Dziennikarka Radia Eska jeszcze podczas briefingu odwołała się do faktów: - Ja czytam to, co pan czytał: "bezpieczeństwa realizacji zadań", a to nie jest to samo, co "bezpieczeństwa" lotu.
Ale Macierewicz słówka "bezpieczeństwo" się chwyta: - To ciekawe, co to jest bezpieczeństwo realizacji zadań, skoro zadaniem jest przelot?
Dziennikarka próbuje wyjaśnić, że przecież w decyzji nie ma mowy o "bezpieczeństwie" pojedynczego lotu, tylko o zapewnieniu obsługi lotów VIP-ów: - I dlatego minister poleca w decyzji zawarcie umowy na udostępnienie nowych samolotów, chodzi o powiększenie floty.
Ale Macierewicz swoje: - Czyli bezpieczeństwo realizacji zadań może być zagrożone i można nadal wysyłać samoloty, które nie gwarantują bezpieczeństwa realizacji zadań.
Dziennikarka jeszcze raz cytuje nagłówek: - "W sprawie zwiększenia możliwości transportu lotniczego dla najważniejszych osób w państwie w okresie przejściowym".
Macierewiczowi bezpieczeństwo kojarzy się z jednym: - Powinny być wstrzymane loty takim środkiem transportu, który nie gwarantuje bezpieczeństwa, zanim wyślemy nim prezydenta.
Była kiedyś taka zabawa: gra półsłówek...
Źródło: Gazeta Wyborcza