http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kiedy liberałowie podnoszą podatki

Adam Leszczyński
2010-08-01, ostatnia aktualizacja 2010-07-30 18:49

W pewnym ubogim i zacofanym od wieków kraju w Europie Środkowej - nazwijmy go Rurytanią - niespodziewanie zaczęli rządzić liberałowie. Niespodziewanie, bo krajem dotąd rządziła na przemian etatystyczna prawica z etatystyczną lewicą i wszystkim wydawało się, że tak będzie zawsze.

Adam Leszczyński
fot. Piotr Bernaś/AG
Adam Leszczyński
Zanim doszli do władzy, rurytańscy liberałowie wierzyli w to, w co wierzą liberałowie na całym świecie: że trzeba obniżyć podatki i uwolnić gospodarkę z okowów biurokracji, a magia wolnego rynku rozwiąże problem rurytańskiego zacofania i biedy. Kiedy o tym mówili, być może cytowali Adama Smitha - na przykład ów sławny fragment z "Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów", w którym Smith pisze, że społeczeństwa mają naturalną skłonność do bogacenia się, o ile im złe rządy nie przeszkadzają.

Po objęciu rządów rurytańscy liberałowie przekonali się, że Rurytania jest bardziej skomplikowanym krajem, niż im się wydawało. Walka z biurokracją szła opornie i chociaż w rurytańskim parlamencie powołano komisję "Przyjazne państwo", jakoś zawsze okazywało się, że każdy z miliona utrudniających Rurytanom życie przepisów ma obrońców w którymś z dziesiątków urzędów i w praktyce nie sposób go ruszyć.

Jak powiedzieliśmy, Rurytania była krajem zacofanym od wieków. Drogi w Rurytanii zawsze były niedobre albo nie było ich wcale, uniwersytety rurytańskie w XXI wieku przypominały XIX-wieczne uniwersytety niemieckie (na których je wzorowano), a internet na wsi rozwożono wozami drabiniastymi.

Rurytańscy liberałowie stanęli przed przykrym faktem: wolny rynek tego nie załatwi. Może wiedzieli - a może nie - że do podobnej konkluzji dochodziły od przynajmniej dwustu lat prawie wszystkie modernizujące elity w krajach zacofanych. Inteligenci z biednych krajów - takich jak Rurytania - wcześniej czy później zdawali sobie sprawę, że na miejscu nie ma kapitału, nie ma infrastruktury, a często nie ma też klasy przedsiębiorców, którzy mieliby kraj zmodernizować. I zazwyczaj wyciągali wniosek: wehikułem umożliwiającym "skok w nowoczesność" musi być państwo, bo nic innego po prostu nie ma. Niewidzialna ręka wolnego rynku nie wybuduje dróg, uniwersytetów ani wiejskiej infrastruktury (oraz miliona innych rzeczy, które Rurytanie chcieliby mieć), bo: a) nie ma kapitału oraz b) po prostu się to nie opłaca.

W 2004 r. Rurytanię przyjęto do Unii Europejskiej i wydawało się, że przynajmniej odwieczny problem braku kapitału się rozwiąże: ciocia Unia da pieniądze. Niestety, dała tylko część. Resztę Rurytanie musieli wysupłać sami.

I oto nadchodzi dzień 30 lipca 2010 r. Telewizja transmituje konferencję rurytańskiego premiera - który, przypomnijmy, jest liberałem - i który ogłasza podwyżkę podatku VAT. Mówi:

- Chcemy podtrzymać dynamikę wykorzystywania środków europejskich. Czasami pytają nas ludzie i komentatorzy: Chcecie podwyższyć VAT, ale na co mają iść te pieniądze? Chcemy móc nadal w tak rekordowym tempie ściągać fundusze europejskie. To do roku 2013 wymaga bardzo dużego wkładu pieniędzy krajowych. W roku 2011 i 2012 my dużo więcej zaliczkowo musimy zapłacić z naszego budżetu, zanim dostaniemy zwrot tych środków z Brukseli.

Bajki powinny mieć dobre zakończenie, ale ja nie wiem, jak to się skończy. Dotychczasowe próby modernizacyjne w Rurytanii wychodziły tak sobie: Rurytania była bogatsza niż wcześniej, ale zawsze nadal dużo biedniejsza od bogatych kuzynów z Zachodu.

Lubię jednak tę opowieść, bo jest w niej dużo ironii. W Rurytanii nawet liberałowie są etatystami, którzy wierzą w sprawczą moc państwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':