatem, Wadałow jako jeden z pierwszych komendantów złożył mu przysięgę na wierność.
Rozłam w czeczeńskim powstaniu jest najpoważniejszym dziedzictwem, jakie zostawia po sobie Umarow. Ogłoszony przywódcą powstania po śmierci poprzedników Asłana Maschadowa w 2005 r. i szejka Abdula Salima Sadułłajewa w 2006 r., błyskawicznie uległ wpływom muzułmańskich radykałów, którym przewodził najsławniejszy z kaukaskich komendantów Szamil Basajew.
Zanim zginął w 2006 r., Basajew uczynił Umarowa swoim zastępcą i następcą. Kiedy Umarow ogłosił się emirem Kaukazu, w czeczeńskiej partyzantce doszło do rozłamu. Przebywający na emigracji w Londynie Ahmad Zakajew, przywódca nacjonalistów walczących o niepodległość, oskarżył Umarowa o zdradę i uknutą z Rosją intrygę, by skompromitować Czeczenów w oczach świata.
Drugim spadkiem po emirze Umarowie są zamachy terrorystyczne, po jakie pod jego przywództwem coraz chętniej sięgali kaukascy powstańcy. W ostatnim z nich, dokonanym w marcu w moskiewskim metrze, zginęło 40 osób. Trzy miesiące później władze
USA wpisały Umarowa i jego partyzantów na czarną listę terrorystów.
Niespodziewana dymisja Umarowa oznacza dla kaukaskiego powstania stratę kolejnego przywódcy i doświadczonego komendanta. Ostatniego dnia 2009 r. zginął emir Dagestanu Umałat "al-Bakr" Mohammedow, wiosną - emir Kabardy Anzor "Sejfullah" Astamirow i uważany za duchowego przywódcę powstania Aleksander "Said Buriacki" Tichomirow.
Największą stratą dla partyzantów była wpadka emira Inguszetii Alego "Magasa" Tezijewa (nosił też ponoć nazwisko Ahmeda Jewłojewa), który w czerwcu dostał się do niewoli Rosjan.
"Magas", były oficer milicji i druh Basajewa, może okazać się prawdziwą skarbnicą wiedzy o kaukaskich powstańcach i ich sojusznikach. W ostatnich latach uczestniczył on we wszystkich ważniejszych zamachach i operacjach partyzantów na Kaukazie, a wiele z nich było możliwych do przeprowadzania wyłącznie dzięki współpracy przekupnych rosyjskich oficerów i lokalnych urzędników.
"Magas" uczestniczył nawet w ataku na szkołę w Biesłanie w 2004 r., zaplanowanym przez Basajewa (przy próbie odbicia przez siły rosyjskie zginęło ok. 400 osób, w tym blisko 200 dzieci). Wyszedł żywy z obławy, przecząc zapewnieniom Rosjan, że wszyscy zamachowcy zostali zabici.