Raport, do którego dotarła "Gazeta", jutro będzie omawiał rząd, a w czwartek - sejmowa komisja obrony narodowej. Dokument podsumowuje to, co stało się z uzawodowieniem polskiego wojska od 2008 r., kiedy dużą jego część tworzyli jeszcze żołnierze z poboru, do dziś, gdy mamy 100-tys. zawodową armię.
Resort obrony zapowiada, że ostatni etap reformy armii zakończy się w grudniu przyszłego roku. - O rok wcześniej, niż zakładaliśmy, zmienione zostaną proporcje w armii między liczbą oficerów, podoficerów i szeregowych. Jednocześnie nie będzie już sytuacji, że w armii mamy zdecydowanie więcej etatów niż żołnierzy, a Narodowe Siły Rezerwowe osiągną swoje docelowe ukompletowanie - mówi szef
MON Bogdan Klich.
Jak wynika z raportu, jednym z najważniejszych problemów wojska są odwrócone proporcje między liczbą oficerów i szeregowych. Jak mówią dowódcy, "jest więcej wodzów niż Indian".
W tej chwili w 100-tys. wojsku jest ponad 22 tys. oficerów, prawie 42 tys. podoficerów i tylko ok. 32 tys. szeregowych. A MON zakłada, że z końcem 2011 r. w liczącej 120 tys. żołnierzy armii (razem z żołnierzami Narodowych Sił Rezerwowych) będzie 23,5 tys. oficerów, 44 tys. podoficerów i 48 tys. szeregowych zawodowych.
Jak to możliwe? Rocznie z armii odchodzi 3-5 proc. żołnierzy, w tym roku będzie to ok. 4 tys. MON przewiduje, że tyle samo żołnierzy odejdzie na emeryturę lub do cywila w przyszłym roku.
- Z radością witamy odejścia tych podoficerów, których etaty są niepotrzebne - nie kryje minister Klich. - A w większości odchodzą właśnie podoficerowie, których jest za dużo. Nie będziemy po prostu wypełniali części opuszczanych etatów. W ten sposób struktura armii poprawi się do końca przyszłego roku, czyli o rok wcześniej, niż zakładaliśmy.
MON ma też najnowsze dane o tworzeniu nowej wojskowej formacji, czyli Narodowych Sił Rezerwy, które do końca przyszłego roku mają uzupełnić armię do liczby 120 tys. NSR - stworzone na wzór amerykańskiej gwardii narodowej - to formacja, która mobilizowana będzie na czas kataklizmu, kryzysu czy wojny. Na co dzień jej żołnierze, jednocześnie czynni zawodowo cywile, odbywają szkolenie wojskowe 30 dni w roku. I za to dostają pieniądze.
Od 1 do 31 lipca, czyli w ciągu miesiąca od rozpoczęcia naboru do NSR, zgłosiło się 1782 ochotników, z czego 930 już zostało skierowanych do jednostek. A do końca roku MON chce przyjąć ich 10 tys.
- W kolejce czeka 7 tys. ochotników z przeszkoleniem wojskowym - i tych przyjmiemy w pierwszej kolejności - oraz 11 tys. "cywilów z cywila", czyli bez przeszkolenia. Ich także zaczniemy przyjmować jeszcze w tym roku - zapowiada Klich. - Te informacje wskazują, że z eksperymentem NSR nie powinno być kłopotu.
Wiadomo także, jak przebiega reforma mieszkaniowa. Od 1 lipca każdy żołnierz, który nie mieszka w wojskowym internacie albo służbowym mieszkaniu, może wystąpić o pieniądze na wynajęcie
mieszkania "na mieście", spłatę kredytu itp. To tzw. świadczenie mieszkaniowe - od 300 do 900 zł brutto w zależności od miejsca zamieszkania.
- Do dziś takie wnioski złożyło 22 tys. żołnierzy, a jesteśmy przygotowani na 40 tys. Sytuacja unormuje się pewnie w ciągu trzech miesięcy, bo żołnierze wciąż liczą, co im się bardziej opłaca - przewiduje minister Klich.
Niebawem rozpocznie się wielka reforma w wojskowych stołówkach. Nowe przepisy MON zakładają, że nie każdej jednostce potrzebna jest własna kuchnia i stołówka. Znacznie ograniczają też liczbę żołnierzy uprawnionych do darmowego posiłku. Z 293 kuchni i stołówek zniknie prawie połowa, z 3,1 tys. osób personelu stołówkowego zostać ma tylko 1,7 tys.
MON liczy, że zaoszczędzi w ten sposób 247 mln zł rocznie. - Ale ten system będzie gotów do rozwinięcia w sytuacji np. kryzysu czy wojny, tak by można było wyżywić całą armię - mówi szef MON.
- Profesjonalizacja to proces, który nie zakończy się tak naprawdę nigdy, bo wojsko szkolić się będzie cały czas. Ale program profesjonalizacji, który rząd rozpoczął w 2008 r., jest właśnie domykany - twierdzi minister Klich.
Ale nie wszyscy dowódcy są takimi optymistami jak szef MON. - Ministerstwo mówi od dawna dostawach nowoczesnego uzbrojenia dla armii, ale jednostki w kraju wciąż dysponują starym sprzętem. Pieniądze są dla jednostek, które wyjeżdżają na misje - mówi nam jeden z generałów. - Z NSR też nie jest tak różowo, bo chętni są, ale nie wszędzie. A przecież mechanik ze Szczecina nie będzie jeździł na ćwiczenia np. do Bielska-Białej. Potrzebne są konkretne pieniądze dla żołnierzy NSR, żeby przyciągnąć fachowców. A NSR potrzebuje też specjalistów, a nie tylko zwykłych szeregowych z zawodowym wykształceniem.