http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bomb-pułapek nie sposób przewidzieć

piot, wrób, PAP
2010-07-29, ostatnia aktualizacja 2010-07-28 20:48

Sąd w Warszawie po raz drugi uniewinnił wczoraj troje policyjnych dowódców oskarżonych za błędy podczas akcji w Magdalence. Zginęło wówczas dwóch antyterrorystów, 16 zostało rannych.

O ten dom w Magdalence w 2003 r.
antyterroryści stoczyli prawdziwą
bitwę z bandytami
Fot. Piotr Molecki / AG
O ten dom w Magdalence w 2003 r. antyterroryści stoczyli prawdziwą bitwę z...
ZOBACZ TAKŻE
Chodzi o tragiczną w skutkach operację ujęcia groźnych bandytów z gangu "Mutantów" w 2003 r. W nocy z 5 na 6 marca antyterroryści mieli szturmować dom przy ul. Środkowej w Magdalence, gdzie ukrywali się Robert Cieślak i Igor Pikus. Zanim jednak taran rozwalił drzwi willi, pod nogami policjantów wybuchła bomba-pułapka. Poległo dwóch funkcjonariuszy, podkom. Dariusz Marciniak i nadkom. Marian Szczucki. 16 innych zostało rannych. Wymiana ognia z bandytami trwała ponad godzinę. Wreszcie i oni zginęli.

Prokuratura z Ostrołęki oskarżyła o niedopełnienie obowiązków - czym narażono członków grupy szturmowej na niebezpieczeństwo i śmierć - policyjnych dowódców: mł. insp. Grażynę Biskupską, byłą szefową wydziału do walki z terrorem kryminalnym (dziś jest naczelnikiem w CBŚ); mł. insp. Kubę Jałoszyńskiego, byłego szefa warszawskich antyterrorystów (dziś naukowca, wykładowcę w policyjnej szkole w Szczytnie); insp. Jana P. (zastrzegł nazwisko), byłego zastępcę komendanta stołecznego policji (dziś emeryta).

- Zlekceważyli zagrożenie. To jest podstawowa sprawa - mówił w mowie końcowej prokurator Andrzej Ołdakowski. Wymieniał zaniedbania: •  brak pisemnego planu akcji; •  jeden wariant szturmu; •  źle zabezpieczona pomoc medyczna; •  brakowało amunicji, a strzelcy wyborowi zostawili karabiny w szafie w komendzie; •  w końcu chaos po wybuchu bomby i załamaniu szturmu.

Prokurator żądał kar po dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć lat.

Ale Sąd Okręgowy w Warszawie - po raz drugi, proces z 2006 r. też się skończył uniewinnieniem - uznał, że nie było związku przyczynowego między tragicznym finałem akcji a działaniami lub zaniechaniami oskarżonych. - Przebieg akcji był nie do przewidzenia, a cała sytuacja - bez precedensu - usłyszeliśmy. Sędzia Beata Najjar mówiła, że ani Biskupska, ani Jałoszyński nie kierowali akcją, a Jan P. wywiązał się należycie z nadzoru.

Zarzuciła też ostrołęckiej prokuraturze, że oparła się na opinii biegłych, których sąd uznał za nieobiektywnych, a "żaden z zarzutów nie został należycie uzasadniony".

Sędzia wyliczała, że •  żadna obserwacja nie byłaby w stanie wykryć doskonale zamaskowanych przez bandytów min-pułapek; •  wybrany wariant zatrzymania bandytów był najlepszy; •  brak pisemnego planu nie wpłynął na przebieg akcji; •  a brak karetek nie był winą oskarżonych.

Wyrok nie jest prawomocny. Matka jednego z zabitych policjantów wyszła z sali już podczas jego ogłaszania.

Po wyroku Kuba Jałoszyński mówił, że rozumie rozgoryczenie rodzin zabitych, ale "gdyby świat miał metody na wykrywanie min-pułapek, to nie ginęliby ludzie".

Grażyna Biskupska w ostatnim słowie przed ogłoszeniem wyroku podkreślała: - Chylę czoła przed tymi, którzy zginęli i zostali ranni, ale nie mam sobie nic do zarzucenia.

- To była pierwsza tego typu sytuacja nie tylko w Polsce, ale także w Europie, gdy policjanci podczas zatrzymywania przestępców natrafili na ukryte ładunki wybuchowe. Ta tragiczna akcja była później analizowana podczas szkoleń także zagranicznych antyterrorystów. W pracy policji zawsze istnieje ryzyko, zachowań przestępców nie sposób przewidzieć - komentował po wyroku rzecznik KGP Mariusz Sokołowski.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy