http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

WWW. Powstanie w sieci

Dominik Uhlig
2010-08-01, ostatnia aktualizacja 2010-08-01 18:51

Kilka spojrzeń publicystów i blogerów na rocznicę 1 sierpnia. Jedni potępiają, inni gloryfikują - nikt nie jest obojętny

Michalski z rezerwą

Cezary Michalski w Krytyce Politycznej walczy z mitem Powstania. "W najbardziej nieprzychylnym dla Powstania wyliczeniu, na jednego zabitego niemieckiego żołnierza przypada stu Polaków. Gdyby utrzymać taką proporcję strat nieco dłużej, Niemcy mogliby zdziesiątkować naród średniej wielkości płacąc za to jedną swoją dywizją. Nazywanie tego "walką" jest kłamstwem. Kontynuowanie tej "walki" przez 63 dni jest zbrodnią. (...) Niestety, sposób potraktowania AK przez stalinowskie władze po roku 1945 całkowicie zablokował proces koniecznego, normalnego, politycznego osądzenia sprawców Powstania." - pisze. I dalej: "Jeśli chodzi o moją radę, to najlepiej zacząć minimalizować straty od Muzeum Powstania Warszawskiego, korzystając z nie wiadomo jak długiego okresu, kiedy Polską nie rządzi żaden prawowity następca Lecha Kaczyńskiego. Konieczne jest nie tylko odpolitycznienie Muzeum, ale o wiele więcej - pozbawienie tego miejsca jakiejkolwiek funkcji wychowawczej, wychowywania przy jego pomocy małych albo dużych powstańców, małych albo dużych patriotów. Nie dlatego, że Polsce nie są potrzebni patrioci, ale dlatego, że nie są jej potrzebni patrioci, którzy będą gotowi zaryzykować zbrodnię na własnym narodzie".

Zaremba z obawą o przyszłość

W serwisie Wpolityce Piotr Zaremba zastanawia się z kolei z troską, jak długo jeszcze potrwa pamięć o Powstaniu:

"To paradoks, ale w latach 90. kiedy mieliśmy jeszcze duże środowisko dawnych powstańców warszawskich, gdy tak wielu Warszawiaków pamiętało zdarzenia z 1944 roku z autopsji godzina W mijała pierwszego sierpnia właściwie niezauważona. Tu i ówdzie coś tam alarmowało, ktoś się zatrzymywał na ulicy, ale większość popatrywała po sobie w zawstydzeniu" - pisze, podkreślając, że w ostatnich latach się to zmieniło - syreny w godzinę W powodują że ludzie i samochody w centrum Warszawy stają. Ocenia, że w tej zmianie "patriotyczna pedagogika obozu braci Kaczyńskich była czynnikiem bardzo istotnym, choć przecież nie jedynym". I dalej:"Jestem zbudowany, gdy rockowe zespoły niosą powstańczą pobudkę gibającej się młodzieży (piszę to bez ironii, to Jan Ołdakowski zaprosił tych wszystkich młodych do swojego świetnego muzeum). Ale choć zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić, nie mam wcale pewności, co się z tym stanie za 5, 10, 15 i 20 lat. (...) Co będziemy oglądali na polskich, a szczególnie warszawskich ulicach pierwszego sierpnia za 5 lat? Jeszcze jakieś resztki ludzi przebranych za powstańców, przekonanych że składają w ten sposób spóźniony hołd dzielności? Czy tylko obojętnych przechodniów przekonanych, że lata 40 XX wieku w ogóle nie istniały?".

Liberte! przeciw świętowaniu klęski

Przeciw kultowi powstania występuje środowisko młodych liberałów skupionych wokół magazynu Liberte! Paweł Dobrowolski pisze o powstaniu jako "zbrodni popełnionej przez Polaków na Polakach": "Zamiast pomyśleć chwilę o zabitych mieszkańcach Warszawy, bezcennych dobrach kultury, bez których nie odtworzymy w pełni naszej historii, nadal hołubimy nieodpowiedzialność i głupotę. W najlepszym razie mówimy, że decyzja była niemądra, ale czcić należy bohaterską młodzież. Za co niby?" - pyta.

Popowski z obawą o zawłaszczanie Powstania...

W Studio Opinii można z kolei przeczytać tekst Sławomira Popowskiego: "Przy olbrzymim szacunku dla bohaterstwa powstańców, (których mam również w swojej rodzinie), bliżej mi jest do stanowiska gen. Władysława Andersa (przypomnianego niedawno przez cytowanego już Jana M. Ciechanowskiego w Tygodniku "Przegląd"), który był "na kolanach przed walczącą Warszawą", ale jednocześnie twierdził, że dowódcy, którzy wydali rozkaz do rozpoczęcia powstania - winni stanąć przed sądem..." - pisze, przypominając dysproporcję sił powstańców i wojska niemieckiego. W swoje rocznicowe rozmyślania wplata wątek bieżący: "Przypominam sobie rysunek sprzed roku (...) starsza pani z wnuczkiem, prowadzonym za rękę. I napis w "dymku": - Wiesz, babciu, jak dorosnę też pójdę do powstania.

Niestety, są w Polsce siły, które mogą to zagwarantować... Co nie znaczy, że 1 sierpnia, o 17.00 - jak każe warszawska tradycja - nie zatrzymam się na minutę, w milczeniu i przy dźwięku syren, aby oddać hołd tym wszystkim, którzy zginęli w powstańczej hekatombie. I oczywiście pod warunkiem, że któryś z polityków nie wpadnie na pomysł, aby w ten sposób, przed kolejnym wyborami, policzyć swój elektorat."

Kogo ma na myśli? Zacytujmy Krzysztofa Kłopotowskiego, który na swoim blogu pisał : "Całopalenie elit to narodowa klątwa Polaków. Powstanie Warszawskie, Katyń Pierwszy, Katyń Drugi... Widzę ciągłość, bo jeśli w coś "wierzę", to w metafizykę historii. Gdy rosyjski premier i były (?) oficer KGB przekazuje nam opodal Katynia zwłoki polskiego prezydenta, ciarki chodzą po plecach."

... ale Powstanie jest wszystkich Polaków

Można być jednak pewnym, że póki istnieje internet, jedno środowisko Powstania zawłaszczyć nie zdoła. W sieci o swoje upominają się - obok rzeczywistych i samozwańczych spadkobierców Państwa Podziemnego i Armii Krajowej - osoby wspominające ofiarę działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej . A na stronach anarchistów - można poczytać o historii powstańczej kompanii syndykalistów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':