Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
"Gazeta": Prokurator generalny, powołując się na krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych, mówił we wtorek o odczytaniu kilkudziesięciu nowych słów zarejestrowanych w kabinie pilotów prezydenckiego Tu-154. Słów istotnych dla śledztwa. Zna je pan? Jerzy Miller: Nie znam.
O jakie istotne słowa może chodzić? Przez kogo wypowiedziane? Co nam powiedzą o przyczynach katastrofy? - Nie spodziewam się, żeby na tej taśmie padły jakieś sformułowania, które świadczyłyby o innym przebiegu zdarzeń na pokładzie w ostatnich minutach lotu, niż znamy z ujawnionej wersji stenogramu. Chyba że udało się odczytać słowa - co mało prawdopodobne - świadczące, o odstąpieniu od lądowania i odejścia na tzw. drugi krąg nad lotniskiem. Ja jestem zwolennikiem cierpliwego czekania na wyniki prac laboratoriów.
Na zlecenie komisji zapisy rejestratora rozmów odczytują eksperci policyjni i z ABW. Czy odczytali więcej niż znamy z rosyjskiej wersji stenogramu? - Robią to dwa niezależne ośrodki: Centralne Laboratorium Kryminalistyczne KGP i laboratorium Agencji, bo posługują się różnymi technikami. Policyjni eksperci analizują bardziej "na słuch", porównując głosy, ABW korzysta z zaawansowanej techniki komputerowej. Komisja nie ma informacji, by eksperci zakończyli badania.
A kiedy skończą? - Przypuszczam, że to kwestia dni. Wtedy stenogramy przekazane zostaną wszystkim członkom komisji i każdy z nich na podstawie zapisu sformułuje hipotezy. Potem odbędzie się zespołowa dyskusja na temat trafności tych hipotez.
Czy rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) odczytał coś nowego? - Próbują, jak dowiedziałem się od pani Tatiany Anodiny, przewodniczącej MAK-u. Nie zaprzestali analizy i jeszcze nie wydali końcowego komunikatu.
Dwa podobne nowe zdania ze stenogramu przeciekły do mediów. TVN 24 cytował pilota: "Jak nie wyląduję (wylądujemy) to mnie zabiją (zabije)" - słowa wypowiedziane na kilkadziesiąt sekund przed lądowaniem. Według źródeł "Gazety" brzmiały one: "Jak nie wyląduję, będę miał przechlapane (przewalone)" i padły na 25 minut przed katastrofą. Która wersja jest bliższa prawdy? - Poznacie panowie moje zdanie, gdy dostanę ekspertyzę. Nie chcę spekulować.
Czy znany jest ostatecznie krąg osób spoza załogi, które wchodziły do kokpitu? - Nasza wiedza się nie zmieniła od momentu publikacji rosyjskiego stenogramu.
Czy jest pan przeciwnikiem ujawnienia pełnej treści odczytanego do końca stenogramu? - Zawsze byłem zwolennikiem, by zachować umiar w naruszaniu prywatności. Dla dobra sprawy, szukając kompromisu między uczuciami bliskich ofiar a oczekiwaniami opinii publicznej, w warunkach twardej walki wyborczej, zostałem przekonany, że ujawnienie rosyjskiej wersji stenogramu jest konieczne. Ale teraz mamy inną sytuację.
Ale stenogram ujawniony tylko w części będzie miną podłożoną pod wyniki prac komisji. Ludzie będą przekonani - pokazują część prawdy, więc kłamią. - Gdy ktoś zarzuci - sfałszowali, odpowiem - mogę taką cenę zapłacić. Dla historii oryginał zostanie w szafie. I ktoś kiedyś będzie musiał powiedzieć: Miller nie sfałszował. Cena podejrzenia o sfałszowanie nie jest dla mnie za wysoka. Komisja stosuje standardy międzynarodowe i nie ma takiej praktyki, by publikować wszystkie szczegóły nagrań z czarnych skrzynek.
Podobno uważa pan, że przeciętny śmiertelnik nie jest w stanie ocenić, zrozumieć zapisów rozmów pilotów i ich związku z przyczynami katastrofy. - To nie tak. Uproszczono moją wypowiedź. Ja już w Sejmie mówiłem, że czytając stenogram, można wyciągnąć fałszywe wnioski. Na przykład czytając nagrane słowa, myślałem, że wszyscy w kabinie słyszeli to, co ja czytam. Ale pilot uświadomił mi, że załoga w kokpicie miała słuchawki na uszach, dlatego słowa wypowiedziane bez użycia mikrofonu nie musiały do nich docierać.
Jestem zwolennikiem innego podejścia: to eksperci zapoznają się ze stenogramem i na tej podstawie - włączając w to swoją wiedzę i doświadczenie - wyliczą, jakie błędy zostały popełnione, a jakich uniknięto. To jest istotne dla nas, nikt nie pyta przecież - jakie było ciśnienie w silniku, tylko czy silnik do końca pracował.
Druga kwestia, to czy eksperci muszą uwiarygodniać swoją analizę poprzez publikacje stenogramów. Eksperci nie muszą się uwiarygodniać. W komisji połączyliśmy dwie siły: ekspertów cywilnych i wojskowych. Dwa różne środowiska, które mają różne doświadczenia, procedury, inne wyczulenie na ryzyko. Ci ludzie zajmują się wszystkimi wypadkami lotniczymi w Polsce. Nie mają żadnego interesu, by coś utajniać, żeby kłamać.
Nie mogę państwa zaprosić na posiedzenie komisji, ale zapewniam, że nie prowadzą kurtuazyjnych rozmów ze sobą. Nie możemy się dać wpuścić w ślepy zaułek - braku zaufania do kogokolwiek, kto zajmuje się katastrofą smoleńską.
Ale publicznie mówi się dziś o małej wiarygodności MAK-u, który certyfikuje lotniska i samoloty, a po katastrofie występuje jakby w roli sędziego we własnej sprawie, więc kończy badania wskazaniem na winę pilotów. - Nie komentuję tego, bo jestem konstytucyjnym ministrem. To nie jest przyjęte w stosunkach międzynarodowych.
Prokurator Andrzej Seremet zadeklarował się jako zwolennik ujawnienia pełnej treści stenogramu rozmów z kokpitu. - To sprawa prokuratury.