Roman Imielski: Czy badanie przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem podlega konwencji chicagowskiej? Konwencja daje duże możliwości wpływu na dochodzenie krajowi, z którego pochodziła maszyna. Ale mówi tylko o cywilnych samolotach, a Tu-154 należał do wojska. Prof. Marek Żylicz: Konwencja chicagowska rzeczywiście nie dotyczy samolotów państwowych, czyli takich, które wykonują zadania określane jako celne,
policyjne i wojskowe. Ale mówi też, że o tym, jak zakwalifikować samolot, decydują właśnie zadania, do jakich maszyna jest przeznaczona. Strony polska i rosyjska - nie wdając się w niepotrzebny spór - zgodziły się uznać tupolewa za samolot cywilny ze względu na cywilny charakter delegacji. Tym samym badanie przyczyn katastrofy odbywa się na podstawie konwencji chicagowskiej.
Edmund Klich, polski przedstawiciel przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK), wysłał ostre pismo do jego szefowej Tatiany Anodiny. Domaga się informacji ws. katastrofy, otwartości i poszanowania zasad współpracy międzynarodowej. Rosjanie nie przekazują nam dokumentów, o które prosimy i nie dokonują przesłuchań. Jakie uprawnienia przysługują Polakowi? - Załącznik 13. do konwencji przewiduje pełny udział polskiego przedstawiciela w pracach MAK. Zaleca dostęp do wszystkich dokumentów i analiz, przesłuchiwanie świadków, wyznaczanie osób do przesłuchania, dopytywanie już przepytanych osób. To od umiejętności i inwencji akredytowanego przy MAK przedstawiciela Polski zależy, jak wykorzysta międzynarodowe przepisy. Nie wiem, czy jeżeli Edmund Klich napotkał trudności, występował wcześniej do szefów MAK, powołując się na przepisy wynikające z konwencji. Proszę jednak pamiętać, że mówimy częściowo o zaleceniach, a te nie są bezwzględnie obowiązującą normą prawną. Być może problem bierze się z różnej interpretacji przepisów.
Bardzo ważną rzeczą jest to, że akredytowany przedstawiciel ma obowiązek zachowania tajemnicy ws. dochodzenia. Nie może więc upubliczniać tego, czego dowiedział się, uczestnicząc w pracach MAK. Ma natomiast obowiązek przekazywania informacji odpowiednim organom państwa, które akredytowało go przy Komitecie.
Co może zrobić Polska, jeśli - hipotetycznie - Rosjanie będą blokować dostęp do materiałów i świadków? - Naturalnym pierwszym krokiem są rozmowy między władzami stron. W skrajnym przypadku istnieje procedura arbitrażu. W pierwszym etapie każda ze stron wyznacza swego arbitra. Arbitrzy uzgadniają, jak rozwiązać problem.
Gdyby to nic nie dało, strony mogą zdecydować się na wyznaczenie superarbitra, najczęściej eksperta od międzynarodowego prawa lotniczego.
Gdyby zaangażowane w sprawę państwa - bo to one są sygnatariuszami konwencji - nie mogły ustalić, kto ma być superarbitrem, można zwrócić się o interwencję do Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO). Wtedy to ona wyznacza superarbitra. Ale z doświadczenia wiem, że ICAO niechętnie miesza się w spory między krajami. Znam tylko jeden przypadek, gdy do arbitrażu doszło.
Mam nadzieję, że w sprawie katastrofy w Smoleńsku ta droga nie będzie potrzebna, bo oznaczałaby spór polityczny na poziomie międzyrządowym.
Mamy jeszcze kilka opcji. Może uda się pokonać problemy samemu Edmundowi Klichowi. Wydaje mi się, że jeśli to nic nie da, mogą to spróbować zrobić wspólnie minister Jerzy Miller stojący na czele polskiej komisji wyjaśniającej przyczyny katastrofy i Tatiana Anodina, przewodnicząca MAK. A jeśli i to nic nie da, mogą zająć się tym premierzy.