884 mln ludzi, czyli jedna ósma ludzkości, nie ma dostępu do czystej wody, a w złych warunkach sanitarnych żyje aż 2,6 mld - szacuje ONZ. Brudna woda zabija co roku 3,5 mln ludzi - dużo więcej niż wszystkie wojny i kataklizmy, które w ostatniej dekadzie zdarzyły się na całym świecie. Rezolucja przyjęta na wniosek Boliwii wzywa rozwinięte kraje, by pomogły w tej kwestii krajom biedniejszym.
W środę wieczorem w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku głosowały za nią 122 państwa, w tym m.in.
Francja i
Niemcy, a 41 wstrzymało się do głosu, wśród nich
USA, Polska i część krajów UE. Rezolucja nie ma mocy prawnej, jest jedynie apelem do Narodów Zjednoczonych.
"Przeforsowano ją, mimo iż w Genewie od 2008 r. trwają prace w tej sprawie - napisał polski
MSZ w wyjaśnieniu przesłanym "Gazecie". - ONZ powołało eksperta, który w szeregu konsultacji, m.in. ze światem nauki, ma zdefiniować zobowiązania w kwestii wody w kontekście praw człowieka. Rezolucja pomija proces toczący się w Genewie i narzuca jego wynik, wywołując podziały tam, gdzie wyłaniał się konsensus".
- To rezolucja z gatunku tych, byśmy wszyscy byli dobrzy, szlachetni i bogaci - nieoficjalnie komentuje urzędnik MSZ. Ale wielu działaczy humanitarnych uważa, że rezolucja ma sens, bo - w odróżnieniu od bomb i kataklizmów, które można łatwo sfilmować i pokazać w telewizji - brudna woda zabija po cichu, niepostrzeżenie, w wielu miejscach świata. Mało kto zdaje sobie sprawę ze skali tragedii i dlatego trzeba o niej krzyczeć.
- Jestem bardzo rozczarowana tym, że Polska wstrzymała się od głosu. Nasi politycy zajmują się jakimiś zupełnie wydumanymi problemami jak krzyż na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, a sprawy realne ignorują - mówi "Gazecie" Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej. Od lat PAH buduje studnie w różnych krajach świata, m.in. w Sudanie, Afganistanie i Iraku. - Półtora miliona dzieci na całym świecie co roku umiera, bo nie ma dostępu do czystej wody! Znam ludzi, dla których wiadro czystej wody to skarb. I takich, którzy chodzą wiele kilometrów i wiele godzin, by przynieść wodę do picia - tłumaczy Ochojska.
Przyznaje, że zbiórka pieniędzy na studnie idzie słabiej niż na inne cele. - Budowa jednej studni w Sudanie kosztuje jakieś 40 tys. zł - opowiada. - Wybudowaliśmy ich tam około setki, a każda ratuje około tysiąca osób.
PAH miał w Sudanie dwie maszyny wiertnicze - w Darfurze i na ogarniętym rebelią południu kraju. Pierwsza z nich została w kwietniu 2009 r. skonfiskowana przez rząd w Chartumie, który w ten sposób mścił się za oskarżenie prezydenta Baszira o zbrodnie wojenne przez Trybunał ONZ w Hadze. Teraz PAH działa tylko na południu kraju, którego Chartum nie kontroluje.
Pieniądze na studnie pochodzą z grantów ONZ, UE i od polskich darczyńców. 11 studni powstało dzięki Cisowiance, która przekazała część pieniędzy ze sprzedanych butelek. Trzy - za pieniądze firmy Elektrolux, a po dwie ufundowali producent mebli dla dzieci Meblik z Chojnic i centrum meblowe Witek z Krakowa.
- Może komuś wyda się dziwne, że zamiast np. wspierać polskie dzieci, dajemy pieniądze na pomoc gdzieś na końcu świata - mówi nam prezes Meblika Stanisław Gierszewski. - Ale chcieliśmy zrobić coś prostego, absolutnie potrzebnego. I teraz wodę z naszych studni pije 2 tys. ludzi w Sudanie. Dlaczego tam? Mamy w ofercie meble Sawanna, więc jest trochę tak, jakbyśmy spłacali Afryce zaciągnięty dług...