Cztery samoloty zrzucały w niedzielę bomby wodne i chemikalia, by ogień nie dostał się do ośrodka, gdzie skonstruowano radziecką bombę atomową i wodorową. - Piloci dają z siebie wszystko. Nie dopuścimy, by ogień doszedł do Sarowa - zapewnia Siergiej Szojgu, minister ds. sytuacji nadzwyczajnych.
Obrazy z obwodów ogarniętych przez pożary przypominają sceny z Apokalipsy. Pod Niżnym Nowogrodem ogień rozszerzał się w weekend z prędkością 100 m na minutę. Miał taką moc, że nawet jeziora i rzeki nie były dla niego zaporą. - Płomień przeskoczył 250-metrowe jezioro jak kałużę - opowiada Szojgu. W sumie pożary objęły powierzchnię ponad 500 tys. hektarów (np. pięć Puszcz Augustowskich). W akcji ratowniczej bierze udział ponad 20 tys. ludzi i prawie 6 tys. maszyn.
Do walki z ogniem rzucono wojsko i dodatkowe siły ratowników z Moskwy. Powstają także spontaniczne brygady z zakładów pracy jadące na pomoc strażakom. Niektórzy publicyści proponują, by do gaszenia zaangażować tysiące aktywistów z prokremlowskich organizacji młodzieżowych Nasi i Mołodaja Gwardia. Inni krytykują ten pomysł, by nie narażać życia ludzi niemających pojęcia o gaszeniu pożarów.
Pożary objęły 17 regionów, w 14 sytuację uznano za stan klęski żywiołowej. Najgorzej jest w okolicach Niżnego Nowogrodu, Woroneża i pod Moskwą. W gminie Wyksa pod Niżnym Nowogrodem doszczętnie spłonęły tam 574
domy w sześciu wioskach. Ewakuowano 459 ludzi. Pogorzelcy umieszczani są w domach wypoczynkowych albo u krewnych. Niektórzy nie chcą wyjeżdżać ze zgliszcz. Podczas oględzin pogorzelisk odkryto kolejne dwa ciała - w sumie liczba ofiar pożarów w ostatnich dniach osiągnęła 30 osób.
Przyczyną pożarów są trwające od czerwca upały. Temperatura w Moskwie utrzymuje się wciąż na poziomie 30 stopni. Pożary dotknęły głównie europejską części Rosji, ale zaczynają być także dokuczliwe na Dalekim Wschodzie, choć tam zaludnienie jest mniejsze. - Szczególną uwagę zwracamy na wsie otoczone lasami - mówi Szojgu. Na polecenia Kremla trwa ewakuacja dzieci z miejsc objętych pożarami.
O ratunek przed pożarami i deszcz modlono się wczoraj na nabożeństwach w cerkwiach, a
telewizja pokazywała obrazki jak z wojny. Wojsko buduje prowizoryczne rurociągi, by dostarczyć wodę z rzek do gaszenia pożarów. Z niektórych wiejskich domów został tylko murowany komin albo żeliwna wanna. Ludzie, którzy stracili dorobek całego życia, bezradnie kręcą się wokół zgliszcz. Państwo obiecuje pomoc, która ma być wypłacana już od poniedziałku. - Wszyscy, którzy stracili domy, dostaną nowe wraz z wyposażeniem zbudowane na nowym miejscu albo na starym, zależnie od ich woli - obiecuje gubernator obwodu moskiewskiego Borys Gromow, emerytowany generał armii. Taką samą obietnicę złożył pogorzelcom pod Nowogrodem premier
Władimir Putin, który przy okazji swojej wizyty urządził miejscowym urzędnikom niezłą połajankę. - Doszły do mnie słuchy, że nie wszędzie władze lokalne reagowały na czas i adekwatnie do sytuacji - mówił. - Urzędnikom, którzy nie cieszą się zaufaniem mieszkańców, radziłbym, żeby natychmiast podali się do dymisji.