W cieniu gigantycznej sceny stoi pół tysiąca przenośnych toalet. Działają bankomaty, kawiarenka internetowa, poczta, biuro rzeczy znalezionych, kasy PKP. Krew zbierają specjalne ambulanse.
- Niemcy bombardują nas e-mailami w sprawie bezpieczeństwa. Nie mogą uwierzyć, że od Polaków można się uczyć organizacji wielkiej imprezy - mówi Krzysztof Dobies, rzecznik WOŚP i Woodstocku.
Spod Lwowa dojechał Jan Oleszkiewicz, 50-latek w spodniach dzwonach. Pod ażurową czerwoną koszulką ma wielką pacyfę, ręce wytatuowane tatuażami kolorowych motyli. - Jestem częścią hipisowskiej kontestacji - mówi poważnie, płynną polszczyzną (za młodu kibicował polskim piłkarzom, słuchał polskiej muzyki).
Sylwia i Piotr przyjechali spod Rawicza. Są po trzydziestce, na Woodstocku w Kostrzynie są drugi raz, w domu została mała córeczka. - Jak podrośnie, to ją tutaj zabierzemy. Tu nic nikomu nie grozi, na zwykłej wiejskiej potupajce jest niebezpieczniej - przekonuje nas Sylwia. Wygrzebała z szafy jakąś czarną psychodeliczną koszulkę i poszarpaną militarną bejsbolówkę. Piotr przejechał sobie maszynką przez środek głowy, do gołej skóry. - W pracy bym się tak nie pokazał - śmieje się.
Jurek Owsiak, twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i Przystanku: - Gramy od 15 lat i nadal jesteśmy niezależnym festiwalem, pełnym energii. Nie szpanujemy na najlepszy festiwal na świecie, ale na pewno jest on najpiękniejszy. Chyba nigdzie na ziemi w publiczność nie wjeżdża wóz strażacki, żeby ją polać. Cudownie wychodzi, z ludzi bije serdeczność. To takie pozytywne Made in Poland.
Na dwóch scenach Woodstocku do niedzieli odbędzie się 75 koncertów. Dziś zagra m.in.
Papa Roach z USA, brytyjczyk Nigel Kennedy i Peyoti for President (porównywana do
Manu Chao), niemiecki Orphan Hate oraz Ewelina Flinta i
Lao Che.
Owsiak na Woodstocku: nie płacę abonamentu Telewizja publiczna jest upolityczniona, zła, puszczane są bzdury. Żadnej misyjności - mówił Jurek Owsiak na spotkaniu z woodstokowiczami w Kostrzynie nad Odrą.
Krytykę TVP przez Owsiaka sprowokował pytaniem o media jeden z woodstokowiczów (przyszło ich ok. tysiąca). - Woodstock oddaje w trzy dni ponad tysiąc litrów krwi, co jest jakimś rekordem. Tu pod ambulansem powinni kamery postawić, bo tu jest misja. Przyjeżdża Buzek, Wajda. A
telewizja pokazuje gościa co ogień dupą puszcza, żeby kogoś zadowolić - mówił Owsiak. Przyznał, że sam nie płaci abonamentu na media publiczne
Jednym z patronów medialnych tegorocznego Przystanku Woodstock jest radiowa jedynka. - I Woodstocku nie ma w d... - stopował Owsiaka Przemysław Szubartowicz, dziennikarz jedynki, prowadzący spotkanie.
Na zaczynającym się dziś 16. Przystanku Woodstock jednym z wydarzeń jest premiera książki o poprzednich festiwalach. Ich historię Owsiak opowiedział Janowi Skaradzińskiemu, dziennikarzowi muzycznemu, współautorowi Encyklopedii Polskiego Rocka. Pierwotnie książkę pisał inny dziennikarz. - Ale schrzanił - mówił Owsiak.
- Najbardziej bolała głupota, nie kłody urzędników od prawa budowlanego. Pamiętam jak Tomaszewski chciał nas obciąć (Janusz Tomaszewski, wicepremier i minister spraw wewnętrznych w rządzie AWS - red). Kazali brać od ludzi numery pesel, w ogóle przy wyjściu już z pociągu dzielić miastami. Do takich rzeczy dochodziło. A przecież niedawno, usłyszeliśmy od pani doktor ni to publicznie, że krew, którą pobierają lekarze na Woodstocku jest satanistyczna. Taka głupota najbardziej boli - opowiadał Owsiak. Przypominał pierwsze Przystanki. - Pod Szczecinem ludzie spali nocami na działkach, żeby im tych jabłek nie wpierd.... To dopiero była fiksacja.
Paweł z Bukowca martwił się o wiek szefa WOŚP (jest już dziadkiem, za parę lat 60-tka). - No pociągniesz jeszcze kilka Woodstocków. A dalej? Masz następcę - pytał.
- Nie myślę o tym - odpowiadał Owsiak.