Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
"Wiśta, wio! Łatwo powiedzieć". Pamięta pan, kto tak mówił? - Jak ja nienawidziłem tego powiedzonka! Ale Andrzeja Talara lubiłem.
Dzięki serialowi "Dom" stał się pan - jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli - celebrytą. - Śmieję się, że sława mnie dosłownie wyprzedzała! Pamiętam, a były to lata 90. - jedziemy z Laurą, moją szkocką narzeczoną, samochodem z Londynu do Warszawy, gdzie właśnie zaczęły się zdjęcia do kolejnych odcinków serialu. Trochę nam się spieszy, więc wciskam gaz do dechy. Nagle - stop! Zatrzymuje nas patrol drogówki. Zapraszają do radiowozu. Laura zostaje w aucie. Wracam, a ona pyta: "Ile?". "Nic" - odpowiadam. "Poznali mnie". Zbladła. Myślała, że jestem jakimś gangsterem.
A pan tylko Jędrka Talara zagrał. Jak to się stało, że został pan aktorem?- Nie uwierzy pani. Gdy miałem trzy lata, spadłem ze stołu i złamałem ząb. Krew się polała, a ja się tak wystraszyłem, że zacząłem się jąkać. Przez całe dzieciństwo normalnie zdania nie mogłem wykrztusić.
Nauczycielka polskiego w podstawówce zauważyła, że jak recytuję coś z pamięci, to się nie jąkam. I zaczęła mi zadawać wierszyki na pamięć. Uczyłem się z chęcią, bo jak je recytowałem, to wszyscy koledzy patrzyli na mnie z szacunkiem. Byłem najmniejszy w klasie, takie chuchro. Na szczęście kumplowałem się z klasowym siłaczem. Jak ktoś do mnie startował z pięściami, Andrzej zawsze stawał w mojej obronie: "Z Tomkiem zaczynasz? Ze mną zacznij".
Przyjęli jąkałę do szkoły teatralnej?- Na trzy miesiące przed egzaminami poddałem się terapii w hipnozie. Pomogło. Choć do dziś, jak się zdenerwuję, to się jąkam.
Rodzice pochwalali pana wybór? - Ojciec chciał, żebym został lekarzem albo adwokatem, jak on. "Poszedłbyś na prawo, kancelarię po mnie wziął " - powtarzał.
Pochodził ze Śląska. Na początku wojny został wywieziony na roboty do Niemiec. Uciekł po półtora roku i wstąpił do AK. Miał 17 lat i był dowódcą drużyny Kedywu. "Sami mordercy" - wspominał po latach. "Byliśmy od wykonywania wyroków śmierci na kolaborantach i zdrajcach. Śnią mi się ci, których zabiłem". Zastrzelił nawet swoją dziewczynę, bo okazało się, że współpracowała z gestapo. Chyba nigdy się z tego nie otrząsnął.
Po wojnie jako adwokat z urzędu bronił zbrodniarza hitlerowskiego Ericha Kocha i wielu niemieckich szpiegów. Zawdzięczał tę robotę biegłej znajomości niemieckiego.
Jego starszy brat, jako Ślązak, został wcielony do Wehrmachtu. We Włoszech zdezerterował, wstąpił do armii Andersa i walczył pod Monte Cassino. Żeby było śmieszniej, bił się z tym samym niemieckim oddziałem, w którym wcześniej służył. Z Andersem przyjechał do Wielkiej Brytanii i tam został.
Z matką była inna historia. Któregoś marcowego popołudnia 1968 roku wracam ze szkoły i widzę, że mama siedzi w kuchni i płacze. "Wyrzucili mnie z pracy, wyrzucili z partii" - mówi. "Za co?" - pytam. "Jestem Żydówką".
Usiadłem z wrażenia. Mam 16 lat, jestem ochrzczony, chodzę na religię, a tu okazuje się, że jestem Żydem! Tąpnęło mną strasznie. Nie dlatego, żebym myślał, że być Żydem to coś gorszego niż być Polakiem (dwaj moi przyjaciele z dzieciństwa to Goldberd i Szpuner), tylko że spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba.
Na fali czystek marcowych nie kazali wam wyjechać z Polski? - Prawdopodobnie uratował nas brat matki, generał Włodzimierz Muś, wieloletni dowódca Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Był ideologicznym komunistą i ciężko go było ruszyć. Jeszcze przed wojną uciekł z domu, żeby walczyć w Hiszpanii w 1936 roku. Potem wstąpił do armii polskiej w ZSRR. Został najmłodszym polskim generałem.