http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czego potrzebujemy od Rosjan? Śledztwo doszło do ściany

Bogdan Wróblewski
2010-08-02, ostatnia aktualizacja 2010-08-02 08:30

Premierzy: Rosji Władimir Putin i Polski Donald Tusk
Premierzy: Rosji Władimir Putin i Polski Donald Tusk
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

Rosja opóźnia udzielanie polskiej prokuraturze i komisji badania wypadków lotniczych informacji dotyczących przyczyn katastrofy smoleńskiej

Smoleńską katastrofą zajmują się osobno cztery instytucje: prokuratura rosyjska i polska, komitet śledczy w Rosji (za najważniejszą techniczną część odpowiada tam MAK, czyli Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w Moskwie) oraz komisja badania wypadków lotniczych, którą w Polsce kieruje minister Jerzy Miller.

W pierwszych tygodniach po katastrofie współpraca między tymi instytucjami przebiegała poprawnie, choć nie doskonale.

Dziś polska prokuratura i polska komisja doszły do ściany. Bez dokumentów i przesłuchań świadków z Rosji nie są w stanie pójść dalej.

Prokuratura wystosowała dotąd do Rosji pięć wniosków o pomoc prawną. Żaden nie został do końca zrealizowany, a prokuratura przygotowuje szósty.

W maju minister Miller otrzymał od MAK kopie zapisów trzech rejestratorów pokładowych prezydenckiego Tu-154 M - dwa z danymi technicznymi, jeden z zapisem rozmów w kokpicie pilotów. Dane te kryją odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące przyczyn katastrofy - czy nie doszło do awarii samolotu oraz dlaczego pilot postanowił lądować.

Żeby precyzyjnie wyjaśnić decyzję pilota, i prokuratura, i komisja Millera potrzebują informacji z Rosji.

Informacji dotyczących trzech zasadniczych kwestii:

•  Co działo się w wieży lotniska w Smoleńsku, gdy samolot podchodził do lądowania;

•  Jak lotnisko było wyposażone i jaki był stan urządzeń naprowadzających na lotnisku;

•  Czy Rosjanie dali zgodę na lądowanie i czy mogli takiej zgody samolotowi prezydenckiemu odmówić.

Co wiemy o sytuacji na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia.

Prokuratura dostała w maju - w pierwszej i jedynej partii dokumentów z Rosji - protokoły przesłuchań dwóch kontrolerów ze smoleńskiej wieży. Są wątpliwości co do wiarygodności ich relacji, dlatego prokuratura w szóstym wniosku o pomoc prawną - co zapowiedział prokurator generalny Andrzej Seremet - wystąpi o ich bezpośrednie przesłuchanie w Polsce przez polskich prokuratorów.

Z zeznań kontrolerów wynika, że w wieży był obecny jeszcze ktoś trzeci, pada jego nazwisko, ale nieznana jest jego rola. Są podejrzenia, że to oddelegowany na lotnisko oficer Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Prokuratura wystąpiła do Rosjan o znalezienie i przesłuchanie tej osoby. Odzewu nie ma.

Wiadomo, że lotnisko w Smoleńsku było prymitywnie wyposażone w radiolokacyjny system naprowadzania. Są relacje, że już po katastrofie ktoś zmieniał żarówki w oświetleniu lotniska.

Z zeznań kontrolerów wynika, że mimo fatalnych warunków nie zabronili tupolewowi lądować. Ale nie ma stuprocentowej pewności, czy dali zgodę ani czy mogli lądowania zakazać, zamykając lotnisko.

Wiadomo natomiast, że kontaktowali się z Moskwą, prawdopodobnie z centrum dowodzenia ruchem powietrznym.

Wiemy, że Rosjanie przed wizytą proponowali lądowanie na innym lotnisku wyposażonym w system precyzyjnego naprowadzania ILS - w Briańsku. Nie wiemy jednak, dlaczego Polacy to odrzucili.

Czego nie wiemy o lotnisku i lądowaniu 10 kwietnia.

•  Jakie są rosyjskie procedury dotyczące lądowania samolotu państwowego (taki status miał prezydencki tupolew)?

•  Kto mógł - jeśli mógł - zamknąć lotnisko smoleńskie z powodu mgły?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':