- Czekaliśmy na rozkazy policji, ale one nie nadchodziły - mówi "Bildowi" jeden z nadzorców ponad tysiąca ochroniarzy wynajętych do zabezpieczania sobotniej Love Parade. Jego zdaniem
policja nie wiedziała, jak zareagować na tłoczący się przed jedynym wejściem tłum ludzi. Nie reagowała też, gdy wybuchła panika, a ludzie zaczęli się tratować. W efekcie zmarło 20 osób, a ponad 500 zostało rannych. Ochroniarz dodaje, że do zabezpieczania wynajęto niewłaściwe osoby. Zamiast profesjonalistów ochronę powierzono nastolatkom i emerytom. Organizatorzy parady oskarżają o zaniedbania także policję. Twierdzą, że funkcjonariusze nie byli w stanie zapanować nad tłumem i wpuścili na imprezę zbyt wielu ludzi.
Tymczasem z kolejnych ujawnionych przez prasę dokumentów wynika, że władze miasta świadomie ignorowały przepisy bezpieczeństwa, byle tylko imprezę zorganizować w Duisburgu. Podczas jednego z posiedzeń przedstawicieli miasta i organizatorów Love Parade urzędnicy z wydziału budownictwa przedstawili listę warunków (m.in. chodziło o szerokie drogi ewakuacyjne), by impreza się odbyła. Z protokołu wynika , że szef wydziału porządkowego, który zajmuje się również imprezami masowymi, powiedział wówczas, iż "burmistrz Adolf Sauerland życzy sobie, by znaleziono taki kompromis, by Love Parade odbyło się w mieście". Wówczas szef urzędu budownictwa powiedział, że nie bierze odpowiedzialności za imprezę, którą przygotowano z naruszeniem prawa. Samo zezwolenie na imprezę burmistrz podpisał w sobotę o godz. 9 - dziesięć godzin przed tragedią. Miejsce, w którym Love Parade się odbywała, mogło pomieścić bezpiecznie ok. 300 tys. osób. W sobotę było ich 1,5 mln.
Nacisk na burmistrza Sauerlanda, by podał się do dymisji, rośnie. Jednak nie zamierza on ustępować .
Sprawą zajmie się także komisja spraw wewnętrznych Bundestagu. Politycy chcą zbadać, co zawiodło na Love Parade i jak zmienić przepisy o organizacji tak wielkich imprez, by podobna tragedia już więcej się nie wydarzyła.