Po ponad 27 latach od pobicia w komisariacie na warszawskiej Starówce warszawskiego maturzysty, syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, zbrodnia funkcjonariuszy MO została bez kary.
Bo w PRL tę zbrodnię tuszowano. Bo jej typ - pobicie przez funkcjonariuszy, gdy trudno zindywidualizować winę za skutki - działał na korzyść milicji. A Ireneusz K., jedyny oskarżony (choć biło pewnie trzech funkcjonariuszy), odpowiadał za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. I w grudniu Sąd Apelacyjny w Warszawie umorzył sprawę zomowca z powodu przedawnienia. Uznał, że można go było ścigać tylko do roku 2005.
Prawomocny wyrok - piąty w tej sprawie - próbował wzruszyć kasacją do Sądu Najwyższego minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Przyłączyli się do niej pełnomocnicy Leopolda Przemyka, ojca Grzegorza. Ale sędziowie nie dostrzegli błędu w zastosowaniu przepisów o przedawnieniu.
Sędzia Małgorzata Gierszon mówiła wczoraj, że czyn popełniony przez Ireneusza K. nie kwalifikuje się do grupy przestępstw, które nie ulegają przedawnieniu, jak wywodził minister (jeszcze jako prokurator generalny) i pełnomocnicy. - Autorytet wymiaru sprawiedliwości, autorytet prawa, buduje się na jego uczciwym respektowaniu i stosowaniu - mówiła sędzia.
Ale przyznała też w uzasadnieniu, że ta sprawa jest "porażką wymiaru sprawiedliwości", bo przez ponad 27 lat, także w wolnej Polsce, wymiar sprawiedliwości nie zdołał orzec o zasadności zarzutu postawionego oskarżonemu.
- Matactwa w tej sprawie z czasów komunistycznych okazały się skuteczne po latach - dodała sędzia. W 1984 r. w pierwszym sterowanym przez komunistyczne władze i Służbę Bezpieczeństwa procesie milicjanci z komisariatu przy Jezuickiej zostali uniewinnieni. Kozłami ofiarnymi resort MSW kierowany przez Czesława Kiszczaka uczynił sanitariuszy, którzy pobitego maturzystę zabrali z komisariatu do pogotowia.
Dziś byłym esbekom za mataczenie, zastraszanie i inwigilację głównego świadka oskarżenia Cezarego F.
IPN stawia zarzuty. Ale ci, którzy bili "tak, żeby nie było śladów", albo uniknęli oskarżenia, albo - jak Ireneusz K. - kary.
- Prawda historyczna i tak wyszła na jaw. Umorzenie z powodu przedawnienia jest po wyroku skazującym, a nie po poprzednich - uniewinniających. To ma symboliczne znaczenie - skomentowała mec. Ewa Milewska-Celińska, pełnomocnik ojca Grzegorza od 17 lat.