Wsie w 14-tysięcznej gminie Gorzyce na Podkarpaciu zostały po raz pierwszy zalane w maju. Podobnie sąsiedni Sandomierz leżący już w woj. świętokrzyskim. Po pierwszej fali woda w domach jeszcze nie opadła, a na początku czerwca ludzie walczyli już ze skutkami drugiej powodzi.
Rząd zdecydował o wypłacie zasiłków - maksymalnie 6 tys. zł na rodzinę. Premier
Donald Tusk obiecywał, że jeżeli ktoś został dwukrotnie zalany, to może liczyć na podwójny zasiłek. Kłopotów z wypłatami po pierwszej powodzi nie było - w Sandomierzu zasiłek wypłacono 824 rodzinom, w Gorzycach - ponad 1,2 tys.
Inaczej sprawa wygląda z drugą transzą. W Sandomierzu nie ma z tym problemów - po raz drugi wsparcia udzielono ponad 700 rodzinom. W gminie Gorzyce pieniędzy nie wypłacono nikomu.
- Jesteśmy gorsi od sąsiadów? - pyta zrozpaczona pani Maria z podgorzyckich Sokolników.
- Wszystko leży w pudłach w zawilgoconych i nieosuszonych domach. Posypał nam się komin. Inni dostają pieniądze, a my nie. Czy my w innej Polsce mieszkamy? - dodaje Wanda Nowicka z pobliskiej Trześni.
Okazuje się, że problem rozbija się o interpretację przepisów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, na podstawie których wypłacane są zasiłki. Interpretacji dokonują urzędnicy wojewodów, a pieniądze wypłacają ośrodki pomocy społecznej.
- Żeby dostać drugi zasiłek, trzeba wykazać, że między jedną a drugą powodzią został zakupiony jakiś sprzęt, który został zalany. I pokazać rachunek. Na ponad 380 wniosków jeszcze się nie natknęłam na taki, który kwalifikowałby się do ponownej wypłaty. Wykonujemy tylko zalecenia urzędu wojewódzkiego - mówi Barbara Surowiecka, szefowa GOPS w Gorzycach.
W Sandomierzu problemów nie ma, bo wystarczy, że pracownicy ośrodka pomocy zobaczą, że mieszkańcy zaczęli np. skuwać tynki w domu. - Nie ma problemów i wtedy, gdy ktoś po pierwszej powodzi wyciągnął przed dom zalaną lodówkę i zalało ją po raz drugi - mówi Jolanta Gawron z MOPS w Sandomierzu.
Barbara Surowiecka z Gorzyc przyznaje, że "jej" powodzianie traktowani są nierówno. - To nie nasza wina - zaznacza.
Wiesław Bek, rzecznik wojewody podkarpackiego, nie jest w stanie nawet odpowiedzieć na pytanie, czy komukolwiek na Podkarpaciu wypłacono drugi zasiłek. Odsyła do wydziału polityki społecznej. Jego wiceszefowa Monika Prokop: - Nie wiem, jak przepisy interpretuje świętokrzyski urząd.
Problem jest również z wypłatą rządowych pieniędzy na odbudowę domów. Do 20 tys. zł można dostać bez wizyty rzeczoznawcy. Ten ostatni musi zobaczyć dom, w przypadku gdy ktoś stara się o pieniądze powyżej tej sumy (maksymalne wsparcie to 100 tys. zł). I w tym przypadku w Sandomierzu wypłaty już trwają - pieniądze otrzymało ok. 170 rodzin. Na całym Podkarpaciu - nikt.
W gminie Gorzyce do wielu rodzin nawet nie zajrzał jeszcze rzeczoznawca. - U mnie ma się podobno pojawić w listopadzie, a z pieniędzy trzeba się rozliczyć do końca roku. Co ja zrobię w zimie? Otworzę okna? Przecież zanim zacznę kłaść płytki, dom musi być osuszony - mówi Wanda Nowicka.
Chodzi o to, że pieniądze - od 20 tys. do 100 tys. zł - wypłacane są w ratach. Pierwsza nie może być mniejsza niż połowa przyznanego zasiłku. Reszta jest wypłacana po przedstawieniu rachunków za remont, a wielu powodzian może nie zdążyć z wydaniem pierwszej transzy. Wtedy na drugą nie może już liczyć. W Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim słyszymy, że wypłata tej pomocy zacznie się dopiero w przyszłym tygodniu.
Dla "Gazety": Paweł Kwaśniak, naczelnik wydziału ds. usuwania skutków i klęsk żywiołowych w MSWiA - W ustawie o pomocy społecznej nie ma słowa o tym, że rodzina, którą zalało po raz drugi, ma przedstawić rachunki za zniszczony sprzęt po drugiej fali, a kupiony po pierwszej powodzi. Żądania rachunków są nadgorliwością urzędniczą. Rachunki są konieczne wyłącznie wtedy, gdy ktoś ubiega się o zasiłek na odbudowę domu. Jeśli ośrodki pomocy społecznej zgłaszają, że powodzianie mogą się z tych pieniędzy nie rozliczyć w tym roku, to z drugich transz będzie się można rozliczać w przyszłym roku.
not. km