W niedzielę w stolicy uroczyście obchodzono 66. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Dzień wcześniej, w czasie polowej mszy św. przed pomnikiem Powstania Warszawskiego, prymas abp Józef Kolwalczyk apelował o budowanie Polski na drodze dialogu, nie zaś waśni i konfliktów. - Konflikt, to nie jest przesłanie warszawskich powstańców - przypominał.
O solidarność w społeczeństwie zaapelował też prezes Związku Powstańców Warszawskich gen. Zbigniew Ścibor-Rylski: - Bez narodowej solidarności walka z wrogiem 66 lat temu byłaby niemożliwa.
Słuchali go politycy. Wśród nich marszałek Sejmu
Grzegorz Schetyna i szef
PiS Jarosław Kaczyński.
Główne rocznicowe uroczystości jak zawsze odbyły się 1 sierpnia o godz. 17 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Już godzinę wcześniej trudno się było przecisnąć przez bramę na teren nekropolii. Aleję główną cmentarza wypełnił wielotysięczny tłum. Kibice "Legii" rozdawali białe-czerwone chorągiewki, harcerze roznosili butelki z wodą. Na kwadrans przed Godziną "W" na cmentarzu niespodziewanie rozległy się owacje. Tak witano zmierzającego w kierunku pomnika Gloria Victis prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Największą aktywność wykazywało około 200 osób w średnim wieku, które zajęły miejsca wzdłuż wejścia do sektora dla VIP-ów.
Prowadzący uroczystość lektor poprosił zgromadzonych o godne zachowanie. Po chwili jednak znów rozległy się oklaski. Tym razem zebrał je
Zbigniew Romaszewski. Kiedy zaś do pomnika podchodził prezydent elekt Bronisław Komorowski, najpierw ludzie zgromadzeni na cmentarzu bili nieśmiało brawa, ale potem słychać już było głównie buczenie i gwizdy. Najgłośniejsze dochodziły spod transparentu: "Komitetu Upamiętnienia Ofiar Obozu KL Warschau".
- Co za skandal, to jest kultura ludzi! Moherowe berety - zżymał się starszy pan z opaską AK. Brawa i gwizdy powtórzyły się kilkanaście minut później w czasie składania wieńców pod pomnikiem Gloria Victis. Tłum klaskał, gdy w imieniu marszałka Senatu wieniec składał wicemarszałek Zbigniew Romaszewski, zaś złowrogo buczał, gdy w imieniu premiera wystąpił minister
Władysław Bartoszewski. Wychodzącego z cmentarza Jarosława Kaczyńskiego żegnało skandowanie "Jarek! Jarek!".
- Moja obecność w tym miejscu jest obowiązkiem. Ale przychodzę tu z coraz większym bólem. Tym ludziom uroczystości powstańcze po raz kolejny pomyliły się z wiecem partyjnym. Najbardziej boli mnie to, że w tym wszystkim zupełnie zapomnieli o samych Powstańcach. Gdy wymieniano ich nazwiska nie słyszałam oklasków - żaliła się pani Maria, która powstanie spędziła na Mokotowie.