Wchodząc na wczorajsze spotkanie prokuratury z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej,
Jarosław Kaczyński oświadczył, że w "przeciętnym państwie" po "czymś takim" jak ta katastrofa "rządu by już nie było". Ale "rząd kwitnie", a "człowiek, który ma na sumieniu bardzo dziwne wypowiedzi, jest prezydentem". Wszystko dlatego, że w Polsce "nie można mówić o demokracji". Zamiast niej jest "przezroczysta fasada".
Przezroczyste i całkiem jasne są intencje prezesa
PiS, który zaraz po przegranych wyborach prezydenckich wezwał do walki o "prawdę na temat Smoleńska".
Od tego czasu pokazuje, jak ta walka ma wyglądać.
Wczorajszą wypowiedzią Kaczyński potwierdził, że wszystkie chwyty są dozwolone - insynuacja ("człowiek który ma na sumieniu dziwne wypowiedzi"), jak i absurdalne żądania, że po katastrofie, w której zginął prezydent i wysocy urzędnicy państwa, powinno się zdymisjonować tych, którzy pozostali.
Pokazał też, że nic sobie nie robi z apeli tych rodzin, które prosiły, by nie używać smoleńskiej tragedii do walki politycznej.