Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Nie wybierają już studiów, żeby poszerzyć swoje horyzonty. Po dyplomie chcą bez problemu znaleźć dobrą pracę, po pół roku awansować. W szczycie kariery chcą zarabiać kilkadziesiąt tysięcy. W tym roku najbardziej popularne wśród maturzystów z całej Polski były międzykierunkowe studia menedżersko-ekonomiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Pierwszy raz od lat nie była to psychologia czy dziennikarstwo. Rekordowe 44 osoby na jedno miejsce.
Ponad dwa tysiące 18-latków chce być w przyszłości szefami. Zajmować się pieniędzmi, kierować ludźmi, bogacić się i ratować przedsiębiorstwa.
Spotkałam się z dziesięciorgiem z nich. Z Zuzanną Reszką i Aleksandrą Przybył z Warszawy, Michałem Drygałą z Chełma, Agnieszką Płachecką z Ożarowa Mazowieckiego, Pauliną Bogdańską z Płocka, Krzysztofem Bosiem z Krosna, Łukaszem Janyszko z Ostrołęki, a także z Kamilą z Radomia, Jakubem z Kielc i Tadkiem ze stolicy.
Czerwony pasek Mają 19 lat, zdali bardzo dobrze maturę, chodzili do najlepszych liceów w swoim mieście. Dobrze się uczyli? To za mało powiedziane.
Obowiązkowy czerwony pasek na świadectwie, średnia 5,0 albo tuż pod piątką. Ulubione przedmioty to matematyka, geografia, wiedza o społeczeństwie. Na polskim rozwiązywanie sudoku, poznawanie każdego detalu za oknem, gra w statki, wypełnianie krzyżówek ekonomicznych. Jak się dało, to ucieczka na olimpiadę z przedsiębiorczości. Na maturze "Świętoszek" Moliera, a nie "Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanny Krall, bo zbyt dołujące i ambitne. (- Musiałbym dać za dużo od siebie).
Mają dotykowe komórki, szykowne, ale nie ekstrawaganckie ubrania. Wyglądają porządnie i schludnie. Żadnych tatuaży, kolczyków, gdzie nie trzeba, dredów, warkoczyków, krzykliwych kolorów na głowie. Brak emblematów religijnych.
Wyjątek: Michał Drygała z Chełma. Na szyi dyskretny wisiorek z Matką Boską. Michał jako jedyny odwołuje się w rozmowach o pieniądzach do swojej wiary w Boga. (- Pan Bóg mi pomógł wybrać studia).
Emblematy finansowe - i owszem. Tadek z Warszawy podczas rozmowy wyjmuje nagle z tylnej kieszeni spodni nowiutkie kluczyki samochodowe. Kładzie znacząco na stoliku, bo go uwierają. Nie chce powiedzieć, co to za marka. Nie wiadomo, czy taki lans, czy taki obciach. Na świeżo wyprasowanej koszuli zawieszone o guziki czarne okulary. Koszula ma kolor korporacyjny - jasnoniebieski, pod kolor oczu Tadka. Spodnie spina czarny pasek ze srebrną sprzączką.
Paulina Bogdańska też przyznaje, że lubi się dobrze prezentować i interesuje się modą. Styl sportowo-elegancki. Jak wchodzi do sklepu odzieżowego w Płocku, od razu czuje, że ten ciuch będzie dla niej. Ma to coś.
Nie znają biedy, chyba że się pokłócą z rodzicami. Oni pracują w firmach logistycznych, prowadzą własny biznes, są inżynierami, bankowcami i mają jedno, maksymalnie dwójkę dzieci. Stać ich na utrzymywanie swoich jedynaków przez kolejne pięć lat studiów, kupno w nagrodę samochodu. Ale dzieci nie chcą wyciągać od nich pieniędzy w nieskończoność. Jak to wygląda, żeby 19-latka brała pieniądze od mamy na kawę? Chcą zdobywać doświadczenia zawodowe już od samego początku, żeby nie zostać po studiach z niczym. Im balangowanie po nocach nie imponuje. - Dla mnie osoba, która zarabia na siebie, jest lepsza niż ta, która trzy razy w tygodniu chodzi na zajęcia, a w weekendy imprezuje - mówi jeden z nich. Agnieszka Płachecka zaczęła szukać czegoś jeszcze w trakcie matur. Znalazła zatrudnienie w sklepie obuwniczym i cieszy się, że ma pieniądze na własne wydatki. - Każdego dnia czegoś się uczę. Kontaktu z klientami, relacji między pracownikami, przyjmowania reklamacji. Ja jestem na pierwszej linii sporu z niezadowolonym klientem - opowiada z zachwytem. Łukasz Janyszko szuka pracy od trzech tygodni, na wypadek gdyby nie dostał się na studia. Przypominam, średnia 5,15 w najlepszym ostrołęckim liceum. Tadek od września otwiera własny biznes. Ojciec, przedsiębiorca, wyłoży kapitał początkowy. (- Budżet da tata). Ile dokładnie? Przyszły student nie zdradza.
Wszyscy chcą się wyrwać do większego miasta. Mają dość Ostrołęki, Krosna, Kielc czy Płocka. Co to za miasto, w którym podczas spaceru spotykasz sześciu znajomych? W Warszawie podoba im się anonimowość. Nie wyróżniasz się, jesteś taki sam jak inni.
Ci, co mieszkają już w stolicy, chcą wyrwać się dalej, za granicę. Mogą pracować w Londynie, Berlinie, Kanadzie czy Stanach Zjednoczonych. Wcale nie wiążą swojej przyszłości tylko z Polską. Aleksandra Przybył marzy o pracy w firmie angielskiej, bo tam zarabia się kilka razy więcej. Jej raj na ziemi to londyńska Oxford Street, najbardziej ruchliwa ulica handlowa w Europie. Ponad 300 butików. Tadek chciałby na starość mieć dom w Monako.
Ekonomia to zarządzanie sobą Typowi kandydaci na MSEM (międzykierunkowe studia ekonomiczno-menedżerskie) wybierają swój przyszły kierunek w sposób analityczny. Najpierw wypisują listę tych studiów, które ich interesują, a potem zakreślają te, po których znajdą bez problemu pracę. Obok wypisują wymagania. Na ich liście znajdują się obowiązkowo MSEM, Szkoła Główna Handlowa, zarządzanie, finanse i rachunkowość, prawo, ewentualnie Politechnika Warszawska.
Nie mają wątpliwości.
Studia nie są po to, żeby poszerzać swoje zainteresowania czy pasje, ale po to, żeby w przyszłości zarabiać dobre pieniądze. - Żeby godnie żyć, trzeba się zająć czymś, na co jest zapotrzebowanie, a malowanie, śpiewanie czy filozofowanie zostawić na długie zimowe wieczory - przekonują. Nie dla nich historia sztuki, kulturoznawstwo, polonistyka, religioznawstwo czy, nie daj Boże, filozofia. To nieżyciowe i niepraktyczne, bez przyszłości finansowej. Nie chcą żyć na zasiłkach albo zastanawiać się w przyszłości, czy stać ich na nową parę butów dla dziecka, czy też nie. Studia wybrali już pod koniec gimnazjum, w wieku 16 lat, decydując się w liceum na profil ekonomiczny lub matematyczny. Już wtedy czuli, że z literatury człowiek nie zrobi obiadu.
Wybrali MSEM, bo to kierunek przyszłościowy, dobrze rokujący. Pracodawca na pewno zauważy, że to Uniwersytet Warszawski, tylko 50 osób na roku, dwa dyplomy. Po prostu prestiż. Imponuje im ta elitarność. Lepiej będzie uczyć się w grupie osób, które udowodniły, że są inteligentne, niż w molochu. A potem można zrobić magisterkę za granicą, podszkolić język, skończyć studia MBA, żeby wyróżnić się na rynku pracy. Bo teraz ekonomistów jest masa. Szczególnie po płatnych uczelniach, gdzie za kilka stówek na miesiąc dostaje się magistra. Bycie dobrym specjalistą to jest coś. - Trzeba walczyć i wybić się z ogółu - to ich motto.
- Ekonomia to nauka o pieniądzach i jak one kierują światem - definiują swoje przyszłe studia. Na uniwersytecie chcą się dowiedzieć, jak jedna decyzja może wpłynąć na życie milionów ludzi. Jak ludzka nieodpowiedzialność doprowadziła do kryzysu. Dlaczego ludzie jeżdżą komunikacją miejską na gapę i zawsze chcą mieć coś za darmo. Dlaczego karton z mlekiem jest kwadratowy, a butelka z napojem gazowanym okrągła. Jak pieniądze wpływają na nasze życie. Dlaczego piloci kamikadze zakładali hełmy (tytuł książki o ekonomii Roberta H. Franka).