Premier odniósł się w ten sposób do sytuacji, w jakiej znalazła się najbardziej znana polska jednostka wojskowa. W piątek dowódca GROM-u płk Dariusz Zawadka złożył rezygnację. Od decyzji nie odwiodła go nawet rozmowa z p.o. dowódcy wojsk specjalnych gen. Markiem Olbrychtem, do której doszło w niedzielę wieczorem.
Oficjalnie powody odejścia Zawadki są nieznane. Nieoficjalnie wskazuje się na jego konflikt z płk. Piotrem Patalongiem typowanym na dowódcę wojsk specjalnych. Na znak solidarności z Zawadką rezygnację złożyło pięciu oficerów ze ścisłego dowództwa GROM-u.
- To szef sztabu, szef szkolenia, księgowy, dowódca grupy, która działa teraz w Afganistanie, oraz dowódca zespołu, który przygotowuje się do wyjazdu - mówi rzecznik GROM-u mjr Renata Zych. I zapewnia: - Nie oznacza to, że dowódca zespołu, który jest w Afganistanie, zostanie odesłany do kraju. Zakończy misję i wróci ze swoimi żołnierzami. Nie ma też zagrożenia dla przygotowań kolejnej grupy naszych żołnierzy do Afganistanu. Zespół jest zgrany, będzie miał po prostu nowego dowódcę.
- Oficerowie, którzy złożyli wypowiedzenia, to właśnie "grupa Zawadki". Mają swoją koncepcję funkcjonowania jednostki. Widzieliby ją najchętniej poza strukturami Dowództwa Wojsk Specjalnych - mówi nasz rozmówca z
MON.
- Z ich zastąpieniem nie będzie problemu. Są odpowiedni ludzie. Nie lekceważymy sytuacji, ale nie ma powodów do paniki - ocenia rzecznik Dowództwa Sił Specjalnych mjr Jacek Popławski.
W MON już trwają poszukiwania nowego dowódcy GROM-u. Obowiązki objąłby za miesiąc - wtedy Zawadka miałby odejść do cywila.
Ale żołnierze przyznają, że sytuacja w GROM-ie nie jest dobra. - To, co się dzieje, wpływa na nastroje - mówi nam oficer z Dowództwa Wojsk Specjalnych. - Ludzie potrzebują spokoju i szkolenia, a dyskutują o atmosferze, kto odszedł, kto odejdzie. Zostać czy odejść z dowódcą.
- Burzę wokół GROM-u mamy co kilka miesięcy. Tak naprawdę powinno się tę jednostkę rozwiązać - mówi nam oficer z dowództwa armii. - Kilka lat i powstałaby nowa, zdrowa struktura bez konfliktów wewnątrz.
- Jak skończymy z obsadą stanowisk, zacznie się robienie porządków w GROM-ie - usłyszeliśmy od naszego informatora w resorcie obrony. - Ale o rozwiązaniu GROM-u nie ma mowy.
- Fundamentem armii jest subordynacja, a debata publiczna o dowodzeniu GROM jest nie do zaakceptowania - skomentował wczoraj premier
Donald Tusk. - Będę oczekiwał, by stosowne decyzje zakończyły natychmiast zawirowania wokół GROM-u. Sprawa powinna być rozstrzygnięta w tym tygodniu.
Szef MON-u
Bogdan Klich nie chce komentować sprawy. Wczoraj powiedział, że rezygnacja płk. Zawadki jeszcze do niego nie wpłynęła. Uspokajał, że nie ma ona wpływu na działania żołnierzy na misji w Afganistanie.
"Gazeta" dowiedziała się, że choćby w poniedziałek komandosi GROM-u przeprowadzili udaną akcję w dystrykcie Andar. Udało się im zatrzymać dwóch talibów odpowiedzialnych za zabójstwa afgańskich wojskowych i policjantów. W czasie operacji zabili czterech innych talibów, jednego ranili.
Kolejna odsłona kłótni o GROM W marcu tego roku jeden z komandosów zarzucił płk. Dariuszowi Zawadce nepotyzm, poniżanie, nieprawidłowości w polityce kadrowej. Dowódca GROM-u na konferencji prasowej określił te zarzuty jako bezpodstawne. Zaraz potem o Zawadkę pokłócili się publicznie b. dowódcy jednostki - gen. Sławomir Petelicki i gen. Roman Polko. Na antenie
TVN 24 Petelicki poparł Zawadkę, a Polko stwierdził, że zamieszkanie w GROM-ie to właśnie jego wina. Bogdan Klich zlecił wtedy kontrolę w GROM-ie. Nie wykazała żadnych uchybień ani przypadków nepotyzmu. Minister zapewnił wtedy, że ma pełne zaufanie do Zawadki.